Zobacz
Do góry

Drzwi do trenera Nawałki mam zawsze otwarte

Rozmowa z Jackiem Magierą, selekcjonerem reprezentacji Polski w kategorii U-20.

Adam GODLEWSKI: Kiedy tak naprawdę przesądzone zostało, że zostanie pan selekcjonerem kadry U-20?

Jacek MAGIERA: – Tak naprawdę wówczas, kiedy okazało się, że organizacja mundialu w tej kategorii wiekowej zostanie przyznana Polsce. Tyle że oczywiście po raz pierwszy o tej funkcji rozmawiałem z prezesem Zbigniewem Bońkiem zaraz po zwolnieniu z Legii. 13 września zostałem zdymisjonowany, 14 dostałem telefon od szefa PZPN, a 15 spotkaliśmy się na kawę. Wtedy usłyszałem, że widzi mnie w strukturach związku, ale niczego nie ustalaliśmy. Obaj wiedzieliśmy, że potrzebuję kompletnego resetu, czasu z rodziną i odpoczynku. Dopiero miesiąc później porozmawialiśmy o wizji prezesa i mojej ewentualnej roli. Również w mistrzostwach świata U-20, o które Polska będzie się starała.

Czyli gdyby nie udało zorganizować młodzieżowego mundialu w naszym kraju, zostałby pan niczym Jan Himilsbach z angielskim?

Jacek MAGIERA: – Tak to właśnie wygląda, zdawałem sobie jednak sprawę, że wówczas będę musiał zająć się innymi obowiązkami. Tyle że byłem spokojny, nawet nadzwyczaj, że uda się wywalczyć turniej. Zająłem się pracą, obserwacją kandydatów do kadry, a nawet rozwojem niektórych chłopaków, którzy wchodzili w krąg moich zainteresowań. A gdy 13 grudnia została ogłoszona decyzja, że będę wicedyrektorem sportowym PZPN, mogłem już oficjalnie brać udział we wszystkich akcjach szkoleniowych, które dotyczyły interesujących mnie roczników.

Nie było problemów ze strony Legii, aby tak szybko podjął pan nową pracę, albo zakazu konkurencji?

Jacek MAGIERA: – W momencie podpisania kontraktu z Legią obie strony wiedziały jak to będzie wyglądało w dniu, kiedy powiemy sobie: do widzenia. Umowa została podpisana nie tylko na dobre, ale i na złe, z właścicielem klubu miałem ustalone, że następnego dnia po rozstaniu jestem wolnym człowiekiem, który może podjąć każdą inną pracę.

Fot. Rafał Oleksiewicz/PressFocus

Pojawiły się propozycje z innych klubów?

Jacek MAGIERA: – Były, oczywiście. Już w tygodniu, który nastąpił po dymisji dostałem dwa, może nawet trzy telefony, w tym oczywiście również z ekstraklasy. A w listopadzie i grudniu kolejne, ludzie zdawali sobie bowiem sprawę, że do końca rundy nie mogę pracować w innym klubie niż Legia, bo zabraniają tego przepisy; w grę wchodziło przejęcie zespołu w najwyższej lidze dopiero od nowej rundy.

Po zakończeniu sezonu czuje się pan po raz kolejny mistrzem Polski? W końcu sezon zaczynał pan jako trener Legii, ma więc udział w tytule.

Jacek MAGIERA: – Swoje mistrzostwo wywalczyłem rok temu, teraz w ogóle nie myślę w takich kategoriach. Temat Legii, na dziś, to rozdział zamknięty. Legia zawsze będzie klubem, który wywołuje u mnie emocje, spędziłem przecież przy Łazienkowskiej 21 lat. To ponad pół mojego życia, w czasie którego zostałem mistrzem Polski jako zawodnik i trener, a także wyszedłem z grupy Champions League i wystąpiłem w Lidze Europy. Na Legii poznałem żonę, dlatego nadal pojawiam się na meczach w Warszawie. Głównie w loży, u Dariusza Mioduskiego albo u Bogusława Leśnodorskiego, bo lubię spokój podczas oglądania rywalizacji na boisku. A tu i tu jestem mile widziany.

Nie za wcześnie zdecydował się pan na porzucenie futbolu klubowego? Wiem, że prezentacje, i w ogóle szkolenie trenerów to pański konik. Ale życie za biurkiem dla 40-letniego człowieka przyzwyczajonego do dużej aktywności wydawało się cokolwiek dziwnym wyborem.

Jacek MAGIERA: – Od początku zakładałem, że praca za biurkiem będzie tylko dodatkiem. Trudno mówić, co byłoby gdybyśmy nie dostali organizacji młodzieżowego mundialu, i zastanawiać się, czy wówczas rzeczywiście mógłbym się zanudzić, w sytuacji, gdy mamy te mistrzostwa. Zawsze patrzę do przodu i koncentruję się na zadaniach, których się podjąłem. Obecną pracę traktuję jak misję, chcę pomóc młodym ludziom jak najlepiej przygotować się na bardzo ważną imprezę w Polsce. Mamy na to tylko rok, to naprawdę krótki okres. W tym tygodniu przeprowadziliśmy pierwsze selekcyjne spotkanie, jedyne nieujęte w terminarzu UEFA. Później będziemy korzystać już z oficjalnego międzynarodowego kalendarza, a przede wszystkim wystartujemy w Turnieju Ośmiu Narodów. Zgrupowania zorganizujemy we wrześniu, październiku, listopadzie, marcu, zaś ostatnie piąte – już przed finałami MŚ. 18 maja 2019 roku skończy się liga, dzień później się spotkamy, zaś 24 maja jako gospodarz rozegramy pierwsze spotkanie. Czasu nie ma więc tak naprawdę wcale. Okres tworzenia przeze mnie zespołu można porównać do końcowych sekund meczu.

Fot. Piotr Kucza/400mm

Tak szczerze – praca w PZPN to dla pana kwestia przeczekania okresu po zwolnieniu z Legii, czy oczekiwanie na przejęcie kiedyś pierwszej reprezentacji po Adamie Nawałce?

Jacek MAGIERA: – Powtórzę – traktuję swoją funkcję w związku jak misję. Wiem, że za rok będzie młodzieżowy mundial w Polsce, natomiast co stanie się później – w ogóle o tym nie myślę. Bo to nie ma sensu. Gdyby w marcu 2016 roku ktoś mi powiedział, że jako trener zasiądę na ławce na Santiago Bernabeu w Lidze Mistrzów, to powiedziałbym że jest nienormalny. Obserwowałem bowiem wtedy mecz Motor Lublin – Piast Tuczepmy, robiłem analizę dla Tomka Złomańczuka i Grzegorza Komora. Tymczasem po kilku miesiącach pojawiłem się w Madrycie jak o trener Legii.

Z selekcjonerem Nawałką udało się już panu pogadać o tajnikach szkoleniowego warsztatu?

Jacek MAGIERA: – Rozmawiamy regularnie, praktycznie zawsze, kiedy selekcjoner pojawia się w siedzibie związku. Chętnie dzieli się wiedzą, do niego zawsze mam drzwi otwarte. Często wręcz sam mnie zaprasza albo przychodzi do mojego gabinetu, żeby podyskutować. Cenię to sobie oczywiście.

Ubiegłoroczne mistrzostwa Europy U-21 w Polsce pokazały, że nasza młodzież jest daleko w tyle za rówieśnikami nawet ze Słowacji. A mistrzostwa świata to wyższa półka. Nie obawia się pan, że rzucił się na zbyt głęboką wodę?

Jacek MAGIERA: – We wrześniu 2016 też naokoło słyszałem, że ryzyko jest zbyt duże i nie powinienem w tamtym momencie przejmować Legii, ponieważ szybko spadnę ze zbyt wysokiego konia. Nie ma drużyny, jest przedostatnie miejsce w tabeli, a po 0:6 z Borussią Dortmund w Champions League, w kolejnym spotkaniu można dostać dwucyfrówkę. Ale ja się tego nie bałem, i potem wyszło tak, że nie tylko ja byłem zadowolony. Teraz moje podejście jest identyczne. Reprezentacja, którą tworzę do tego tygodnia istniała tylko teoretycznie, bo dopiero od poniedziałku do środy – w Bydgoszczy – zaczęliśmy się poznawać. Dlatego, co będzie w maju i czerwcu przyszłego roku, nikt jednak nie powinien przesądzać.

Kto znajdzie się w pańskim sztabie?

Jacek MAGIERA: – Jako drugi trener Tomek Łuczywek, który był ze mną w Zagłębiu Sosnowiec i Legii, a podobną rolę wypełnia także Darek Dźwigała, który obecnie jest szkoleniowcem kadry U-19, a wcześniej prowadził kandydatów do tej kadry w eliminacjach mistrzostw Europy. Sebastian Krzepota odpowiada za przygotowanie motoryczne, a jego rola znacznie wzrośnie, kiedy dostaniemy wyniki badań po pierwszym zgrupowaniu. Stopień zróżnicowania zawodników, spośród których część występuje za granicą, część jest w naszych zespołach ligowych, ale są także chłopcy z Centralnej Ligi Juniorów, jest duży, więc trzeba dokładnie zdiagnozować nad czym każdy powinien dodatkowo popracować. Prowadzę rozmowy z Wojtkiem Kowalewskim, aby zajął się szkoleniem bramkarzy. Docelowo w sztabie będzie 13 osób, a analitykiem, statystykiem, trenerami przygotowania indywidualnego, a także technicznego. Kierownikiem ekipy został Mateusz Chmielnicki, który od dłuższego czasu współpracuje z kadrami młodzieżowymi w PZPN.

Na dziś wydaje się, że liderem pańskiej kadry powinien być Sebastian Szymański.

Jacek MAGIERA: – Oczywiście, Sebastian, który dziś jest w szerokiej kadrze pierwszej reprezentacji na mundial w Rosji, rocznikowo pasuje do tej reprezentacji. Teraz jest ewidentnie na topie i trzeba tylko życzyć, aby nadal harmonijnie się rozwijał. Nie wiemy jednak, co będzie z Szymańskim za rok. Na pewno nie zmieni się tylko to, że priorytet w PZPN zawsze będzie miała pierwsza reprezentacja. Na zgrupowanie do Bydgoszczy powołałem 26 zawodników, i równie dobrze z tej grupy w młodzieżowym mundialu może wystąpić 23, jak tylko ośmiu czy dziewięciu zawodników, bo pojawią się inni.

Szymański na co dzień gra w kadrze U-21, która za rok może wystąpić w finałach MME. Kto w takiej sytuacji, i przy kolizji terminów obu turniejów młodzieżowych, miałby pierwszeństwo wyboru tego zawodnika – pan, czy Czesław Michniewicz?

Jacek MAGIERA: – Życzę całemu polskiemu futbolowi, aby w maju przyszłego roku był taki problem do rozstrzygania. Terminy rzeczywiście się zbiegają, młodzieżowy mundial kończy się bodaj 15 czerwca, a dwa dni później zaczynają się Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, ale na pewno dziś nie czas i miejsce w ogóle dyskutować na taki temat. Przykład Bartka Kapustki, który podczas Euro 2016 był już na topie, a dziś bierze ostry zakręt, jest znamienny. I daje wiele do myślenia. Również Sebastianowi, którego znam dobrze, ode mnie dostawał przecież pierwsze zaproszenia do zespołu seniorów w Legii. A jeśli mowa o relacjach z trenerem Michniewiczem – będziemy wyłącznie współpracować, nie zaś rywalizować.

Na pierwszą konsultację zaprosił pan sześciu piłkarzy z klubów zagranicznych. To wszyscy stranieri, którzy w tym momencie znajdują się w kręgu zainteresowań?

Jacek MAGIERA: – Jest jeszcze Dominik Steczyk, który niedawno podpisał kontrakt z 1.FC Koeln, ale oczywiście wspomniany zestaw nie wyczerpuje wszystkich nazwisk, które obserwujemy. Ogromną pracę wykonali moi poprzednicy, a przede wszystkim skauci PZPN, jeśli idzie o przegląd zawodników z polskimi korzeniami. W tym momencie w Bundeslidze jest trzech innych piłkarzy, którzy mają dwa paszporty, również niemiecki, i jeszcze nie podjęli decyzji, dla kogo zamierzają grać. Widziałbym ich w tej drużynie, ale powoływał będę tylko tych, którzy będą chcieli grać w biało-czerwonych strojach, i nie będą towarzyszyły temu żadne wątpliwości. Zespół jest otwarty dla wszystkich najlepszych graczy urodzonych w latach 1999, 2000 i 2001. Mateusz Bogusz z Ruchu Chorzów reprezentuje najmłodszy rocznik, ale nikt z góry nie powinien go skreślać, ma bowiem naprawdę takie same szanse jak o dwa lata starsi konkurenci. Pierwsze zgrupowanie dopiero rozpoczęło selekcję, a nie ją zakończyło. Czekam na zawodników silnych mentalnie, na kozaków na boisku, a nie poza nim.

Jaki największy problem zaobserwował pan na dzień dobry?

Jacek MAGIERA: – To z pewnością mała liczba zawodników grających w seniorskiej piłce. Ja miałem 16 lat i 3 miesiące kiedy zadebiutowałem w pierwszym zespole Rakowa Częstochowa, tymczasem niektórzy moi podopieczni mają już po 19 lat, a jeszcze są bez doświadczenia w rywalizacji z seniorami. A niestety, piłka młodzieżowa to jednak nieco inna dyscyplina, chyba nikogo nie muszę przekonywać, że lepiej przygotowanego zawodnika do kadry znajdę w pierwszej lidze niż w CLJ. Na pierwszej konsultacji rozegraliśmy test-mecz z zapleczem młodzieżówki trenera Michniewicza, potraktowaliśmy to spotkanie poważnie, ale nie będzie rzutowało na kolejne powołania. I to nie tylko dlatego, że nie sililiśmy się na dzień dobry na rywala zagranicznego. Kolejne zgrupowanie odbędzie się bowiem dopiero za 90 dni, a po wakacjach młodzi piłkarze mogą wyglądać zupełnie inaczej.

Fot. Piotr Kucza/400mm

Bardziej przyda się panu w prowadzeniu tej kadry doświadczenie wyniesione z Legii, czy wcześniejsze z pracy z zespołami młodzieżowymi, również w PZPN?

Jacek MAGIERA: – Wszystko może okazać się przydatne, nawet niezbyt miłe wspomnienia z reprezentacji olimpijskiej w roli zawodnika. Mam nadzieję, a nawet pewność, że obecne pokolenie młodzieżowców jest o wiele bardziej świadome niż to moje, bo wielu moich kolegów dopiero teraz zaczęło żałować, że nie potraktowało poważnie – mówiąc delikatnie – szansy, którą mieliśmy w kadrze prowadzonej przez Pawła Janasa. Kiedy jednak 20 lat temu mówiłem, że robią głupio, ale nie chcieli słuchać. A szkoda, czasu przecież nie da się cofnąć.

A’propos Janasa – jest pan w podobnej sytuacji, jak ten szkoleniowiec, kiedy zaczął tworzyć młodzieżówkę z panem, 19-latkiem wówczas w składzie?

Jacek MAGIERA: – Podobieństw rzeczywiście nie brakuje, tyle że trener Janas miał więcej czasu ode mnie. I eliminacje mistrzostw Europy, które najlepiej krystalizują zespół. My rozegrany towarzyski Turniej Ośmiu Narodów, ale także będziemy spoglądać w tabelę i motywować się w ten sposób.

Wie pan już dokładnie, z kim rozegra mecze przygotowawcze do młodzieżowego mundialu?

Jacek MAGIERA: – W Turnieju Ośmiu Narodów wystąpią reprezentacje Czech, Portugalii, Anglii, Holandii, czy Niemiec, a więc w komplecie silne drużyny. W wolnym terminie szukamy też sparingpartnera spoza Europy, bo jednak zdecydowana większość rywali w mundialu będzie spoza naszego kontynentu, warto więc przekonać się, jak prezentują się rówieśnicy z innych części świata. Problem jest jednak taki, że poza nami, nikt nie zdążył się jeszcze zakwalifikować do turnieju. 12 lipca zaczynają się finały mistrzostw Europy w Finlandii, na które pojedziemy – ja po powrocie z mundialu w Rosji – pewnie nawet we trzech, aby dokładnie przyjrzeć się przeciwnikom.

Ma pan rozeznanie w światowej hierarchii w interesujących pana rocznikach?

Jacek MAGIERA: – Losowanie turnieju zaplanowane jest dopiero na grudzień, więc będzie dość czasu, żeby zebrać szczegółowe informacje o rywalach. Sporo wiadomości o skali trudności dotrze do zawodników w Turnieju Ośmiu Narodów, będziemy bowiem rywalizowali z zespołami o rok starszymi. Tak właśnie chcę, nie obawiam się, że ewentualne słabe wyniki mogą źle wpłynąć na morale moich zawodników. Pracujemy bowiem z przeświadczeniem, że w pierwszej kolejności mamy wychować zawodników dla pierwszej reprezentacji.

Nawet w sytuacji, gdy turniej odbywa się w Polsce i oczekiwania będą – jak zwykle – ogromne?

Jacek MAGIERA: – Nawet w takiej sytuacji. Trzeba być optymistą, pomagać zawodnikom wejść na wyższy poziom, ale trudno dziś mówić o konkretnych wynikach jeśli tak naprawdę nie zna się ani potencjału własnego, ani przeciwników. A nawet nazw drużyn, z którymi przyjdzie się zmierzyć. Wiem już, że w moim zespole są utalentowani piłkarze, ale nie wiem, ze jak wyglądają na tle świata, bo świata jeszcze nie widziałem w tej kategorii wiekowej. Na pewno jednak będę się koncentrował na polskich piłkarzach, a nie na Brazylijczykach, Argentyńczykach czy Nigeryjczykach, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. W pierwszej kolejności muszę nauczyć zespół radzić sobie z presją, kryzysami, a także rozwiązań taktycznych. To jest moje zadanie na dziś, na rozpatrywanie szans i analizę siły przeciwników przyjdzie jeszcze czas.

Nie będzie kłopotu z przyjazdami kadrowiczów z klubów zagranicznych?

Jacek MAGIERA: – Najmniejszych! Organizacyjnie w PZPN wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Co prawda szukamy jeszcze stałej bazy, ale skoro rozpoczęcie turnieju o mistrzostwo świata U-20 zaplanowano na stadionie Widzewa, to jesteśmy zobligowani znaleźć ośrodek w Łodzi, albo okolicach. Do września mamy czas, więc bez pośpiechu już obejrzeliśmy kilka miejsc. Nie ukrywam, że spodobał mi się Uniejów, ale żadne decyzje jeszcze nie zapadły.

Czego konkretnie oczekuje od pana prezes Boniek?

Jacek MAGIERA: – Jeszcze nie rozmawialiśmy na temat planów do realizacji. Mamy dużą szansę, żeby coś osiągnąć i postaramy się jej nie zmarnować. Gdyby zresztą prezes PZPN powiedział mi jesienią: – Przyjdź do związku, będzie fajnie, odpoczniesz, to nigdy nie przyjąłbym takiej propozycji. Sam będę narzucał sobie i zawodnikom ambitny, choć realny cel. Jak już poznam możliwości całej grupy, którą będę miał do dyspozycji.

W nowy sezonie szybciej będzie można pana spotkać na operatywkach u dyrektora sportowego PZPN Stefana Majewskiego, czy obserwującego na przykład Davida Kopacza w Stuttgarcie?

Jacek MAGIERA: – Zachowałem funkcję i obowiązki zastępcy dyrektora sportowego związku, ale nie muszę robić wszystkiego w tym segmencie sam, raczej umiejętnie zarządzać zespołem. Na pewno więc częściej będę się pojawiał na obserwacjach kandydatów do reprezentacji U-20 niż na zebraniach.

 

LISTA ZAWODNIKÓW NA PIERWSZĄ KONSULTACJĘ KADRY U-20 PROWADZONEJ PRZEZ JACKA MAGIERĘ:

  • 1. Jakub Bednarczyk (Bayer 04 Leverkusen)
  • 2. David Kopacz (Borussia Dortmund)
  • 3. Riccardo Grym (Borussia Möenchengladbach)
  • 4. Marcin Bułka (Chelsea FC)
  • 5. Radosław Kanach (Cracovia)
  • 6. Sebastian Strózik (Cracovia)
  • 7. Nikolas Wróblewski (GKS Tychy)
  • 8. Adrian Gryszkiewicz (Górnik Zabrze)
  • 9. Wojciech Hajda (Górnik Zabrze)
  • 10. Kacper Michalski (Górnik Zabrze)
  • 11. Dariusz Pawłowski (Górnik Zabrze)
  • 12. Oskar Repka (Karlsruhe S.C.)
  • 13. Tymoteusz Klupś (Lech Poznań)
  • 14. Jakub Moder (Lech Poznań)
  • 15. Adam Chrzanowski (Lechia Gdańsk)
  • 16. Mikołaj Kwietniewski (Legia Warszawa)
  • 17. Adrian Benedyczak (Pogoń Szczecin)
  • 18. Sebastian Walukiewicz (Pogoń Szczecin)
  • 19. Mateusz Bogusz (Ruch Chorzów)
  • 20. Radosław Majecki (Stal Mielec)
  • 21. Daniel Mikołajewski (Stomil Olsztyn)
  • 22. Sebastian Bergier (Śląsk Wrocław)
  • 23. Adrian Łyszczarz (Śląsk Wrocław)
  • 24. Bartosz Ślisz (Zagłębie Lubin)
  • 25. Serafin Szota (Zagłębie Lubin)
  • 26. Tymoteusz Puchacz (Zagłębie Sosnowiec)

Wszyscy spośród 26 powołanych zawodników wzięli 22 maja udział w grze kontrolnej w Bydgoszczy zakończonej wynikiem 2:2 z zespołem złożonym z zawodników z szerokiego zaplecza kadry U-21 prowadzonej przez Czesława Michniewicza.

Komentarze

Więcej w katowicki sport