Zobacz
Do góry

GKS Tychy – Podbeskidzie 2:2. Szok przed przerwą, gonitwa po przerwie, „hat trick” Jałochy!

Wielkie emocje w rozgrywanym w obiadowej porze meczu tyszan z bielszczanami. Choć goście do przerwy prowadzili różnicą dwóch goli, a w końcówce mieli karnego, ostatecznie musieli zadowolić się punktem.

Czasem mówi się o bramkach zdobywanych albo traconych „do szatni”. Jak więc określić to, co stało się w dwóch ostatnich minutach pierwszej połowy dzisiejszego meczu przy Edukacji 7? Podbeskidzie zaaplkowało wtedy gospodarzom „dwupak”. Najpierw – po świetnej centrze Miłosza Kozaka z lewej flanki – mocno i nie do obrony uderzył głową Michał Rzuchowski, dla którego był to debiut w wyjściowym składzie bielskiego zespołu. Przyjezdnym było jednak mało i po kilkudziesięciu sekundach podwyższyli prowadzenie. Sytuacja była jednak bardzo kontrowersyjna. Po dograniu Kozaka piłka odbiła się od któregoś z tyszan – bodaj był to Łukasz Bogusławski – dzięki czemu Kacper Kostorz wyszedł sam na sam z Jałochą i ze spokojem posłał piłkę do siatki. Sędzia odgwizdał spalonego, ale po chwili konsultacji z asystentem zmienił zdanie i wskazał na środek boiska. Schodzących na przerwę do szatni rozjemców i… tyszan porzegnała z trybun burza gwizdów.

Tak naprawdę, to był dopiero… przedsmak wielkich emocji. Po zmanie stron GKS wziął się do roboty. Ostro zaatakował i w 70. minucie było już 2:2. Najpierw Łukasz Grzeszczyk zamknął z bliska płaskie dogranie Huberta Adamczyka. Potem z kornera dośrodkował Omar Montterde, głową strzelił Maciej Mańka, nie najlepiej interweniujący Rafał Leszczyński odbił piłkę, a dobił ją Adamczyk, który zanotował świetny debiut na stadionie przy Edukacji.

Remis nie zadowalał jednak GKS-u, który wciąż atakował, narażając się na kontry. Po jednej z nich, w 86. minucie, Marcin Kowalczyk w sposób kompromitujący tak doświadczonego zawodnika sfaulował na skraju pola karnego Przemysława Płachetę, prawie zdzierając z niego koszulkę. Arbiter wskazał na „wapno”. Od czego jednak jest Konrad Jałocha? Tyski golkiper obronił uderzenie z 11 metrów Gugki Palawandiszwiliego, a także jego dobitkę! Za trzecim razem wyręczył go już Daniel Tanżyna, ekspediując piłkę za linię. Jałocha aż sam złapał się za głowę. Był to dla niego trzeci z rzędu obroniony karny. Czapki z głów.

Żadna ze stron nie kalkulowała i do ostatniego gwizdka chciała wygrać. Rok temu w Tychach wizyta Podbeskidzia zakończyła się wynikiem 3:3, jak widać, starcia tych drużyn to gwarancja emocji. Za tydzień GKS jedzie do Łodzi, a Podbeskidzie podejmie Sandecję.

GKS Tychy – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:2 (0:2)
0:1 – Rzuchowski, 44 min (asysta Kozak)
0:2 – Kostorz, 45 min
1:2 – Grzeszczyk, 61 min
2:2 – Adamczyk, 71 min

Sędziował Zbigniew Dobrynin (Łódź). Widzów 4544.

GKS: Jałocha – Kowalczyk, Biernat, Tanżyna, Mańka – Daniel, Bogusławski (46. J. Piątek) – Adamczyk, Grzeszczyk, Bernhardt (67. Monterde) – Vojtusz. Trener Ryszard TARASIEWICZ.

PODBESKIDZIE: Leszczyński – Modelski, Komor, Jończy, Oleksy – Kozak (71. Płacheta), Palawandiszwili, Rzuchowski (79. Rakowski), Sierpina – Szabala, Kostorz . Trener Krzysztof BREDE.

Żółte kartki: J. Piątek, Biernat, Kowalczyk – Rzuchowski, Kozak, Szabala.

Komentarze

Więcej w I liga