Zobacz
Do góry

Goście zafundowali GieKSie lodowatą kąpiel

Siatkarze GKS Katowice pojawili się szopienickiej hali opromieni wygraną w Rzeszowie, zaś ekipa Lubina do tej pory miała zerowy dorobek. To nic nie znaczy!

Bo w kontaktach obu zespołów w dotychczasowych czterech meczach zwyciężał Cuprum. Faworytami byli gospodarze, ale skończyło się jaka nakazuje tradycja. Zwyciężyli goście 3:0 i mogą nieco odetchnąć. A gospodarze szybko umknęli do szatni, bo takiego lodowatego kąpieli zupełnie się nie spodziewali. Może to i lepiej schłodzić głowy…

Huśtawka nastrojów towarzyszyła obu zespołom oraz nieustający serial wideoweryfikacji towarzyszył w pierwszej odsłonie. Obaj trenerzy raz po raz prosili o sprawdzenie akcji i się nie mylili. Dominik Depowski tuż pod nosem sędziego prowadzącego Mariusza Gadziny obił blok rywali, a decyzja była na korzyść gości. Dopiero po analizie została zmieniona – to jeden z wielu przykładów.

Gospodarze nie tak sobie wyobrażali początek tego spotkania. Gra mocno falowała po serii udanych zagrań przychodziła seria błędów. Przyjęcie nie było takie jakby sobie życzyli gospodarze i stąd też trafiały się kłopoty. W polu serwisowym też było nijak. W końcu podopieczni trenera Piotra Gruszki wyszli na prowadzenie 20:18 i w tym momencie wydawało się, że sytuacja została opanowana. Goście jednak nie dali za wygraną, doprowadzili do remisu, zaś potem wykazali się skutecznością. Najpierw blokiem został zatrzymany Thomas Rousseaux, Maciej Gorzkiewicz popisał się punktową zagrywką i w boisko wpadła niechciana kiwka. Waleczni goście zasłużenie zapisali seta po stronie plusów. Ten set, jak się później okazało, był kluczowy dla tej potyczki.

Gospodarze nie wyciągnęli żadnych wniosków z przegranej i historia się powtórzyła w drugiej partii. Gra była wyrównana, choć obie strony popełniały sporo błędów, ale w końcowych fragmentach znów większą odpornością psychiczną oraz dokładnością wykazali się przyjezdni. Wokół „GieKSy” zrobiło się gorąco. W III secie miejsce Depowskiego w przyjęciu zajął Rafał Sobański. Owszem, gospodarze za sprawa Karola Butryna zdołali ze stanu 17:22 doprowadzić do remisu, ale ostatnie piłki należały do mocno zmobilizowanych gości.

– Bez zagrywki i przyjęcia oraz z Karolem Butrynem w ataku nie można marzyć o wygranej z tak zdeterminowanym rywalem – stwierdził II trener GKS-u, Grzegorz Słaby.

GKS Katowice – Cuprum Lubim 0:3 (21:25, 22:25, 24:26)

KATOWICE: Komenda, Depowski (2), Krulicki (4), Butryn (18), Rousseaux (11), Kohut (4), Mariański (libero) oraz Krzysiek (2), Fijałek (1), Sobański (6), Ogórek (libero), Woch. Trener Piotr GRUSZKA.

LUBIN: Gorzkiewicz (4), Wachnik (14), Marcyniak (7), Grobelny (12), Yanagida (10), Boruch (10), Gruszczyński (libero) oraz Toobal, Ziobrowski (1). Trener Marcelo FRONCKOWIAK.

Sędziowali: Mariusz Gadzina (Strzyżów) i Paweł Burlewicz (Kraków). [Widzów] 800.

Przebieg meczu

I: 8:10, 12:15, 20:18, 21:25.

II: 10:9, 14:15, 18:20, 22:25.

III: 10:9, 12:15, 16:20, 24:26.

Bohater – Igor GROBELNY.

 

Na zdjęciu: Ta scenka doskonale ilustruje, że GKS był bezradny.

Komentarze

Więcej w katowicki sport