Zobacz
Do góry

Krótka piłka. Liga w sam raz dla kopaczy

Petteri Forsell to piłkarz, który jest jedną z najbardziej charakterystycznych wizytówek naszej ekstraklasy.

Oczywiście nie tylko z tego powodu, że jest postrachem bramkarzy. Choć gole umie zdobywać – strzałami z obu nóg – nawet z 30 metrów, a kiedy podchodzi do rzutu wolnego golkiper musi zgadywać (lechita Jasmin Burić w niedzielę nie zdołał tego przewidzieć), gdzie i w jaki sposób odbije się piłka. Zanim bowiem ktokolwiek zdąży zobaczyć, jaki dynamit i jak nieprawdopodobne umiejętności kryją się w nogach niewysokiego Fina, w oczy rzuca się sylwetka tego zawodnika. Raczej nieznamionująca profesjonalnego sportowca, wyrzeźbionego na siłowni niczym antyczni bogowie, tylko grubaska.

Po pierwszoligowym sezonie 2016/17, w którym mierzący 168 cm pomocnik zdobył dla Miedzi – łącznie z rozgrywkami Pucharu Polski – 15 goli (dane za 90minut.pl), otrzymał propozycję z Cracovii. Tyle że nie przeszedł standardowych badań lekarskich. Nie dlatego jednak, że ukrywał jakiś niedoleczony zadawniony uraz, tylko z o wiele bardziej trywialnego powodu; na zbyt wysokim poziomie miał tkankę tłuszczową. Michał Probierz orzekł – słusznie zresztą – że nie chce mieć w zespole zawodnika, który nie będzie w stanie z racji nadwagi wykonać dostatecznej pracy na boisku.

Pewnie, można oceniać, że Probierz był wówczas zbyt surowy, bo zrezygnował także (z innego powodu) z Damiana Kądziora, który dziś mocno dobija się do wyjściowego składu reprezentacji Polski. Historia o tyle przyznała jednak szkoleniowcowi „Pasów” rację, że wówczas kariera Forsella znalazła się na zakręcie. Mimo otrzymania szansy w szwedzkim Oerebro – Fin nie poradził sobie z tamtejszymi wyzwaniami. Co zatem zrobił? Oczywiście wrócił do Polski. I mimo że zapewne także tusza nie pozwala, aby Petteri znajdował się wśród liderów biegowych statystyk, swoje w Miedzi robi. Patrząc na „petardy” , jakie odpalał w meczu z Lechem, aż szkoda, że nie prowadzi się (bardziej) profesjonalnie. Bo taka wunder waffe przydałaby się w każdym polskim klubie walczącym w eliminacjach europejskich pucharów. Na razie jednak, instytucja kopacza, który wchodzi tylko na stałe fragmenty, w tej odmianie futbolu nie funkcjonuje…

Krótka piłka. Na równi pochyłej

Trener Dominik Nowak ma oczywiście w Legnicy inne cele niż stawiane są przed czołowymi polskimi klubami. I trudno nie zauważyć, że Forsell z 9 golami na koncie jest w walce o uniknięcie degradacji bardzo potrzebny. Ba, wręcz niezbędny. Nawet jeśli wymaga to od szkoleniowca większej gimnastyki przy opracowywaniu taktyki. Musi bowiem tak poukładać wszystkie klocki, by w pełni wykorzystać piłkarza, który z racji wagowych predyspozycji zapewne woli mądrze stać nić głupio biegać.

Inna sprawa, że gdyby Petteri miał inny poziom tkanki tłuszczowej i byłby w stanie poradzić sobie z intensywnością lepszych piłkarsko lig, to zapewne już dawno nie oglądalibyśmy go na polskich boiskach. Siła nabywcza ligi jest bowiem taka, że nawet jeśli trafia się perełka – choćby na miarę Vadisa Odjidji-Ofoe – to musi mieć jakiś feler albo znajdować się na zakręcie. A chyba nikt nie ma wątpliwości, że strzały Forsella były ozdobą 25. kolejki. No, może poza Buriciem…

 

Na zdjęciu: Petteri Forsell

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa