Zobacz
Do góry

Zioło: Trenować jak w Dortmundzie

Rozmowa z Michałem Ziołą, dyrektorem Akademii BVB im. Łukasza Piszczka.

Długo trwało namawianie władz Borussii Dortmund do waszego projektu akademii w Goczałkowicach-Zdroju?
Michał ZIOŁO: – Przed trzema laty, gdy przedstawiliśmy swój projekt, ludzie z klubu przyznali, że docenili nas właśnie za odpowiednie przygotowanie tego projektu. Od początku widzieli, że nie jest to tylko rzucony pomysł, ale za nami idą konkretne plany i cele. Nie była to fantazja czy piękna idea, ale coś co może stać się realne. Można więc w skrócie powiedzieć, że przekonaliśmy Carstena Cramera i innych ludzi z BVB właśnie konkretami. Jesteśmy dumni, że tego przedstawionego wtedy planu się trzymamy i stawiamy kolejne kroki w jego realizacji.

Z wielu ust padło stwierdzenie, że to pierwsza akademia Borussia Dortmund poza Niemcami. Z jednej strony to wyróżnienie, ale i wyzwanie, bo pewnie BVB w przyszłości chce czerpać z tego profity?
Michał ZIOŁO: – Dzięki akademii w Goczałkowicach Borussia zyskuje miejsce, które w stu procentach będzie realizowało ich program szkolenia dzieci i może być pewne gwarantowanej tu jakości. Choć od Dortmundu dzieli nas ponad 1000 kilometrów, to metody prowadzenia zajęć będą identyczne. Niemieckie standardy, w tym też m.in. obiekty, będą zachowane i będą najlepsze z możliwych. Dzieci, które nigdy nie miałyby możliwości i okazji trenować w Dortmundzie, będą tutaj się czuły, jakby trenowały w klubie z Zagłębia Ruhry.

Marzeniem na przyszłość będzie dołączenie któregoś z waszych wychowanków do drużyny Borussii?
Michał ZIOŁO: – Jeżeli docelowo za kilka lat staniemy przed taką sytuacją, to dla nas będzie to wielki powód do dumy, że ktoś z naszej akademii będzie miał możliwość trenować w Dortmundzie. To będzie jednak bonus, teraz skupiamy się na pracy u podstaw.

Tomasz Urban: Lewandowski jak koń pociągowy

Podczas prezentacji przedstawiał pan konkretne cele i założenia akademii. Zwróciłem uwagę na fakt, że wszyscy trenerzy mają zostać zatrudnieni na pełen etat. To nie jest norma i nie jest takie oczywiste w Polsce, gdzie trenerzy młodzieży czy dzieci muszą dorabiać w kilku miejscach.
Michał ZIOŁO: – Chcemy stworzyć takie warunki naszym trenerom, żeby mogli jej się oddać w stu procentach. Wychodzimy z założenia, że jeżeli ktoś poświęca się pracy, to widać tego efekty. Tutaj zaangażowanie trenerów ma przełożyć się na szkolenie dzieci. Nie chcemy, żeby trener przygotowywał treningi lub analizował mecze jadąc autem do innej pracy czy robiąc inne dodatkowe rzeczy.

Będą u was trenowały małe dzieci, więc pewnie odpowiedni dobór kadry szkoleniowej był bardzo ważny, bo inaczej pracuje się z ośmio, dziewięcio czy dziesięciolatkiem, a inaczej z nastolatkiem?
Michał ZIOŁO: – Tak i dlatego nie chcieliśmy wybierać tylko na podstawie CV, ale chcieliśmy się z każdym kandydatem spotkać i porozmawiać, oceniając, czy ktoś się nadaje, czy nie. Wyznacznikiem była też chęć rozwoju i motywacji do pracy. Rozmawialiśmy z blisko 50 trenerami i wykształcenie nie było najważniejsze. Zwracaliśmy też uwagę na podejście do życia, na to jak się zachowują w pracy z dziećmi. To jest ten czas, gdy dzieci bardzo chłoną wiedzę, ale i szybko się rozwijają. Dlatego chcemy im przekazywać dobre wzorce. Nie tylko chodzi o sport, ale i o życie. Pierwsza czy druga klasa szkoły podstawowej to etap w którym rozwój jest bardzo istotny.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport