Zobacz
Do góry

Zmiany na wagę zwycięstwa

O tym, że „górale” wrócili na zwycięską ścieżką zdecydowały w znakomitej mierze roszady w wyjściowym ustawieniu.

W minioną sobotę Podbeskidzie Bielsko-Biała wygrało pierwsze spotkanie w tym roku. Przekonująco pokonało Bytovię, a gdyby skuteczność była nieco lepsza, to wygrana byłaby bardziej efektowna aniżeli 3:1. Warto jednak zauważyć, że ogromny wpływ na rezultat spotkania miała postawa zawodników, którzy w tym roku zagrali dopiero po raz pierwszy. Mowa przede wszystkim o Bartoszu Jarochu, który zastąpił Filipa Modelskiego i zdobył dwa gole. A także o Dominiku Jończym. Środkowy obrońca bielskiej drużyny był bezpośrednio zamieszany w obie bramki zdobyte przez kolegę z linii defensywnej.

Decyzji się nie boi

Ostatni z wymienionych zagrał w miejsce Aleksandra Komora, który z kolei w poprzednim meczu zastąpił pauzującego za kartki Mavroudisa Bougaidisa. Grek usiadł na ławce, a Komor znalazł się poza meczową osiemnastką. Jończy najpierw strącił piłkę po zagraniu z rzutu wolnego, którą następnie przedłużył Kamil Wiktorski, a Jaroch dopełni formalności. Przy trzecim golu stoper Podbeskidzia, powołany przez Czesława Michniewicza do młodzieżowej reprezentacji Polski, znakomicie wywiązał się z roli skrzydłowego. Jego dośrodkowanie celnym strzałem głową wykończył Jaroch.

– Ktoś mądry powiedział kiedyś: „Trudne decyzje, łatwe życie”. Łatwe decyzje, trudne życie. W wyrównanej kadrze mam zawodników chcących grać i pracować – powiedział o zmianach w składzie trener Krzysztof Brede. – Dlatego nie mogę pozwolić sobie na to, aby kogoś traktować inaczej. Oczywiście można byłoby zapytać, dlaczego jeszcze kogoś nie wymieniłem. To moje decyzje. Przeprowadziliśmy analizę. Muszę wiedzieć, kto da mi to, czego chcę. I co będzie najlepsze dla zespołu. Decyzji o zmianach się nie boję. Nie uciekam od nich i biorę za nie odpowiedzialność. Od tego jestem – dodał szkoleniowiec bielskiej drużyny.

Show Jarocha pod Klimczokiem. Obrońcy bohaterami bielszczan

Niełatwy moment

Kolejnym zawodnikiem Podbeskidzia, który w meczu z Bytovią zagrał pierwszy raz w tym roku, był Wojciech Fabisiak. Przypomnijmy, że golkiper jesienią bronił regularnie, ale u progu wiosny doznał niegroźnego urazu przeciążeniowego. W dwóch pierwszych spotkaniach zastąpił go Rafał Leszczyński i… wpuścił sześć goli. Przeciw Bytovii Fabisiak popisał się jedną znakomitą interwencją, a przy straconym przez Podbeskidzie golu był bez szans. Pierwszy raz w wyjściowym składzie na wiosnę pojawił się też Adrian Rakowski. Zastąpił Adriana Gomeza, który nie skończył meczu z Wartą, bo obejrzał czerwony kartonik.

– Zawodnicy, którzy weszli na boisko, stanęli na wysokości zadania – nie pozostawia wątpliwości trener Brede. – Niektórzy, jak Dominik Jończy, wrócili po dłuższej przerwie. To nie był dla nich łatwy moment, bo nikt nie chce przegrać trzy razy z rzędu. Na pewno siedziało to w głowach zawodników. Generalnie decyzja o podaniu meczowej osiemnastki już nie była łatwa. Tacy piłkarze jak Miłosz Kozak czy Michał Rzuchowski nie zmieścili się w niej i wraz z innymi zawodnikami pierwszego zespołu zagrali w rezerwach. Również wygrali 3:1 i wykonali swoją pracę. Ze zwycięstw musimy się cieszyć. Porażek unikać, a ewentualnie wyciągać z nich wnioski – podkreślił szkoleniowiec bielszczan.

 

Na zdjęciu: Bartosz Jaroch (z lewej) idealnie wykorzystał szansę od trenera Krzysztofa Bredego.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w katowicki sport