Zobacz
Do góry

Ligowiec. Niech krytycy Igora Angulo posypią teraz głowę popiołem

Dwa trafienie piłkarza w meczu z płocką Wisłą, poparte dobrą czy bardzo dobrą grą, mają swoją wymowę i powinny przekonać niedowiarków, że jeszcze nie czas stawiać przysłowiowego krzyżyka na graczu z Półwyspu Iberyjskiego – pisze Michał Zichlarz w „Ligowcu” po meczach 16. kolejki PKO Ekstraklasy.

Wielu wieszczyło koniec Igora Angulo. Słabsze wyniki Górnika wiązano z jego słabszą skutecznością. Tymczasem w piątkowym meczu z Wisłą Płock super snajper zabrzańskiej jedenastki dał wszystkim swoim krytykom silny odpór. Wśród nich jest mój redakcyjny kolega Bogdan Nather, który w niniejszym „Ligowcu” kilka tygodni temu mocno wątpił w doświadczonego zawodnika.

Bramkami snajper mocno pomaga sobie w tym, żeby Górnik w końcu podjął z nim rozmowy na temat przedłużenia kontraktu, który kończy się w czerwcu przyszłego roku. Dwa trafienie piłkarza w meczu z płocką Wisłą, poparte dobrą czy bardzo dobrą grą, mają swoją wymowę i powinny przekonać niedowiarków, że jeszcze nie czas stawiać przysłowiowego krzyżyka na graczu z Półwyspu Iberyjskiego, który w górniczej jedenastce śrubuje kolejne rekordy. Trzech punktów jego trafienia wprawdzie nie dały, ale są dobrym prognostykiem przed kolejnymi meczami, bo wiadomo co dla rywali oznacza dobra strzelecka forma napastnika z Kraju Basków. Delikatnie powiem, że krytycy Angulo powinni teraz posypać głowę popiołem.          

Ja tu o Górniku, a pozycję lidera ekstraklasy odzyskała Pogoń. Szczecinianie w sobotę już drugi raz w tym sezonie pokonali Legię, co ma swoją wymowę. „Portowcy” mają na swoim koncie 31 punktów, a dobrze w tym sezonie grają nie tylko na swoim stadionie, ale też na wyjazdach, gdzie wygrywają mecz za meczem. To przestroga dla Arki, z którą w następnej kolejce zagrają w Gdyni.

Zobacz jeszcze: Marcin Brosz wierzy, że w Górniku Zabrze będzie lepiej.

Nie wiem czy te częste zmiany liderów w ekstraklasie są dla ligi dobre czy nie, ale na pewno jest ciekawie. Mocno spłaszczona tabela, czy to na górze czy na dole sprawia, że ciężko przewidzieć wyniki poszczególnych gier. Z drugiej strony na pewno dobrze o czołówce nie świadczą dwie przegrane zespołów, które po 15 kolejkach otwierały tabelę, myślę tutaj o mistrzu i wicemistrzu Polski czyli drużynach z Gliwic i Warszawy. Owszem, grali trudne wyjazdowe spotkania, ale żal patrzeć na długie momenty bezradności drużyn, które w teorii powinny trzęść naszą ligą, także w trudnych grach.    

Przed nami cztery ostatnie kolejki, a potem kilkutygodniowa przerwa. Ciekawe, jak w tych ostatnich tegorocznych meczach będzie z frekwencją, bo po weekendowych grach widać, że mocno idzie ona w dół, a przede wszystkim widać to po stadionach Lecha i Górnika, gdzie fanów nigdy nie brakowało, a teraz wszystko leci na łeb i szyję. Pytanie do ligowych decydentów czy sami wybierają się w mroźne piątkowe czy sobotnie wieczory na ekstraklasowe gry? Czy raczej w cieple przed telewizorami emocjonują się zmaganiami naszych piłkarzy?


Zobacz jeszcze: Wywiad z Waldemarem Fornalikiem, trenerem Piasta Gliwice


Komentarze