Szalony mecz w Rzeszowie i problemy ZAKSY

Jeszcze przed startem meczu Asseco Resovia Rzeszów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle goście mieli spore kłopoty, żeby w ogóle dotrzeć na mecz. Jeden z kierowców zaparkował samochód pod hotelem w Rzeszowie w taki sposób, że uniemożliwiał on wyjechanie autokaru ZAKSY. Siatkarze… przenieśli więc samochód i pojechali do hali.

Ostatecznie na mecz kędzierzynianie dotarli i… od razu zaczęli z wysokiego „C”, po chwili prowadząc już 9:2. Takie szaleńcze tempo tempo utrzymało się do końca seta, którego ZAKSA wygrała do 13. Aż takiej deklasacji nikt się nie spodziewał. I w drugim secie po tamtej słabej dyspozycji Asseco nie było ani śladu. Walka była niezwykle wyrównana, o czym świadczy choćby to, że rzeszowianie prowadzili 22:19. Wtedy jednak znów odezwały się stare demony i gospodarze zaczęli popełniać masę błędów, dając wyrwać sobie wygraną na ostatniej prostej. Drugą partię ZAKSA wygrała 28:26.

Jeśli drugi set był sygnałem, że Asseco jeszcze w meczu nie powiedział ostatniego słowa, to trzeci był już potwierdzeniem. Świetnie spisywał się Thibault Rossard, imponując zwłaszcza zagrywką i to głównie dzięki niemu rzeszowianie doprowadzili do stanu 1:2, pokonując ZAKSĘ w trzecim secie do 20. W czwartym mimo lepszej gry ZAKSY, to również zwycięsko wyszli siatkarze Asseco po wyrównanym pojedynku wygrywając 25:23.

Nie mniej emocji było w tie-breaku. Z wymiany ciosów lepiej jednak wyszli goście, którzy wygrali partię 20:18 i ostatecznie ZAKSA utrzymała status jedynej niepokonanej drużyny w PlusLidze.

 

Asseco Resovia Rzeszów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 2:3

(13:25, 26:28, 25:20, 25:23, 18:20)

Asseco Resovia Rzeszów: Rafael Redwitz, Damian Schulz, Mateusz Mika, Marcin Możdżonek, Thibault Rossard, David Smith – Mateusz Masłowski (libero) – Kawika Shoji, Dawid Dryja, Bartłomiej Lemański.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Łukasz Kaczmarek, Benjamin Toniutti, Łukasz Wiśniewski, Mateusz Bieniek, Sam Deroo, Aleksander Śliwka – Paweł Zatorski (libero) – Brandon Koppers, Przemysław Stępień, Rafał Szymura.

 

 

Adam Godlewski o Legii Warszawa.

 

Komentarze