34 i wystarczy

Byłem cierpliwy. Wiedziałem, że prędzej czy później bramka musi przyjść – podkreśla Jakub Arak, który doczekał się premierowego trafienia w katowickich barwach.


Miał na liczniku 34 występy bez zdobytej bramki. Zatrzymał go w sobotnie popołudnie w Bełchatowie. W 72 minucie wyjazdowego meczu ze Skrą Częstochowa Jakub Arak odebrał piłkę Szymonowi Szymańskiemu i zainicjował akcję kontynuowaną przez Grzegorza Rogalę, Rafała Figla i Adriana Błąda, którą następnie sam wykończył plasowanym strzałem do siatki, dając GieKSie zwycięstwo.

– To bardzo cieszy – mówił po końcowym gwizdku Arak. – Wiadomo, jak to jest z napastnikiem: choćby się grało dobre mecze, miało asysty czy wywalczone czerwone kartki, to jeśli nie widzisz swojego nazwiska na liście strzelców, coś siedzi w głowie.

Chciał coś powiedzieć

Arak doczekał się bramki w 12. występie w barwach GKS-u. W poprzednim sezonie nie trafił do siatki ani razu, łącznie zagrał wtedy w 23 meczach Rakowa Częstochowa (18 w lidze), ale oczywiście nie był podstawowym zawodnikiem wicemistrza Polski, wchodząc na boisko z ławki i głównie w tej roli łapiąc przez rok nieco ponad 400 minut. W rozgrywkach 2020/21 – w barwach Rakowa, a wcześniej Lechii – wpisał się na listę strzelców 2-krotnie (20 występów).

Łącznie 90 ostatnich spotkań, rozegranych dla drużyn z Gdańska, Częstochowy i Katowic, przyniosło mu 3 trafienia. Kto wie – może teraz zacznie dobrą serię. W I lidze znalazł drogę do bramki rywala pierwszy raz od ponad 4 lat (19 maja 2018, mecz Stali Mielec z Bytovią), ale przed laty udowadniał, że jest w stanie trafiać na tym szczeblu regularnie.

W GieKSie, choć wcześniej goli nie było, też miał swoje aktywa. Choćby w meczu z Resovią, wygranym 1:0, zanotował asystę, a po faulu na nim była czerwona kartka.

– Byłem cierpliwy i konsekwentny, wiedziałem, że prędzej czy później bramka też musi przyjść – stwierdził Arak, który dotąd 6 razy wybiegał w wyjściowym składzie GKS-u, a 6-krotnie (w tym także w sobotę) pojawiał się na boisku w roli zmiennika.

– Robiłem cały czas swoje. W geście radości po bramce podbiegłem pod ławkę rezerwowych. Chciałem powiedzieć wszystkim kolegom, trenerom, fizjoterapeutom, że to jest też ich bramka. Wszyscy we mnie wierzyli. Jako piłkarze mamy gorsze i lepsze chwile, ale ważne jest to, jakimi ludźmi jesteśmy. Każdy w drużynie od początku dobrze mnie przyjął, po każdym meczu dawał słowa wsparcia.

Większa kontrola

GKS odniósł w Bełchatowie już czwarte w sezonie wyjazdowe zwycięstwo i plasuje się w szerokiej czołówce I-ligowej tabeli jako przedstawiciel strefy barażowej. – Mecz ze Skrą był bardzo wymagający pod kątem taktycznym – analizował Jakub Arak. – Spotkały się jedne z lepiej zorganizowanych drużyn w lidze, dlatego było bardzo mało miejsca, trudno było wykreować sobie sytuacje. Do momentu zdobycia bramki, tak naprawdę mieliśmy tylko jedną. Mecz był bardzo zamknięty.

Cieszę się, że udało się strzelić, a później dobrze się broniliśmy. Skra miała swoją okazję dopiero w doliczonym czasie, ale to pierwsza liga. Każdy z zawodników ma swoją jakość, było pewne, że Skra coś stworzy. Na szczęście ofiarnie się broniliśmy i nie wcisnęli nam piłki do bramki. W porównaniu do meczów w Opolu czy Rzeszowie, gdy też prowadziliśmy 1:0, mieliśmy większą kontrolę. Lepiej broniliśmy się z piłką, potrafiliśmy się przy niej utrzymać i dlatego wygrywamy.

Rywal atrakcyjny

Teraz przed GKS-em przygotowania do sobotniej – domowej – konfrontacji z Chrobrym Głogów, który swój mecz zakończonej kolejki, z Odrą Opole, grał dopiero wczoraj. – Na pewno czeka nas wymagające starcie, bo Chrobry gra atrakcyjną piłkę, bardzo dobrze radzi sobie w ataku pozycyjnym i nieraz zmusi nas do intensywnego pressingu. Ale jesteśmy na to gotowi, znamy swoją wartość, to, jakąś mamy organizację gry. Będziemy mieli w tym meczu swoje atuty – zapewnia Arak.


Na zdjęciu: Przed laty Jakub Arak udowodnił, że jest w stanie strzelać gole regularnie na poziomie I ligi. Czy sobotni mecz pozwoli mu odblokować się w GieKSie?
Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus