Adrian Błąd: Może zagram na nowym stadionie…

Rozmowa z Adrianem Błądem, pomocnikiem GKS-u Katowice, który dziś przy Bukowej zainauguruje II-ligową wiosnę.


Jakie odczucia przed startem tegorocznych zmagań?
Adrian BŁĄD: – Radość! Okres przygotowawczy i sparingi to nie to samo, co mecz o ligowe punkty. To nie ta adrenalina. Każdy z nas z utęsknieniem czeka na te emocje. Wiadomo o co gramy, dlatego są one podwójne. W ubiegłym roku się nie udało, teraz chcemy zrealizować cel. Mamy trochę kolejek przed sobą, jesteśmy zwarci i gotowi.

Gra pan już w GieKSie kilka lat i przez ten czas drużyna nie realizowała celów. Jest w ogóle sens o nich mówić, a może należy po prostu żyć z dnia na dzień…
Adrian BŁĄD: – Z dnia na dzień, odcinając kupony? Nie, nie, nie! Nie po to przedłużałem kontrakt, żeby grać dalej w II lidze. Powiedzieliśmy sobie z Arkiem Jędrychem, że to nasze ostatnie pół roku na tym poziomie. Cieszy, że to kolejne okienko, podczas którego w klubie jest większy spokój niż wcześniej, gdy działo się dużo, dokonywano wielu zmian. Jasne, latem był niepokój wywołany brakiem awansu, ale klub postawił na stabilizację, zaufanie. Myślę, że to wyjdzie na plus. Oby już w tej rundzie.

Podpisał pan umowę z GKS-em do 30 czerwca 2023 roku. Długo rozmawialiście?
Adrian BŁĄD: – Spotkaliśmy się na pierwszym zimowym treningu po urlopach i otrzymaliśmy taki sygnał z góry. Kontrakt podpisałem na obozie w Bielsku-Białej. Dwie rozmowy, dwa maile – i załatwione. Jasne, że każdy chciałby grać w lepszym klubie, zarabiać większe pieniądze, ale jest takie mądre powiedzenie: „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. GieKSa nie gra co prawda w takiej lidze jak powinna, ale widzę na co dzień, jak klub się rozwija, jak jest stabilny, o czym świadczy brak nerwowych ruchów. Mam przekonanie, że jestem w odpowiednim miejscu. Dobrze się czuję w Katowicach i dlatego chciałem tu kontynuować przygodę z piłką.

Kontrakt wiązał się z podwyżką, obniżką?
Adrian BŁĄD: – (śmiech). Odpowiem dyplomatycznie, że nie mam na co przy Bukowej narzekać. Oby tak zostało.

Czy 29-letni Adrian Błąd wzbudzał jeszcze zainteresowanie na rynku?
Adrian BŁĄD: – Jeśli ktoś ma dobrą rundę, strzela, asystuje, gra regularnie, to nieważny jest wiek – zainteresowanie zawsze będzie. Choć gdybym zaliczył takie półrocze jako 19-latek, to pewnie walczyłyby o mnie kluby z ekstraklasy… Teraz spokojnie znalazłbym sobie klub na rynku I-ligowym. W ogóle nie zastanawiałem się jednak nad tym czy odchodzić. Nie było mi to do niczego potrzebne.

A ktoś zgłosił się z konkretną ofertą?
Adrian BŁĄD: – Tak, ale nie ma sensu, bym zdradzał, kto. Klub pierwszoligowy.

Jesienią były gole, asysty, asysty drugiego stopnia. Choć zwykle był pan wyróżniającą się postacią GKS-u, to chyba nigdy nie było to tak jaskrawe, jak w poprzedniej rundzie.
Adrian BŁĄD: – Przyczyna tkwić może w zmianie pozycji. Zawsze grałem na boku pomocy, a obecnie – na „10”. Operuję piłką więcej niż boczny pomocnik, ode mnie jest uzależnione napędzanie, kreowanie akcji. To większa odpowiedzialność niż na boku pomocy. Gdy tam grałem, często czekałem, co zrobią koledzy, ale już wtedy szukałem też dla siebie miejsca w środku pola. Zmiana roli i odpowiedzialności na boisku wpłynęła na mnie. Zdecydował się na to trener Górak już w poprzednim sezonie. Wtedy to była dla mnie nowość, potrzebowałem chwili na przyswojenie nowych zadań. Teraz mam więcej bramek, asyst. Cieszę się z tego i wierzę, że ta wiosna nie będzie gorsza. A jeśli okaże się taka sama jak jesień, to wszyscy na tym skorzystamy.

Czy latem zabolało, gdy opaskę kapitańską z pańskiego ramienia przejął Arkadiusz Jędrych?
Adrian BŁĄD: – Nie no, gdzie? Czysta demokracja! Nie było powodu, bym czuł się zawiedziony. Opaska kapitańska jest oczywiście ważna, ale szatnia powinna mieć kilku liderów, którzy dźwigają ją na barkach. Arek to odpowiednia osoba do tej roli, odpowiedzialna. Mnie ta zmiana może w jakimś stopniu nawet pomogła. Tak zadecydowała szatnia w głosowaniu. Tyle.

Na kogo pan głosował?
Adrian BŁĄD: – Na siebie! (śmiech).

Jak sam siebie nie pochwalisz, to nikt nie pochwali!
Adrian BŁĄD: – Najpierw było głosowanie na cztery osoby do rady drużyny. Później na kapitana i jego zastępcę. Głosowałem na Arka i na siebie. Arek dostał większą liczbę głosów, dobrze mu się wiedzie w tej roli. Niech niesie GieKSę jak najwyżej.

Trzeba jeszcze czasu, byście złapali wspólny język z Rafałem Figielem?
Adrian BŁĄD: – Głupio by zabrzmiało, gdybym odpowiedział twierdząco, skoro już zaczynamy ligę! Rafał, ale i większość naszej drużyny jest na tyle doświadczona, rozumiejąca grę, że nie trzeba wiele. Język piłkarski jest uniwersalny, a Rafał w ostatnich sezonach był wiodącą postacią swoich zespołów, Rakowa czy Podbeskidzia. Jestem przekonany, że wkomponuje się również w GKS.

Robi to wrażenie, gdy klub dokonuje takiego transferu?
Adrian BŁĄD: – Wrażenie zrobiło to, kto przedłużył kontrakt! (śmiech). A tak serio – przyszedł chłopak, który przed chwilą grał w ekstraklasie. Zszedł teraz na trzeci poziom rozgrywkowy i szacunek, że się na to zdecydował, bo taki ruch nigdy nie jest łatwy. Zazwyczaj robisz krok do tyłu, a nie dwa, ale osoby dyrektora Góralczyka i trenera Góraka, których wcześniej znał, miały na to duży wpływ. Trzeba się cieszyć. Jeśli będą nas wzmacniać tej klasy zawodnicy, to będzie znaczyło, że z GieKSą jest dobrze nawet na trzecim poziomie. Ale mam nadzieję, że to już niedługo – i wkrótce znajdziemy się wyżej.

Po latach spędzonych w GieKSie już przekonał się pan, że nieodłącznym towarzyszem życia kibica jest temat nowego stadionu. Śledzi pan czasem czy w głowie jest myśl: „Eee, mnie to już nie dotyczy”…?
Adrian BŁĄD: – A czemu nie? Może jeszcze na nim zagram!

Najwcześniej w 2024 roku…
Adrian BŁĄD: – W tym roku kończę 30 lat. Niektórzy grają i jako 35-latkowie, albo i dłużej. Jestem to sobie w stanie wyobrazić. Przedłużyłem umowę do 2023 i mam nadzieję, że przez ten czas przynajmniej zacznie się budowa. Trudno, bym tego nie śledził. Wiemy, że postępy są, czekamy, aż zostanie wbita umowna pierwsza łopata. Każdy kibic GieKSy z utęsknieniem na to czeka. Nowy stadion to nowa historia. Pamiętam, gdy otwarto obiekt w moim Lubinie. To było wielkie przeżycie dla wszystkich, więcej ludzi zaczęło identyfikować się z klubem. I – choć może głupio to zabrzmi – pomaga to też piłkarsko, bo rywale widząc taki obiekt przyjeżdżają też wtedy na mecz z większym respektem.

Na razie na Bukową przyjeżdża beniaminek z Ostródy.
Adrian BŁĄD: – Nie wyobrażam sobie innego scenariusza niż taki, że 3 punkty zostają w Katowicach. Jeszcze z Sokołem nie graliśmy, ja sam też zmierzę się z tą drużyną po raz pierwszy. Osiąga niezłe wyniki, jak każdy przyjedzie bardzo zmotywowana. W II lidze GieKSa to mocna marka i każdy się podwójnie mobilizuje. Musimy nastawiać się na niełatwy mecz.

Przez lata dobrze poznał pan już frazes o katowickiej presji. Na zakończenie poprzedniego sezonu powiedział pan przed kamerami TVP Sport, że „presję to może czuć ktoś, kogo córka leży na OIOM-ie”.
Adrian BŁĄD: – Wypowiadałem się o swoim dziecku. Spotkało mnie takie miesięczne doświadczenie, którego konsekwencje czujemy do dziś. W klubie i w szatni zostało to dobrze zrozumiane. W ogóle nie było mowy, bym brał jakiś urlop, albo że głowa może nie „dojechać”. Przeciwnie – potrzebowałem tego, by przyjechać na trening, zagrać mecz. Wielka tu rola trenera Góraka, z którym szczerze porozmawialiśmy. Rozumiem rodziców zmagających się z trudną sytuacją. Sam to przeżywam, sam tego doświadczam, bo z dnia na dzień się z tego nie wyjdzie… To dla mnie bodziec. Również dzięki córce zagrałem dobrą rundę jesienną. Mam wielką motywację.



Na zdjęciu: Adrian Błąd wierzy, że dziś zaczyna się ostatnie półrocze GieKSy w II lidze…
Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus


Komentarze