Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Dzień samuraja

A cóż to za okazja, że właśnie dziś będzie o… samurajach? – zdziwiła się moja ulubiona sąsiadka.

– Ale sprawa jest dość prosta i pewnie wszystko będzie jasne, kiedy wymienię te dwa nazwiska – Ryoyu Kobayashi i Yuzuru Hanyu. Wielki skoczek i znakomity łyżwiarz figurowy. Wspaniali sportowcy i niezwykli ludzie. I pewnie dlatego, że są Japończykami, pomyślałam o samurajach. Bo przecież żaden z tych japońskich wojowników nie mógł kapitulować w walce, gdyż byłoby to po prostu niehonorowe. Więc, moim zdaniem, oni obaj są właśnie takimi współczesnymi samurajami. Każdy jest wielkim mistrzem i człowiekiem niezwykle skromnym. I tak sobie myślę, że pewnie ta skromność pomogła im tymi mistrzami zostać. Oni bowiem stale starają się zmieniać i poprawiać to, co wielu innym wydawać by się mogło już idealne. No i nieustannie wszystko robić wciąż lepiej i lepiej, i do maksimum wykorzystywać swój talent.

Kobayashi był w tym sezonie prawdziwym królem narciarskich skoczni, a ostatni weekend w Planicy tę jego wielkość jedynie potwierdził. Teraz więc śmiało powiedzieć można, że 1996 to kolejny świetny rocznik, który pewnie przysporzy jeszcze mnóstwo wspaniałych sukcesów japońskim skokom. Może nawet okaże się lepszy niż rocznik 1972, który wydał prawdziwą już dziś legendę skoczni, jaką jest Noriaki Kasai, któremu należy się pewnie tytuł samuraja-mistrza. Bo to najstarszy skoczek świata, udowadniający stale, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ten, który każe nam pytać, czy w ogóle istnieje coś takiego, jak granica wieku? Człowiek zarażający wszystkich optymizmem, entuzjazmem i pozytywną energią. Noriaki Kasai to wspaniała postać światowego sportu podziwiana od lat.

Babskim okiem. Mam nadzieję, że Williams da Kubicy szansę na pokazanie talentu

Ryoyu Kobayashi jest dopiero na początku tej drogi, ale – ma przecież duszę samuraja – jego kariera z pewnością też będzie długa i wspaniała. Inaczej być nie może. No i jeszcze Yuzuru Hanyu. Łyżwiarski mistrz olimpijski i mistrz świata. On, w zakończonych właśnie w japońskiej Saitamie mistrzostwach świata, zdobył „tylko” tytuł wicemistrza globu. A na pewno chciałby – przed swoją publicznością – tu właśnie znów mistrzem zostać. Pewnie zadaje sobie pytanie, czy zrobił wszystko, co mógł zrobić? A może ma wyrzuty sumienia, że nie zrobił wszystkiego? Może chciałby znów… przeprosić? Kiedyś bowiem, po mistrzostwach świata w Helsinkach, kiedy wywalczył złoto – przepraszał. Przepraszał wszystkich za swój niezbyt udany program krótki. Bo mógł go wykonać lepiej. Taka jest bowiem dusza samuraja – wielkiego wojownika.

 

Na zdjęciu: Ryoyu Kobayashi był w tym sezonie prawdziwym królem narciarskich skoczni.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w felietony