Babskim okiem. Kombinacja norweska

Jednak od ostatniego weekendu kojarzyć mi się będzie także z… białymi strojami skoczków z Krainy Fiordów – oświadczyła moja ulubiona sąsiadka, wielka fanka narciarskich skoków.

– Tydzień temu pisałam o tym, że Clas Brede Brathen, kierownik reprezentacji skoczków tego kraju, chwalił się przecież ową nowinką, chociaż niezbyt wylewnie, bo – jak stwierdził – za dużo mówić mu o tym po prostu zakazano. W końcu konkurencja nie śpi. Ale o sprawie i tak zrobiło się bardzo głośno, bo okazało się, że owe cudowne stroje były „nieco” na bakier z obowiązującym regulaminem. No i w Kuusamo dyskwalifikacja goniła dyskwalifikację. Jak już pewnie wszyscy wiedzą, problem dotyczył przepływu powietrza w tych kombinezonach. Kontrolerzy dopatrzyli się uchybień i połowa norweskich uczestników zawodów Pucharu Świata na skoczni w Ruce została zdyskwalifikowana. Nie przebrnęli kontroli sprzętowej.

– To nasza wina. Kombinezon nie zapewniał wystarczającej ilości powietrza w nogawce. Widziałem pomiary – stwierdził trener Alexander Stoeckl.

Nie od dziś wiadomo, że rozwój nauki wpływać może – i wpływa – na uzyskiwanie coraz to lepszych wyników, a w laboratoriach i pracowniach uczonych robi się wiele, aby biegać szybciej, skakać wyżej i dalej… Nazywa się to dopingiem technologicznym, który od dawna istnieje. Ale co za dużo, to niezdrowo. No i pewnie dobry nastrój austriackiego trenera norweskich skoczków, w jakim był po konkursach w Wiśle, diabli wzięli. Po nich sam przyznawał, że lepszego początku sezonu nie mógł sobie nawet wymarzyć i do Finlandii jechał pełen optymizmu.

A skoro mowa o Stoecklu, jak właśnie doniósł nasz ulubiony korespondent Polskiej Agencji Prasowej ze Skandynawii Zbigniew Kuczyński, ku zdziwieniu wielu wystąpił niedawno w telewizji, demonstrując swe wirtuozerskie umiejętności… gry na flecie prostym, którego jest zagorzałym fanem, i który podczas wyjazdu na zawody zawsze ma ze sobą. Nie wierzycie? A jednak. Zagrał Mozarta, którego muzyka – jak przyznał – zawsze uspokaja go przed ważnymi zawodami. Austriak wystąpił na antenie telewizji publicznej NRK, gdzie został zaproszony głównie dlatego, bo bardzo szybko – w niecały rok po przyjeździe do Norwegii – opanował język tego kraju, i to takim stopniu, że trudno uwierzyć w to, że nie jest to jego język ojczysty. Widać pan trener słuch ma znakomity. Więc pewnie bardzo szybko zorientuje się co też w trawie piszczy i poprawki w strojach jego podopiecznych zostaną błyskawicznie dokonane.

Na zdjęciu: Kto by pomyślał? Austriacki trener norweskich skoczków Alexander Stoeckl uwielbia grę na flecie prostym i kocha muzykę swego rodaka, Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Komentarze