Babskim okiem. Rozrywkowy arcymistrz

Na pewno nie. Taki na przykład Magnus Carlsen. Mozart szachów – jak pisał o nim kiedyś „Washington Post”. Gdy miał ledwie 13 lat, wygrał przecież z samym Anatolijem Karpowem i zremisował z Garrym Kasparowem, a jako 19-latek został najmłodszym numerem 1 w światowej klasyfikacji. Jedank szachowy mistrz nie ukrywał też nigdy, że jest wielkim fanem futbolu, w szczególności Realu Madryt, a swe 23. urodziny uczcił na stadionie Santiago Bernabeu, gdzie pierwszym kopnięciem piłki rozpoczął mecz między Realem a Valladolid.

Niektórzy twierdzą nawet, że ze zwycięstw „Królewskich” Magnus cieszy się tak samo, jak ze swych własnych. Magnus nie tylko kibicuje Realowi, ale sam też gra w piłkę – w wolnych chwilach, jako lewy obrońca, grywa w Fremad Famagusta, drużynie szóstej ligi norweskiej. Był też chyba pierwszym wielkim szachistą, który… reklamował odzież. No i naprawdę niewiele brakowało, aby został aktorem filmowym, bo proponowano mu nawet rolę szachisty z przyszłości w jednym z filmów z serii „Star Trek”. Może szkoda, że nic z tego nie wyszło.

Znów o nim głośno i to z wielu powodów. Norweski arcymistrz przegrał bowiem właśnie z pochodzącym z Filipin Wesleyem So w finale mistrzostw świata w szachach losowych i – jak sam stwierdził – po prostu wstydzi się poziomu, na jakim grał. Jednak przecież ledwie kilkanaście dni temu, podczas turnieju na wyspie Man, ustanowił rekord świata, rozgrywając 101. klasyczną partię z rzędu bez porażki. No i wcześniej nie przegrał w tym roku ani jednej partii. Jednak 29-letni norweski arcymistrz odniósł też inne wielkie zwycięstwo.

Przestał pić! W styczniu całkowicie zrezygnował z alkoholu, którego – do czego sam się przyznał – było w ostatnim czasie w jego życiu zdecydowanie za dużo. A wcześniej bywało różnie. Imprezy w weekendy do białego rana, codzienne spotkania z przyjaciółmi przy piwie… Magnus przyznaje się do tego, że prowadził naprawdę rozrywkowe życie. Czuł, że alkohol go uspokaja, dodaje sił i pewności siebie, pomaga w koncentracji. Na szczęście w porę zauważył też, że coraz częściej popełnia błędy, spieszy się z podejmowaniem decyzji, za często ryzykuje. Sam nie chce tego nazywać alkoholizmem, ale pił dużo.

A teraz pije tylko wodę. I to jest właśnie jego największe zwycięstwo. Może w porę przypomniał sobie zmarłego na początku tego roku Matti Nykaenena, który był największym z mistrzów na skoczni, ale poza nią nie dawał sobie rady z życiem. A może George’a Besta, jednego z najwybitniejszych piłkarzy Manchesteru United i najskuteczniejszych napastników ligi angielskiej przełomu lat 60. i 70. A może Mike’a Tysona? Ich wszystkich zniszczył alkohol. Carlsen więc przestał pić i nawet na portalu szachowym przestał używać żartobliwego pseudonimu „doktor pijak”, a występuje teraz jako „doktor trzeźwiak”. I niech tak już zostanie.

Na zdjęciu: Słynny szachista Magnus Carlsen jest też wielkim fanem futbolu. Kibicuje Realowi, a z jego zwycięstw cieszy się jak z własnych.

Komentarze