Zobacz
Do góry

Babskim okiem. Z wiatrem w zawody

Skoki to przecież nasz sport narodowy – oświadczyła z dumą moja ulubiona sąsiadka.

– No nie, żeby zaraz co drugi Polak spróbował stanąć na rozbiegu i… skoczyć. Co to, to nie. Bo przecież naprawdę niewielu takiej sztuki potrafi dokonać. Ale kibicowanie skoczkom weszło nam w krew. Bo przecież od czasów, kiedy to w naszym kraju zapanowała Małyszomania, każdy Polak skoki kocha i nazwiska reprezentantów biało-czerwonych, a ich osiągnięcia recytuje z pamięci i na wyrywki. Więc otwarcie kolejnego sezonu i skoki światowej czołówki podczas zawodów Pucharu Świata w Wiśle, oczywiście na skoczni imienia Adama Małysza, zgromadziło tłumy. Tym razem jednak tradycyjne dmuchanie pod narty okazało się absolutnie zbędne, bo wiało – czyli jak mawiają górale „duło” – że hej!

Trudno się więc dziwić, że wielu poważnie zastanawiało się nad tym, co to miało wspólnego ze sportową rywalizacją i prawdziwym pokazem umiejętności? To przecież była walka o przeżycie. Loteria. Więc lista rozczarowanych i niezadowolonych jest bardzo, bardzo długa. Ale trzykrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch stanął przecież na podium, po raz 67. zresztą w swej karierze. Był trzeci i wynik ten uznał za supernagrodę za włożony w ten start wysiłek i wolę walki. A Piotrek Żyła, który upadł tak fatalnie, nie doznał na szczęście żadnego poważniejszego urazu i w swoim stylu skwitował to na Instagramie. Popularny „Wiewiór” nie pokazał pokiereszowanej twarzy, za to na zdjęciu uwiecznił swoje nogi i skarpetki z paprykami oraz napisał, że „nie ma to jak klasyczny telemark na nosie”.

A w ogóle to brawo panowie! Wygraliście przecież nawet z wiatrem. No i humor też wam dopisuje. W końcu dwa trzecie miejsca – i drużynowo i indywidualnie – no i w ogóle jest dobrze, a może być jeszcze lepiej… Chociaż na najbardziej zadowolonych wyglądali jednak w Wiśle Norwegowie, którzy przed zawodami bardzo się obawiali – co sami zresztą przyznali – polskich cudownych butów, w których nasi mieli skakać dalej od rywali. Zwycięzca zawodów w Wiśle, Daniel Andre Tande, na antenie kanału telewizji NRK, nazwał je nawet „pustym strzałem ostrzegawczym” i zwrócił uwagę na to, że najlepszy w kwalifikacjach Dawid Kubacki skakał jednak w butach starego typu.

Norwegowie przed startem byli tymi nowinkami wyraźnie zaniepokojeni. Na ich miejscu ja też bym była… Ale po zawodach kierownik norweskiej reprezentacji, Clas Brede Brathen, pochwalił się, że to oni mają teraz prawdziwą nowinkę w postaci nowych, białych kombinezonów – o czym poinformował właśnie nasz ulubiony korespondent PAP ze Skandynawii, Zbigniew Kuczyński – w jakim w Wiśle skakał Robert Johansson, który zapewnił skoczkom Krainy Fiordów drugie miejsce w klasyfikacji drużynowej. Nie chciał jednak o tym nowym wynalazku nic więcej powiedzieć nawet norweskim mediom.

– Na razie kombinezony sprawują się lepiej niż sądziłem. Więcej mi mówić zakazano – oświadczył.

Na zdjęciu: Najsłynniejszy chyba wąsacz wśród skoczków, Robert Johansson. Wąsy mogą się podobać lub nie, ale skoki są ekstra. Jaka w tym zasługa nowego kombinezonu?

Komentarze