Bańka: Nie będzie taryfy ulgowej dla Polaków

Swoją misję jako minister sportu uznał pan za zakończoną?

Witold BAŃKA: – Chciałbym dokończyć swoją kadencję. Są jeszcze pewne projekty, które chcę doprowadzić do końca.

Na przykład?

Witold BAŃKA: – Choćby program skaut. We wrześniu chcemy uruchomić pilotaż, chcę go przygotować. Myślę też o instytucie finansowania sportu, który odciążyłby nieco związki sportowe, bo zarządzanie w nich to ogromny problem. Chciałbym tu przygotować białą księgę, żeby następca mógł zadecydować, czy realizuje ten projekt, czy nie. Do tego jest kilka kwestii związanych z funkcjonowaniem bieżących programów, dlatego zależy mi na dokończeniu kadencji. Formalnie dopiero w listopadzie na kongresie WADA w Katowicach zapadnie decyzja o nominacji na prezydenta, a początek pracy to styczeń.

Jakie były pana osobiste motywacje, żeby stanąć na czele WADA?

Witold BAŃKA: – Zawsze brzydziłem się – proszę wybaczyć to określenie – dopingiem, także jako zawodnik (Bańka był lekkoatletą, członkiem brązowej sztafety 4×400 podczas MŚ 2007 w Osace, choć nie biegł w finale – przyp. red.). Ta tematyka mnie szczególnie interesowała. Gdy zostałem ministrem, przekonałem się, jak słaby mamy system antydopingowy w Polsce. To była pierwsza negatywna niespodzianka, jaka spotkała mnie w roli szefa resortu. Nasze przepisy nie były dostosowane do przepisów WADA.

Które?

Witold BAŃKA: – Najważniejszy z nich to ten, że wymierzanie kary było dotąd w gestii związków sportowych, dopiero potem stworzyliśmy niezależny panel dyscyplinarny. Organizacja postawiła nam ultimatum: „macie kilka miesięcy na naprawienie tego, jeżeli nie, odbieramy wam akredytację na warszawskie laboratorium”. Był 2016 rok. Nogi zadrżały mi mocno ze strachu, bo to było ogromne wyzwanie w trzy miesiące zmienić ustawę. Mieliśmy termin do 8 sierpnia, tydzień przed igrzyskami w Rio. Dzięki nadaniu sprawie szybkiej ścieżki poselskiej, zdążyliśmy. Jednocześnie stworzyliśmy nową ustawę o zwalczaniu dopingu w sporcie – były biuro i komisja do zwalczania dopingu, jakiś niepotrzebny dualizm, niezrozumiały dla świata. Stąd decyzja o stworzeniu POLADY z departamentem śledczym, zwiększyliśmy czterokrotnie budżet.

Ile wynosi dziś?

Witold BAŃKA: – W sumie 10 milionów złotych na różne działania. Walczymy też o środki sponsorskie z niezależnych źródeł – możemy się o takie starać jako podmiot z osobowością prawną, a mnie zależy, żeby budżet na walkę z dopingiem rósł. Mamy też akredytowane laboratorium niezależne od Instytutu Sportu – co było także wymogiem WADA. Dzisiaj mamy przepisy absolutnie topowe pod względem formalno-prawnym, wytyczające standardy, edukujemy wręcz inne kraje, jak je wprowadzać. Sposób i czas, w jakim tego dokonaliśmy wzbudziło duże uznanie WADA – bo to była transformacja z bardzo trudnej sytuacji, w sytuację wzorcową. I prowadząc kampanię, mówiłem o realnych doświadczeniach, że nie wszystko mieliśmy w Polsce fantastyczne, że byliśmy w trudnej sytuacji, z której jednak wybrnęliśmy i szybko postawiliśmy system na nogi. To zyskało uznanie w Europie, a potem i na świecie. Oprócz tego program – to wszystko skłoniło elektorów do poparcia mojej kandydatury.

A co polski sport, polscy sportowcy zyskają na tym, że Polak stanie na czele takiej agencji?

Witold BAŃKA: – Na pewno prestiż, bo oznacza większą obecność Polaków w strukturach światowych, zabieram ze sobą grupę ludzi, nie będę sam. Jest nas za mało w międzynarodowych organizacjach sportowych i być może moja pozycja będzie impulsem dla innych. Żeby uwierzyli w siebie, że możemy i potrafimy przeprowadzać skomplikowane procesy dyplomatyczne, bo przecież ten wybór nie był wyłącznie moją zasługą, broń Boże! To efekt działań wielu instytucji, w tym rządu, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, struktur unijnych, Rady Europy, ambasadorów różnych państw. Trwało to wiele czasu. W sumie na moją kandydaturę pracowało wiele osób, ale udało się nam wszystkim wspólnie – Polsce i Europie.

Miałem też na myśli nadzieję, że polskim sportowcom będzie łatwiej rywalizować o medale, bo potencjalni oszuści będą musieli mieć się jeszcze bardziej na baczności…

Witold BAŃKA: – Oczywiście, WADA to specyficzna agencja, działa trochę jak prokurator. I jednym z moich marzeń jest, żeby kontroli było więcej. Żeby na przykład Afryka – gdzie jest tylko jedno laboratorium z akredytacją WADA – była lepiej kontrolowana, żeby sportowcy poczuli, że budżet jest zwiększony, że środowisko staje się bardziej fair dla czystych sportowców. Niestety, przemysł dopingowy jest innowacyjny, musimy za nim podążać krok w krok. WADA musimy być bardziej aktywna.

A jak wpadnie Polak?

Witold BAŃKA: – Często jestem o to pytany – może powiem przewrotnie, co być może będzie smutne dla kibiców czy dziennikarzy: nie boimy się takiej sytuacji, wręcz przeciwnie, bo zależy nam, żeby oszustów wykluczać ze sportu. Z punktu widzenia systemu – to dobrze, że wykrywamy i wyrzucamy. Więc oczywiście nie będzie żadnej taryfy ulgowej, wręcz przeciwnie.

Przenosi się pan do Montrealu?

Witold BAŃKA: – Być może tak. Mam kilka miesięcy na ogarnięcie wszystkiego pod kątem logistycznym, technicznym. Nie ma przymusu mieszkania na miejscu, ale sama organizacja także wymaga zmian, a więc i obecności szefa, więc trzeba być. Ale to, gdzie będę urzędował i częściej przebywał jest jeszcze do ustalenia. Kadencja trwa 6 lat, przy czym po trzech jest formalne jej odnowienie.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze