Baraż o III ligę. W punkcie wyjścia

Dziękujemy za wsparcie, ale to dopiero połowa drogi. Bądźcie z nami też w środę w Bytomiu. Potrzebujemy was! – krzyczał w stronę wiwatujących trybun grający trener LKS-u Czaniec, Maciej Żak, po ostatnim gwizdku sobotniego meczu i był pod wielkim wrażeniem dopingu kibiców jego zespołu. – Jestem w tym klubie od 13 lat, ale takiej atmosfery chyba tu jeszcze nie było. Można ją nazwać wyjątkową, świąteczną – dodawał już w nieco mniejszych emocjach niespełna 40-letni stoper i chwalił swój zespół.

– Ten mecz pokazał, że potrafimy grać w piłkę i zasługujemy na III ligę. Zresztą oba zespoły zaprezentowały poziom przekraczający IV-ligowe realia. Szkoda, że w pierwszej połowie nie ustrzegliśmy się prostych błędów i straciliśmy dwa gole. Przeciwnik był dobrze rozpracowany, drużyna wywiązała się z założeń i remis jest sprawiedliwy. Do Bytomia pojedziemy po awans, bo stać nas na to, by go wywalczyć – dodawał szkoleniowiec mistrza II grupy IV ligi śląskiej.

Z pracy na mecz

Gra w środku tygodnia to dla kilku zawodników jego zespołu spory kłopot, bo muszą brać urlopy, zwalniać się z uczelni, ale jak się staje przed szansą ponownych występów w III lidze, wszystko idzie na bok. – Ja na przykład w sobotę pracowałem od 7 do 14 i dopiero po służbie mogłem przyjechać do klubu – powiedział Piotr Świerczyński, kapitan LKS-u, który jest policjantem. Dziś takiego problemu mieć nie będzie, bo trudno sobie wyobrazić czaniecki zespół bez czołowego pomocnika i egzekutora wszystkich stałych fragmentów gry.

– Wszystko jest jeszcze do wygrania. Nasza drużyna wie, po co pojedzie do Bytomia – podkreślał z optymizmem prezes klubu z Czańca, Mateusz Waligóra, a jej czołowy zawodnik, Kamil Karcz, dodawał:

– Już zdołaliśmy poznać styl gry rywali, wiemy czego możemy się po nich spodziewać i na pewno tanio skóry nie sprzedamy. Awans jest kwestią otwartą, oba zespoły są w punkcie wyjścia, a szanse oceniam pół na pół – podkreślał najlepszy gracz pierwszego spotkania, z którym bytomianie mieli najwięcej kłopotów.

Karcz, mimo występu na środkach przeciwbólowych i stłuczonego czoła w momencie zdobywania bramki na 2:2, do ostatnich chwil był motorem napędowym zespołu i zawodnikiem w pełni świadomym w realizowaniu zadań.

Biletów brak

O ile w Czańcu zjawiła się blisko 500-osobowa grupa kibiców Polonii, o tyle do Bytomia pojedzie 50 fanów LKS-u, którzy zostaną odpowiednio ugoszczeni i na stadion Szombierek, gdzie niebiesko-czerwoni pełnią w tym sezonie honory gospodarza, wejdą za darmo. Zapotrzebowanie byłoby pewnie większe, ale biletów – wypuszczanych do sprzedaży w trzech etapach – już nie ma, więc ten, kto w wejściówkę nie zaopatrzył się z odpowiednim wyprzedzeniem, dziś na stadion nie wejdzie.

Głośniejszy – co zrozumiałe – doping będzie na trybunie głównej, gdzie zasiadają najbardziej zagorzali sympatycy bytomian, którzy pewnie nie wyobrażają sobie drugiego z rzędu barażowego niepowodzenia. Dali temu wyraz w trakcie pierwszego spotkania, nieustannie wpierając swoich ulubieńców i ciesząc się po tym jak do siatki trafiali Maciej Borycka i Dominik Budzik, oraz po końcowym gwizdku, kiedy dziękowali zawodnikom za walkę i dodawali otuchy przed rewanżem.

– Kibice są z nami od początku, wspierają nas na każdym mecz, za co jesteśmy im wdzięczni – mówił bramkarz Polonii, Maciej Wierzbicki, który dodawał, iż przewaga bramki zdobytej na wyjeździe to bardzo cienka granica.

Stawianie Matusiaka

W składzie Polonii widoczny był brak szefa defensywy, Łukasza Matusiaka. Doświadczony zawodnik boryka się problemami zdrowotnymi, ale sztab medyczny robi wszystko, by postawić go na nogi. Jego obecność wprowadziłaby spokój i dodała otuchy młodszym zawodnikom.

– Łukasz był w sobotę rezerwowym, rozgrzewał się w przerwie i w takcie drugiej połowy. Mógł nawet wybiec na boisko, ale nie chcieliśmy ryzykować. Uznaliśmy, iż bardziej potrzebny nam będzie w rewanżu. Mocno liczymy na jego umiejętności – powiedział trener Polonii, Marcin Domagała, zapowiadając szczegółową analizę pierwszego spotkania i wyciągnięcie z niej odpowiednich wniosków.

– Wszystko jest w głowach i nogach zawodników. Liczę, że drugi mecz rozstrzygniemy na naszą korzyść – dodał szkoleniowiec, który nie chce niczego zaniedbać. Mając w perspektywie grę na nie najlepszej jakości boisku Szombierek, na zajęcia zaprosił swych podopiecznych na boczną i podobnie nierówną murawę, chcąc, by przyzwyczaili się do trudnych warunków. Pocieszające jest to, że upał nieco zelżał, stąd aura w niczym przeszkadzać nie będzie.

 

Na zdjęciu: Remis w pierwszym meczu. Polonia Bytom chce pokazać u siebie, że zasługuje na awans. Czaniec też będzie chciał pokazać swoją klasę.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze