Bartosz Jurecki: Kadra powinna być jak rodzina

Rozmowa z Bartoszem Jureckim, nowym asystentem trenera reprezentacji Polski


Niektórzy spodziewali się powrotu innego Jureckiego do kadry i w innej roli – na boisku, a tu niespodzianka!
Bartosz JURECKI:
Nie wiem, kto się kogo spodziewał, chyba nikt żadnego Jureckiego. Z Patrykiem Romblem jakiś czas temu rozmawialiśmy o tym luźno, po jakimś czasie wyszła konkretna propozycja. Zapytałem prezesa Piotrkowianina o zgodę, no i jestem.

Może jednak z Michałem pan porozmawia – tak po bratersku, ale już z innej pozycji? Tym bardziej, że wraca z Niemiec do kraju, będzie grał w Azotach…
Bartosz JURECKI: My już na temat kadry z Michałem poważną rozmowę mieliśmy dawno temu. Namawiał go też do powrotu Piotrek Przybecki, gdy był selekcjonerem (został zwolniony w lutym 2019 – przyp. red.). Temat jest zamknięty, trzeba uszanować zdanie Michała.

Dołączył pan w sztabie kadry do Sławomira Szmala. Jeszcze tylko pięciu i drużyna Wenty znów może wyjść na boisko…
Bartosz JURECKI: Jeszcze byśmy sobie jakąś krzywdę zrobili… A poważnie, zostawmy to, my już mieliśmy swój czas, napisaliśmy swoją historię – lepszą lub gorszą. Teraz inni muszą pisać swoją.

Za co będzie pan odpowiadał w kadrze, chyba nie za przenoszenie pachołków?
Bartosz JURECKI: Zdecydowanie nie! Oczywiście będę pomagał w zajęciach, ale ton nadaje Patryk. Wszyscy mamy wyciągać wnioski z obserwacji zawodników, dzielić się opiniami. Przez 12 lat w kadrze grałem w kilku dużych turniejach, mogę przekazać im trochę swojej wiedzy.


Zobacz jeszcze: „Jesteśmy w zamrażarce”


To przygotowanie do posady pierwszego trenera w reprezentacji?
Bartosz JURECKI: Skłamałbym gdybym powiedział, że nie chciałbym. Chyba marzeniem każdego trenera jest prowadzenie reprezentacji. Ale jestem dopiero na początku trenerskiej drogi, z każdym rokiem staram się uczyć nowych rzeczy, nabierać doświadczenia w tej pracy. Na razie skupiam się na tym, co mam do zrobienia tu i teraz.

Co by pan chciał zaszczepić obecnym kadrowiczom?
Bartosz JURECKI: Myślę, że nie trzeba nikogo motywować do dawania z siebie stu procent, mówimy o grze w reprezentacji, to zaszczyt, nie może być odpuszczania. Ważne, żeby zawodnicy tworzyli coś jak rodzina, budowali dobrą atmosferę. Przez wiele lat to ona pomagała nam w trudnych chwilach, łatwiej było nam się dogadać.

U Wenty i Przybeckiego zawodnicy do trenera mogli mówić na Ty, jak to jest przyjęte choćby w Niemczech. Pan też będzie dla kadrowiczów Bartkiem?
Bartosz JURECKI: Oczywiście, nie mam z tym problemu. Czy to w kadrze, czy w Magdeburgu ze wszystkimi trenerami byłem na „ty”, ale miałem też do nich szacunek. Trzeba wiedzieć, kto jest kim w szatni. Poza boiskiem – owszem, ale czas na pracę był święty, nie było kolegowania.

Nasi zawodnicy też to rozumieją?
Bartosz JURECKI: Podejrzewam, że niektórzy mogą mieć z tym problem, ale wystarczy szybko zaznaczyć granice. Znając tych, którzy są obecnie w kadrze, wierzę, że praca z nimi to będzie przyjemność.

Ale wasze pokolenie było chyba bardziej zdeterminowane – stąd medale. Czy współczesnej młodzieży mniej się chce?
Bartosz JURECKI: Pewnie poniekąd tak, ale to generalny problem, który nie dotyczy tylko sportu, prawda? Nie wkładajmy jednak wszystkich do jednego worka, bo są ludzie ambitni. Mamy 18-latków, którzy są bardzo zdeterminowani i stawiają mocno na sport, dążą do wyznaczonego celu.


Zobacz jeszcze: Dlaczego nie zagramy w Egipcie?


W przeciwieństwie choćby do środka rozegrania akurat na pozycji, na której przez tyle lat z powodzeniem grał pan, mamy spory wybór. Kto jest dziś numerem jeden w Polsce wśród obrotowych?
Bartosz JURECKI: Nie do mnie należy ocena. Ale każdy z nich ma swoją specyfikę, Kamil Syprzak z racji wzrostu lubi grę w górze, a Dawid Dawydzik dobrze się zasłania i łapie piłki w dole. Są jeszcze Maciek Gębala i obiecującą młodzież. Mamy sporą różnorodność, co pozwala na elastyczność pod kątem stylu gry przeciwnika.

No właśnie, będziecie trenować w połowie czerwca w Cetniewie, ale wygląda na to, że zabraknie nas na mistrzostwach świata w styczniu w Egipcie. Do czego się szykujecie?
Bartosz JURECKI: To na pewno kłopot, bo żaden trening nie da zawodnikom tyle, co mecze z silnymi rywalami w dużej imprezie, tylko one pozwalają zawodnikom zdobyć doświadczenie, nabrać pewności siebie. Małe światło w tunelu wciąż się tli w postaci „dzikiej karty”. Jeżeli się nie uda, będziemy szukać sparingpartnerów w meczach kontrolnych, jesienią będą eliminacje do mistrzostw Europy. Będzie tego sporo.

Pandemia mocno zróżnicowała podejście wśród pana kolegów na klubowych ławkach – Marcin Lijewski w Zabrzu rozpuścił zawodników po czterech dniach, gdy Rafał Kuptel zarządził w Opolu gwardzistom półtora miesiąca ostrych treningów. A w Piotrkowie jest złoty środek?
Bartosz JURECKI: To sytuacja wyjątkowa, nigdy jako trenerzy i jako zawodnicy nie zderzyliśmy się z tym, że sezon zamarł na dwa miesiące, nie można było nawet wyjść z domu! Każdy ma swój plan i podejście do pracy. My trenujemy prawie trzy tygodnie, myślę, że wystarczy. W środę rozjeżdżamy się na urlopy i spotykamy znowu 10 lipca. Gdzie był ten złoty środek, okaże się w nowym sezonie.


Zobacz jeszcze: Debiutanci z Zabrza i Opola w kadrze

Komentarze