Bartosz Mrozek nie wystawił Stali na pożarcie

W ostatnich sezonach Lech nie miał szczęścia do bramkarzy. Mickey van der Hart miał to zmienić, w pewnym momencie był nawet kapitanem drużyny, ale obecnie już go w Poznaniu nie ma, co wyraża więcej niż tysiąc słów.


Włodarzy nie przekonał ściągnięty do klubu jakiś czas temu Filip Bednarek, dlatego latem do drużyny mistrza Polski dołączył również Artur Rudko. O tym, jak prezentuje się Ukrainiec, lepiej nie dyskutować…

Tymczasem okazuje się, że być może Lech kombinował jak koń pod górkę, a najciemniej było pod latarnią. W pierwszej kolejce sezonu poznaniacy podjęli Stal Mielec, której bramki strzegł… ich piłkarz, wypożyczony tam Bartosz Mrozek. Skazywani na pożarcie mielczanie nie dość, że pokonali faworyta, to w dodatku zachowali czyste konto, w czym swój udział miał 22-letni golkiper. Mrozek zaimponował szczególnie w sytuacji z końca pierwszej połowy, kiedy w sytuacji sam na sam efektownie obronił uderzenie Joao Amarala.

Forma Mrozka nie umknęła uwadze trenera Stali, Adama Majewskiego. – Zagraliśmy dobre spotkanie. Oczywiście Lech miał swoje sytuacje i w takich meczach też kluczowe jest to, aby bramkarz pomógł. I akurat Bartosz Mrozek rozegrał bardzo dobre spotkanie – chwalił 22-latka Majewski. Warto dodać, że golkiper ma już na koncie dwa występy w seniorskim zespole Lecha, które zaliczył w poprzednim sezonie Pucharu Polski, gdzie zachował czyste konta w meczach z Unią Skierniewice i Garbarnią Kraków.

Ogólnie zaś częściej można go było zobaczyć w rezerwach „Kolejorza” lub na wypożyczeniach – przede wszystkim do GKS-u Katowice, gdzie Mrozek spędził dwa sezony. 22-latek pochodzi zresztą ze stolicy województwa śląskiego. Jest wychowankiem Polonii Łaziska Górne, z której wyruszył do nieco bardziej uznanych w regionie firm. W wieku 14 lat wyskautował i wziął go do siebie Lech.


Fot. Damian Kościesza/Press Focus