Zobacz
Do góry

Łukasz Bereta: Najbliższy miesiąc będzie morderczy

Rozmowa z Łukaszem Beretą, trenerem III-ligowego Ruchu Chorzów.

Na ile pucharowa wygrana ze Skrą Częstochowa zamazała dzisiejszy obraz Ruchu?
Łukasz BERETA: – A zamazała?

Wyjazdowe zwycięstwo w meczu o stawkę z rywalem z wyższej ligi to wasza aktualna wartość?
Łukasz BERETA: – To będziemy mogli stwierdzić po przynajmniej pięciu-sześciu kolejkach, jakie rozegramy w lidze. Ze Skrą nie zagraliśmy znakomitego meczu, a po prostu dobry.

Jak bardzo taki występ był potrzebny drużynie w tym trudnym okresie?
Łukasz BERETA: – To był wielki impuls do dalszej pracy. Byliśmy wszyscy w psychicznym dołku – nie ze względu na sytuację sportową, ale organizacyjną. Wynik jest najważniejszy, on nakręca wszystko.

Fakt, że zaczynacie ligowe zmagania z dwutygodniowym opóźnieniem, może wpłynąć na dyspozycję?
Łukasz BERETA: – Są pewne obawy, ale dobrze się stało. Mieliśmy trochę więcej czasu, by przygotować się, zgrać. Jesteśmy jednak dwie kolejki z tyłu, no i nie zaczynamy od zera, a z dwoma ujemnymi punktami. Do dwóch pierwszych drużyn mamy zatem już 8 „oczek” straty. To nigdy nie jest komfortowa sytuacja.

Rozmawia pan z działaczami o tych dwóch ujemnych punktach?
Łukasz BERETA: – Staram się, ale nie wiem, co z tego więcej wyniknie. Krąży taka opowieść, że kiedyś Ruch dostał minus 3 punkty, odwołał się – i skończyło się na minus 5 oraz zakazie transferowym! Nie wiem, czy obecne -2 pkt to dużo, czy mało. Gdyby miało być więcej, to może lepiej nic z tym już nie robić… Ze strony Śląskiego ZPN pewnie musiały zostać wykonane jakieś kroki, skoro pewne kwestie nie zostały u nas dopięte. Brak reakcji mógłby być nie fair względem innych klubów.

Czy w szatni Ruchu dużo mówi się o pieniądzach?
Łukasz BERETA: – Do momentu rozegrania meczu ze Skrą odcięliśmy się od tego. A co dalej… Wszystko tak naprawdę będzie zależało od bieżącej płynności – i wysokości ewentualnych zaległości. Wtedy ten temat może wracać, narastać. Oby nie było tak, że zawodnicy nie będą skupiać się na tym, co na boisku, a niestety poza nim.

Gdyby klub miał krystaliczną sytuację finansowo-organizacyjną, z taką kadrą można by mierzyć w najwyższe trzecioligowe cele?
Łukasz BERETA: – Oj, trudno jednoznacznie odpowiedzieć. To, że rozegramy jeszcze dwa zaległe mecze, nie pomaga nam. Wrzesień będzie morderczy. Przed nami sześć kolejek ligowych, dojdzie jeszcze Puchar Polski. Ta kadra może mieć trudności z rozegraniem siedmiu spotkań na wysokim poziomie, w wygraniu ich. Musimy powiedzieć sobie jasno, że z tym może być trudno. Powtórzę – wrzesień będzie morderczy, ale i kluczowy. Gdy się skończy, pewnie będziemy już mogli powiedzieć sobie, o co będziemy grać.

Chorzowski cud pod Jasną Górą. „Mogliśmy zamknąć niektórym usta”

Z zespołem od dłuższego czasu trenują Giorgi Tsuleiskiri i Olivier Lazar. Pierwszy czeka na pozwolenie na pracę, drugi – na wypożyczenie z Rozwoju. Czy liczy pan na nich już w kontekście najbliższego meczu?
Łukasz BERETA: – Mam nadzieję, że będziemy mogli z nich skorzystać, ale zakładam, że… tak się nie stanie. Przygotowujemy się na negatywny scenariusz, by się zabezpieczyć. Jeśli będą – to super, a jeśli nie – to mamy na to plan.

Ile zostało jeszcze wakatów w kadrze?
Łukasz BERETA: – Maksymalnie jeden – na zawodnika, który ewidentnie dodałby Ruchowi jakości. Nie chcemy nadszarpnąć budżetu, szukamy oszczędności. Przed sezonem zostało powiedziane, że jeśli będziemy grali o najwyższe cele – to OK, a jeśli nie: to mamy spokojnie się utrzymać. To cel nr 1. Trzeba ustabilizować kadrę, by zimą nie okazało się, że odchodzi 10 zawodników, a w zamian bierzemy 10 nowych. I znowu będzie jedna wielka niewiadoma. Mamy działać inaczej. Jeśli jesień skończymy na – dajmy na to – 8. miejscu, to zimą podziękujemy 2-3 osobom, które się nie sprawdziły, a na ich miejsce damy dwie nowe, mające dać jakość. Wtedy celem będzie przesunięcie się w tabeli na 5-6. miejsce. Latem odrzucimy kolejne 2-3 słabsze ogniwa, a na ich miejsce przyjdą nowi. Jeśli tak będziemy budować drużynę, to z czasem będziemy mogli myśleć o czołowych miejscach. Latem zmian było tak dużo, działo się tak wiele – łącznie z okresem, gdy nie trenowaliśmy – że trudno cokolwiek wyrokować.

Żyje pan z dnia na dzień? Czy też z wiarą, że ziści się to, o czym mówił pan dwa miesiące temu, czyli awans w dwa lata?
Łukasz BERETA: – Mam taką nadzieję, że zbudujemy to w trybie dwuletnim. Wierzę, że wszyscy weźmiemy się w garść i poukładane zostaną na dobre kwestie organizacyjne.

Czy fakt, że Ruch funkcjonuje jak zawodowa drużyna, a większość III-ligowych rywali nie zajmuje się tylko futbolem, może mieć znaczenie?
Łukasz BERETA: – To jest jakiś plus. Ostatnio jednak zastanawialiśmy się w szatni, czy aby na pewno większość… Wszystkie rezerwy na pewno trenują do południa. To już cztery zespoły. Spójrzmy: w Śląsku Wrocław – bardzo mocnym! – ostatnio bronił Daniel Kajzer, a na środku obrony grał Mariusz Pawelec. W składzie Górnika Zabrze – Michał Koj. W Miedzi Legnica – Wojciech Łobodziński. To są zawodowe drużyny. Do tego jako piątą dołóżmy Polonię Bytom, my jako nr 6 – i może jeszcze ktoś się znajdzie. Nagle okaże się, że te proporcje między piłką półzawodową a zawodową nie są zachwiane, a wynoszą w naszej grupie niemalże 50 do 50.

Co zadecydowało, że opaska kapitańska przeszła z Tomasza Podgórskiego na Tomasza Foszmańczyka.
Łukasz BERETA: – To nasza decyzja, sztabu. „Podgór” ostatnio był tu dłużej, ale „Fosa” jest wychowankiem Ruchu, ma bardzo dobre relacje ze wszystkimi. Nie jest tak, że „Podgór” nam nie pomaga, bo pomaga – i to bardzo. Oni w dwójkę pełnić będą bardzo ważne role.

Na czym polega ich pomoc?
Łukasz BERETA: – Weźmy najprostsze zachowania. „Podgór” przyjeżdża do klubu jako pierwszy, a wyjeżdża jako ostatni. Młodzi zawodnicy mogą brać z niego przykład. Nigdy się nie spóźnia, ma odpowiednie podejście do treningu, zawsze jest zaangażowany. Spójrzmy, jak walczył o to, by zostać z nami. Długo trenował bez kontraktu. Latem przewinęło się przez zespół kilku zawodników, którzy wywierali na nas presję czasu. Jako sztab nie byliśmy w stanie nic na to poradzić. „Podgór” zaś czekał bardzo długo. Cieszymy się, że z nami jest. Jemu nie trzeba nic tłumaczyć, wiele rzeczy wie i na boisku czuje. Rozegrał mnóstwo meczów w ekstraklasie. To wartość nie do przecenienia, tego się nie nabędzie na pstryknięcie palcem.

Czego spodziewa się pan po rywalach? Czeka was kruszenie murów?
Łukasz BERETA: – Sami jesteśmy ciekawi tego, jak będą do nas podchodzić przeciwnicy. To naprawdę niewiadoma. Wiemy, jak chcemy grać my, ale co będą chcieli grać rywale? Trudno stwierdzić, czy częściej ustawią autobus i będą operować w niskim pressingu, czy wręcz przeciwnie – będą chcieli nas zaskoczyć. Tego dowiemy się dopiero na meczu. Obstawiam jednak, że nikt nie będzie patrzył na to, że przyjeżdża do 14-krotnego mistrza Polski i zamiast respektu będzie chęć wygranej.

Trenerem Ruchu został pan dwa miesiące temu. Czy w życiu 28-latka dokonała się duża rewolucja?
Łukasz BERETA: – I to bardzo. Moje wcześniejsze kluby funkcjonowały w realiach piłki amatorskiej. Tu trzeba było przestawić się na profesjonalizm – nie tylko pod względem treningowym, ale i organizacyjnym. Trzeba pamiętać o większej liczbie rzeczy, nauczyć się ich. W Ornontowicach czy Szczakowiance nie było tego tak wiele.

Konkretnie?
Łukasz BERETA: – By nie szukać daleko – choćby konferencje, wywiady! Po zwycięstwie ze Skrą tych wywiadów było więcej niż pewnie w niejednym klubie przez cały sezon. Druga kwestia – to, ile osób się odzywa, ile jest zainteresowanych klubem… Tego się nie da policzyć. Ruch to tak duża firma, że stale ktoś się o coś pyta. Czy to kibice, czy menedżerowie, czy jeszcze ktoś… Sporo czasu to zajmuje, a doba nie jest z gumy.

I jak tu nie wyjść na gościa, o którym pomyślą sobie: „O, poszedł do Ruchu, to już się przestał odzywać”? Jak tu zostać sobą?
Łukasz BERETA: – Przyznam, że staram się odpisać na każdą wiadomość, acz pewnie nie wszyscy cieszą się z czasu mojej reakcji. Nieraz to 2-3 dni. Wychodząc z klubu nie mogę zapomnieć, że ważna jest rodzina, życie prywatne. Tego nie można zaniedbać. Kiedyś byłem na zawołanie, teraz nie mogę sobie na to pozwolić – bo nie miałbym czasu dla drużyny, sztabu, rodziny, samego siebie. Ci, którzy stale pytają o sytuację Ruchu, też są ważni, ale niestety siłą rzeczy na drugim planie.

Gdyby na inaugurujący ligowy sezon mecz z Foto-Higieną Gać oczekiwał pan jedynie w roli kibica, to co – mimo bojkotu – przemawiałoby za tym, by w sobotę jednak przyjść na Cichą?
Łukasz BERETA: – Na to pytanie chyba nie ma dobrej odpowiedzi! Cokolwiek powiem, może zostać różnie odebrane. Ja naprawdę mam po prostu wielką nadzieję, że kibice dogadają się z właścicielami. Wtedy wszystko wróci do normy. Bo nawet jeśli kibice przyjdą na trybuny, a będą niezadowoleni, to nie będzie to zdrowe. Oby wszyscy się dogadali. Jako drużyna nie mówimy na razie o finansach. Mam nadzieję, że wkrótce kibice nie będą też mieli powodów, by mówić o swoich postulatach – bo po prostu w zadowalającej części zostaną spełnione.

 

Na zdjęciu: Łukasz Bereta ma za sobą oficjalny – zwycięski – debiut ma już za sobą. Teraz czas na ligę.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze