Bez rozgrzewki. Krakowski splin* Jerzego Pilcha

Co po „Pasiastej” stronie Błoń dzieje się nie tak, że Cracovia została stworzona nie do sukcesów, a do klęski? – co tak smutno podkreślał Jerzy Pilch.


Odejście Jerzego Pilcha zabolało bardzo wielu, z bardzo różnych powodów. Najliczniejsza grupa to ta, która po prostu kochała jego książki. Za treść, za styl, za lekkość, za złośliwość, za głębię, za wszystko. W tej grupie muszą się oczywiście mieścić i mieszkańcy Wisły, gdzie pisarz się urodził i spędził szmat dzieciństwa. Ludzie, z którymi się zetknął – oczywiście na czele z rodziną i królową domowego ogniska, niesamowitą babką Czyżową – i doświadczenia, które wyniósł, odcisnęły na jego twórczości niezatarte piętno; uporczywie w wielu dziełach do Wisły powracał. Osobiście wcale się temu nie dziwię; w zamierzchłej przeszłości miałem okazję – szczególnie w okresie wakacyjnym – spędzać w Wiśle sporo cudownego czasu i uległem już na zawsze jej niepowtarzalnej magii. Osobliwie dotyczy to Jawornika, skąd notabene wywodzi się męska część rodziny Pilchów.

Kolejną grupę bolejących nad wielką stratą stanowią kibice piłki nożnej, ze szczególnym uwzględnieniem zakochanych w Cracovii, a do nich Pilch się zaliczał. Od momentu, w którym rozeszła się przygnębiająca wieść o Jego śmierci, w niemal każdym wspomnieniu pojawiał się ten cytat: „Cracovia to taka drużyna, która gdy broni się przed spadkiem, zawsze spadnie, jak walczy o awans, nigdy nie awansuje, jak ma dowieźć zwycięski remis, straci bramkę w ostatnich sekundach. Stworzona do klęski. Być kibicem Cracovii to dramat egzystencjalny”.

Smutne, ale też przenikliwe słowa. A raczej diagnoza, której trafność doceniliśmy – po raz kolejny – bardzo szybko: Jerzy Pilch zmarł 29 maja, a 31 maja Cracovia przegrała u siebie z Jagiellonią 0:1. Nie dość, że była to piąta porażka „Pasów” z rzędu, to jeszcze równoznaczna z utratą szansy na włączenie się do wyścigu o mistrzostwo Polski. No i z dołkiem… egzystencjalnym trenera Michała Probierza, który na pomeczowej konferencji prasowej pożalił się w ten mniej więcej sposób: „Tak patrzę na to z boku i się zastanawiam, czy ja jestem jeszcze w stanie czegoś nauczyć tych zawodników i ich zmotywować. Będę rozmawiał na ten temat z profesorem Filipiakiem, bo nie tak sobie te mecze wyobrażałem (…) Mogę tylko przeprosić kibiców, że rozdmuchaliśmy nadzieje na walkę o mistrzostwo”.


Przeczytaj jeszcze: Bez rozgrzewki. I oto mamy zmartwychwstanie


Zabrzmiało to jak przyznanie się do bezradności i niemocy. Tej bezradności, której przy Kałuży zaznało przed Probierzem bardzo wielu trenerów, choć ci mieli do czynienia z jeszcze bardziej traumatycznymi doświadczeniami, bo – często – ze spadkowymi. Bez wątpienia, były one następstwem biedy, która ustawicznie nękała Cracovię, lecz od dobrych kilkunastu lat, odkąd stała się własnością Janusza Filipiaka, o biedzie mówić nie sposób. Ale o dalszym ciągu prawie nieustannej traumy już tak. Pracujący przy Kałuży od 2017 roku Michał Probierz ze swoimi rozległymi prerogatywami – w randze nie tylko trenera, ale i wiceprezesa – miał być na to lekarstwem. Może i jest, choć tylko częściowym. Zapewne często ogląda się za siebie, na doświadczenia swoich poprzedników, i zastanawia się, co po „Pasiastej” stronie Błoń dzieje się nie tak, że Cracovia jest stworzona nie do sukcesów, a do klęski, co tak smutno podkreślał Jerzy Pilch.

A to jeszcze nie koniec. Trzeba być bowiem… Cracovią, by po 16 (!) latach usłyszeć zarzuty korupcyjne za II-ligowy sezon 2003/04, a ogłosił je właśnie Adam Gilarski, rzecznik dyscyplinarny PZPN. Chodziło o kupowanie „pożądanych” rezultatów w drodze po awans do I ligi (czyli ekstraklasy). Nie będzie wprawdzie retorsji w postaci degradacji „Pasów” o szczebel niżej, ale już odjęcie punktów w nowym sezonie oraz kara finansowa pojawią się na pewno. I teraz najlepsze: z grona ukaranych wcześniej klubów ostatnim dotychczas był GKS Bełchatów – w 2014 roku. Bardzo łatwo obliczyć, że ręka sprawiedliwości dosięgła Cracovię po długich sześciu latach; i pięć dni po śmierci Jerzego Pilcha.

Jego słowa, że „Być kibicem Cracovii to dramat egzystencjalny” nabrały nowego wymiaru i jakby nowej aktualności. Chyba nie chciał tego doczekać.

*splin – stan przygnębienia i złości, ponury nastrój, apatia, chandra.


Fot. cracovia.pl

Komentarze