Bez rozgrzewki. Podatki uderzą w stadiony

Mój nieoceniony – jakżeby inaczej – „Sport” doniósł kilka dni temu, że kibice Ruchu Chorzów złożyli w urzędzie miasta dokumenty niezbędne do zorganizowania zgromadzenia publicznego, w trakcie którego będą się domagać od władz miasta rzeczywistych działań związanych z budową nowego stadionu.

Kibice, widać, są uparci. Nie doczekali się stadionu jako zwolennicy zespołu ekstraklasowego, ale chcą się go doczekać nawet jeśli drużyna gra w III lidze, co zresztą jeszcze nie tak dawno było dość (bardzo?) niepewne z przyczyn opisywanych na naszych łamach bardzo szeroko i dokładnie.

Ciekaw jestem kibicowskich argumentów, oprócz tych, które związane są z historią, legendą (bez końca). Może jednak wsparte one będą głównie o ekonomię, bo nikt rozsądny nie zaprzeczy, że warunkiem rozwoju klubu jest w miarę przyzwoity obiekt. Taki, który będzie w stanie zarobić na własne utrzymanie.

Już jednak wiadomo, że ten biznesowy argument na rzecz podjęcia trudów wielomilionowej inwestycji może spotkać się ze skuteczną kontrą, również biznesową. Znowu odwołam się do tego, o czym niedawno pisaliśmy: w związku z ustawowym obniżeniem podatku PIT z 18 na 17 procent – a z tego głównie podatku żyją miasta – budżet Chorzowa na rok 2020 będzie o ok. 30 mln niższy. Co oczywiście będzie dotyczyć i kolejnych lat. Z tego rodzą się pytania, które inwestycje są niezbędne dla funkcjonowania miasta, a zatem muszą być realizowane w pierwszej kolejności, a które mogą poczekać.

Jak znam realia, stadion mieści się wyłącznie w drugiej kolejności. Na marginesie: bardzo szybko zapomniano tam o swego czasu mocno eksponowanym pomyśle, by grać na Stadionie Śląskim. Trudno zresztą, by było inaczej, bo szybko wyliczono, że Ruch – nawet jeszcze ze statusem klubu ekstraklasowego – nie byłby w stanie unieść finansowych ciężarów związanych z występami na Śląskim. W tle tego wszystkiego było zresztą i to, że Cicha to Cicha, świątynia po prostu, więc wyprowadzka dokądkolwiek mogłaby mieć wyłącznie wyłącznie charakter tymczasowy.

Powtórzę raz jeszcze: ciekaw jestem kibicowskich argumentów. I mniej ważne jest dla mnie to, czy zbierze się 5 czy 10 tysięcy uczestników manifestacji (zakładam, że może być ich dużo, gdyż takie spektakularne akcje mają siłę przyciągania). Po drugiej bowiem stronie jest jeszcze ok. 100 tysięcy pozostałych mieszkańców miasta, których zdania nie znamy. W tym akurat momencie kłania się słabość polskiej demokracji bezpośredniej – również na poziomie miejskim czy gminnym o wielu sprawach mogłyby decydować referenda. Na razie za pomocą tego narzędzia można co najwyżej odwołać prezydenta, burmistrza czy wójta.

Problem związany z taką inwestycją jak stadion jest szerszy i nie dotyczy jedynie Chorzowa i Ruchu. Równie dobrze – by nie sięgać za daleko – może on za moment pojawić się w Katowicach, które na rzeczonej operacji podatkowej stracą na pewno dużo więcej niż najbliższy sąsiad. I w stolicy województwa śląskiego też dość łatwo znalazłoby się usprawiedliwienie dla opóźnienia lub – powiedzmy wręcz – zaniechania inwestycji. No bo po co wielkie inwestycyjne zadęcie dla GKS-u, drużyny z trzeciego poziomu rozgrywkowego, którą w porywach ogląda 2 tysiące ludzi?

I jeszcze inny przykład – prosto z Częstochowy, czyli ekstraklasy. Raków gra w Bełchatowie, a stadion przy Limanowskiego zapadł w zimowy sen, który nie wiadomo jak długo potrwa. Na pierwszy rzut oka toczy się tam walka na przeczekanie, ale nie sposób nie przyznać, że miasto – dość oporne wobec stadionowej inwestycji – dzięki obniżeniu podatków otrzymało kolejny argument, by naciskom się nie poddawać. No i może – czego oczywiście nie życzymy – Raków spadnie i problem zejdzie z miejskich głów?

Jest on zresztą także pochodną jeszcze jednego problemu – demograficznego. Otóż gwałtownie ubywa ludzi w miastach woj. śląskiego. Dość powiedzieć, że na 10 miast w Polsce, które tracą najbardziej, aż 8 to właśnie miasta z tegoż województwa. A co oczywiste im mniej ludzi, tym mniej płacących podatki. Dla uzupełnienia cytat z bardzo świeżego, lipcowego, raportu Głównego Urzędu Statystycznego: „Spadła liczba ludności w 12 polskich województwach. Na czele tego niechlubnego rankingu jest woj. śląskie, w którym w porównaniu z 2018 r. mieszka o ponad 14 tys. osób mniej”.

No! To jak tu mówić o rozwoju? Czyż bardziej aktualne nie jest to, jak zapobiegać intensywnemu zwijaniu się?

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze