Bilenkyi: Dwa lata bez rodziny

Formacja ataku Zagłębia, przynajmniej na papierze, wygląda bardzo solidnie. Jak wam się razem współpracuje?
Stanislav BILENKYI: – Mamy bardzo duży potencjał w ofensywie, ale potrzebujemy czasu, żeby bardziej się zgrać. Zakładam, że z każdym meczem będziemy coraz silniejsi.

Czy trudno jest zaaklimatyzować się w szatni, która jest w budowie?
Stanislav BILENKYI: – I tak, i nie. Co roku w każdej drużynie są zmiany, przychodzi wielu nowych zawodników. Jednak patrzę na nasz zespół i widzę naprawdę dobrą i zgraną ekipę.

Czy to był pana pomysł, żeby pójść na wypożyczenie z DAC Dunajska Streda do Zagłębia lub innego klubu?
Stanislav BILENKYI: – To była moja decyzja. Klub dał mi wolną rękę, a ja chciałem choćby na rok zmienić otoczenie, bo chcę grać w każdym spotkaniu. Na Słowacji nie miałbym na to szans.

Do Piasta Gliwice w czerwcu trafił Tomas Huk właśnie z Dunajskiej Stredy. Kontaktował się pan z nim przed przyjazdem do Polski?
Stanislav BILENKYI: – Nie, bo gra w wyższej dywizji. Zadzwoniłem jedynie do mojego kolegi, Daniela Beskorowajnego, który był w Katowicach z kadrą Ukrainy podczas mistrzostw świata U-20 i pytałem o miasto.

Na początku kariery seniora grał pan w Olimpiku Donieck. Stamtąd trafił pan do DAC 1904 Dunajska Streda. Skąd pomysł na taki kierunek?
Stanislav BILENKYI: – Chciałem grać na zachodzie, bo to dawało gwarancję postępu. Szczególnie w Dunajskiej Stredzie. To bardzo dobra drużyna. Gdy przychodziłem do niej, był już nowy trener – Peter Hyballa, który stawia na młodzież. To bardzo młoda ekipa, a klub przyciąga do siebie zawodników z potencjałem. Poza tym ten klub ma świetną bazę treningową i myślę, że to doskonałe miejsce, żeby zrobić kolejny krok do przodu.

W swoim ostatnim sezonie na Ukrainie zagrał pan niemal we wszystkich meczach. Dlaczego zatem przez ten pierwszy rok na Słowacji zagrał pan tylko w kilku spotkaniach?
Stanislav BILENKYI: – Tak zdecydował szkoleniowiec. Nasza gra opierała się głównie na defensywie, a na początku mojej przygody na Słowacji moje umiejętności defensywne były na niskim poziomie. Później było ciężko wejść na stałe do pierwszego składu.

Zagłębie Sosnowiec. Zemsta Mandrysza?

Jak wyglądały pierwsze lata pana kariery?
Stanislav BILENKYI: – Jako dziecko zaczynałem w Szachtarze Donieck, grałem tam ok. 5 lat, później przeniosłem się do Olimpiku. Tam grałem przez rok w akademii, zostałem przeniesiony do drużyny U-19 i U-21 i po kilku latach włączono mnie do pierwszego zespołu.

Czy Olimpik był zmuszony do grania poza granicami Doniecka, podobnie jak bardziej znany w Polsce Szachtar?
Stanislav BILENKYI: – Sytuacja Olimpiku jest dokładnie taka sama. Graliśmy w Kijowie i do tej pory nic się nie zmieniło.

Miał pan zaledwie 15 lat, kiedy rozpoczęła się wojna w Donabasie. Jak pan pamięta ten okres?
Stanislav BILENKYI: – Nie da się tego zapomnieć. Pamiętam, jak przyszedłem po treningu do domu i moja rodzina powiedziała mi, żebym popatrzył na wiadomości. Wtedy zaatakowano lotnisko w Doniecku. Wielka tragedia…

Żeby grać w piłkę, musiał się pan wyprowadzić?
Stanislav BILENKYI: – Tak. Klub zapytał mnie, czy chce z nimi jechać do Kijowa. Powiedziałem to mojemu tacie i stwierdził, że będzie to dla mnie ruch do przodu. Zdecydowałem się na przeprowadzkę, ale rozłąka była dla mnie ciężka. Jako 15-latek znalazłem się sam, w zupełnie innym mieście. Przez pierwszy rok nie mogłem normalnie funkcjonować i grać, bo ciągle myślałem o moich najbliższych. Miałem jednak w drużynie przyjaciół i razem z nimi przez to przeszedłem.

Czy pana rodzina ciągle jest we wschodniej części Ukrainy?
Stanislav BILENKYI: – Moja rodzina jest w Doniecku do tej pory. Teraz nie jest już niebezpiecznie, ale wciąż martwię się o nią. Nie mogę teraz wrócić do domu, a moi najbliżsi nie mogą wyjechać nawet na zachód Ukrainy. Nie widziałem się z nimi 2 lata…

 

Na zdjęciu: Jak dotychczas Stanislav Bilenkyi nie ma wiele powodów do radości.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem