Bociek: Jesteśmy takim cichym koniem…

Prestiżowe spotkanie w Sosnowcu z MKS-em Będzin wygraliście bez wsparcia swoich kibiców, którzy po pierwszym gwizdku sędziowskim opuścili halę na znak protestu. Co pan o tym sądzi?
Grzegorz BOCIEK: – Szczerze powiedziawszy to trochę dziwne zachowanie, Kibice powinni być taką grupą, która przyjeżdża na mecz, by dać takiego czadu, by w pięty weszło…

To był ich pomysł, by w ten sposób zaprotestować i ja to oczywiście szanuję. Zresztą nie dziwię, że tak zareagowali. No bo sorry, było naprawdę dużo wolnych miejsc w hali, a nasi kibice nie dostali tylu biletów, ile mogliby dostać. Poza tym, w ogóle nie mieli możliwości kupna biletów, bo nie było ich w sprzedaży. Tak naprawdę to niech Będzin się wstydzi…

Mimo wszystko tego wsparcia z trybun zabrakło wam w tak ważnym meczu…
Grzegorz BOCIEK: – Mamy wspaniałych kibiców, ale w Sosnowcu trochę ich brakowało. Ale nie mamy im tego w żadnym wypadku za złe. Najważniejsze, że wygraliśmy, dwa ciężkie punkty pojechały do Zawiercia.

W trakcie wspomnianego spotkania w Sosnowcu nie brakowało spięć pod siatką, jak również słownych utarczek między zawodnikami obu drużyn. Oberwało się także sędziom. Pan również uczestniczył w siatkarskich sporach.
Grzegorz BOCIEK: – Były spięcia. Fantazja chłopaków poniosła. Ale OK, tak często bywa w siatkówce. To był bardzo trudny mecz, stąd może te sytuacje. Co do samej gry to Będzin nas zaskoczył. Zagrał dobre spotkanie. My z kolei zagraliśmy słabo, nie ma się co oszukiwać.

Początek sezonu w pana wykonaniu nie był najlepszy, często siedział pan na ławce rezerwowych. Co się z panem działo?
Grzegorz BOCIEK: – Rzeczywiście, miałem trudny początek, ale to nie był efekt chorób czy kontuzji. Bylem zdrowy, ale forma przyszła później. Dlatego później wszedłem w sezon, później zacząłem grać. I tyle w tym temacie.

Czego można oczekiwać po „czarnym koniu z Zawiercia”, jak nazywany jest w środowisku zespół Aluronu Virtu Warty?
Grzegorz BOCIEK: – Jesteśmy takim „cichym koniem” (śmiech! – red.). A tak poważnie to teraz przygotowujemy się do gry ze Skrą. To zespół, na który nie trzeba się mobilizować. Jest na pewno szansa na zwycięstwo, bo gramy u siebie. Tak więc robimy swoje.

Rozumiem, że kroi się kolejna niespodzianka z waszej strony?
Grzegorz BOCIEK: – Fajnie by było, ale zobaczymy. Nie chciałbym jednak niczego obiecywać, wszystko wyjdzie w praniu, na boisku.

Myśli pan czasami o powrocie do reprezentacji Polski?
Grzegorz BOCIEK: – Nie myślę o kadrze, gram po prostu w siatkówkę. Jeżeli będę dobry i zdrowie pozwoli, a trener Vital Heynen będzie mnie widział, to będę grał reprezentcji. Sport jest różny, ale ważne jest to, by zdrowie dopisywało. A jeżeli trener będzie mnie potrzebował, to będzie mi bardzo miło. Ale teraz, jak już wcześniej mówiłem, o kadrze nie myślę.

Co sezon, niemal wszyscy chuchają dmuchają na Grzegorza Boćka. Nic złego się nie dzieje?
Grzegorz BOCIEK: – Tak, wszystko jest w porządku. Czuję się w klubie, jak w raju, niczego mi nie brakuje, na nic nie mogę narzekać. Żartując, mam życie jak w Madrycie…

Dacie radę powalczyć o szóstkę, czy też zostanie wam gra o spokojny byt w PlusLidze?
Grzegorz BOCIEK: – Nie myślimy o czymś takim, jak utrzymanie się. Robimy progres z roku na rok, cieszymy się samą grą. A ja cieszę się przede wszystkim z tego, że jestem w tej drużynie. Nie będę nic mówił o konkretnych celach. Chcemy po prostu wygrywać i robić postępy. A potem zobaczymy, ile meczów wygramy, ile punktów zdobędziemy. Może nam szczęście dopisze i będziemy tym „czarnym koniem”, o którym pan mówił.

 

PlusLiga

Sobota, 24 listopada, godz. 17.30

Aluron Virtu Warta Zawiercie – PGE Skra Bełchatów