Zobacz
Do góry

Boks. Wytrzyma tę presję

iodor Łapin, trener Krzysztofa Głowackiego, jest pewny, że jego podopieczny jest w najlepszej formie przed pojedynkiem z Mairisem Briedisem.

Dwa pasy mistrza świata prestiżowych federacji – WBI i WBC – oraz awans do finału lukratywnego turnieju World Boxing Super Series w junior ciężkiej, którego wygranie da gażę liczoną w milionach euro. O taką stawkę nie walczył jeszcze żaden polski pięściarz. W sobotę w Rydze Krzysztof Głowacki zmierzy się z Łotyszem Mairisem Briedisem.

W listopadzie ubiegłego roku w ćwierćfinale WBSS Głowacki pokonał w Chicago na punkty Rosjanina Maksima Własowa i został tymczasowym (interim) czempionem WBO. W przeszłości był w posiadaniu właściwego pasa World Boxing Organization, ale stracił go na rzecz Oleksandra Usyka, z którym jedyną porażkę w karierze, a także pas WBC, poniósł także Łotysz Mairis Briedis. To nie jedyny fakt, który łączy obu bokserów. W 2017 roku rywalizowali w Rydze na tej samej gali. Polak wygrał walkę rankingową, a Łotysz pokonał Kubańczyka Mike’a Pereza i został mistrzem świata WBC. Briedis przed tym starciem sparował wtedy m.in. z Krzysztofem Włodarczykiem, byłym czempionem WBC i IBF w tej samej wadze. I jeszcze jedno wspomnienie. Dziewięć lat temu Głowacki i Briedis, choć w oddzielnych walkach – z anonimowymi przeciwnikami – spotkali się po raz pierwszy na gali w Krynicy-Zdroju. Łotysz dopiero zaczynał zawodową karierę, to był jego drugi występ, zaś polski bokser odniósł 11. zwycięstwo z rzędu…

Jutro 32-letni „Główka” na ringu w Riga Arena zmierzy się już z jednym z najpopularniejszych sportowców w tym kraju. 34-letni Briedis był pierwszym i jedynym jak dotąd zawodowym mistrzem świata w boksie z Łotwy, do tego łączy uprawianie tej dyscypliny z pracą w policji. Przez wielu stawiany po prostu za wzór znakomitego, a przy tym skromnego sportowca.

Jeszcze niedawno wydawało się, że stawką potyczki będzie „tylko” pas interim WBO. Tymczasem Usyk (mistrz olimpijski z Londynu, amatorski mistrz świata i Europy), zwycięzca poprzedniej edycji World Boxing Super Series w kategorii junior ciężkiej, po wywalczeniu wszystkich czterech pasów czołowych organizacji, zdecydował się przenieść do królewskiej wagi ciężkiej. W tej sytuacji Głowacki został pełnoprawnym czempionem World Boxing Organization, a Polak z Łotyszem powalczą też o wakujący tytuł World Boxing Council.

W porównaniu do wcześniejszych walk Głowacki, trenowany przez Fiodora Łapina i Pawła Gassera, zmienił plan przygotowań, aby – jak podkreślano – nie wpaść w monotonię i rutynę. Stąd wyjazdy na zgrupowania i sparingi do Hiszpanii i Anglii. Obaj trenerzy są zgodni: Krzysiek jest w znakomitej dyspozycji. W wywiadzie dla TVP mówił o tym Łapin.

– Czujemy, że to już czas, że pojedynek za chwilę, że to ten najważniejszy tydzień i dzień – stwierdził Łapin.

Wcześniej nie było tego uczucia?

– Pewnie, że było. Odkąd poznaliśmy nazwisko rywala i datę walki zaczęły się przygotowania. To nie jest tak, że trener to tylko na sali, z gwizdkiem, wydający polecenia. Spędziłem dziesiątki godzin na rozmyślaniu, kogo zaprosić na sparingi, na analizie walk Briedisa, na rozplanowaniu ostatniego tygodnia. Na szczęście nie ma takich sytuacji, żeby rywal mi się śnił. Wtedy trzeba by pomyśleć o emeryturze, bo odpoczynek jest równie ważny u trenera, jak u zawodnika. Trzeba zachować ostrość umysłu.

Głowacki jest w stanie jeszcze pana zaskoczyć?

– O jego świadomość i przygotowanie mentalne jestem spokojny. A jeśli wydarzy się coś ekstra, to po jesteśmy tu w kilka osób, by sobie z tym poradzić. W naszej drużynie jest pełne zaufanie. Cel jest znany i każdy ma swoje zadanie do wykonania.

Biorąc pod uwagę, że w stawce są dwa pasy, to będzie najważniejsza walka w pana trenerskiej karierze?

– Podchodzę do tego spokojnie. Już kiedyś jechałem do Moskwy, gdzie dwóch moich zawodników mogło zostać jednego wieczora mistrzem świata i skończyło się to klęską. Kilka tych pasów już zdobyłem z moimi pięściarzami, wiem jak to smakuje i teraz skupiam się tylko na walce i rywalu, a nie rozmyślaniu, że mogę z Krzyśkiem przejść do historii.

Paweł Gasser zdradził, że liczby i wykresy są u Głowackiego lepsze niż przed walką, uważaną za jedną z najlepszych, z Marco Huckiem.

– Krzysiek w ostatnich latach wychodził na ring z kontuzjami, żeby tylko utrzymać wysoką pozycję w rankingach i móc m.in. uczestniczyć w takim turnieju jak WBSS. W jego przypadku jest jak z górnikami czy innymi niebezpiecznymi zawodami – w kalendarzu mija rok, a tak naprawdę mijają dwa lata…

I zacytujmy jeszcze wspomnianego Gassera. „Mogę przynieść komputer i pokazać na wykresach, że liczby są lepsze niż przed walką z Huckiem. Rzeczywiście są, ale to nie ma aż takiego znaczenia. To jest boks, zdecyduje dyspozycja dnia, tak czuję. Przed starciem Joshuy z Ruizem Brytyjczyk zapewne miał liczby lepsze od rywala, a wiemy jak się skończyło. Najważniejsze jest, by szczyt formy przyszedł na 15 czerwca. Jeśli nasz plan wypali, jeśli tak właśnie będzie, to jestem spokojny o wynik pojedynku”.

Na jutrzejszej gali w Rydze dojdzie także do drugiego półfinału WBSS w wadze junior ciężkiej -Kubańczyk Yunier Dorticos, który w poprzedniej rundzie wyeliminował Mateusza Masternaka, zmierzy się z niepokonanym Amerykaninem Andrew Tabitim. Stawką ich walki, oprócz awansu do finału, będzie tymczasowy pas mistrza świata IBF.

 

Na zdjęciu: Dla Krzysztofa Głowackiego sobotnia walka z Mairisem Briedisem jest najważniejszym wyzwaniem w karierze.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze