Zobacz
Do góry

Waleczne serca

Biało-czerwoni znów zaskoczyli wszystkich kibiców oraz fachowców i po 2:33 min pokonali Canarinhos, faworytów tej imprezy.

Spotkanie Brazylia – Polska w Final Six Ligi Narodów w Chicago na pewno przejdzie nie tylko historii rywalizacji obu zespołów, ale również do kronik tych rozgrywek. Z jednej strony najlepsi z najlepszych Canarinhos, z kolei z drugiej młodzi, mało doświadczeni w takich bojach biało-czerwoni. Od początku do końca potyczce towarzyszyły niesłychane emocje. Polscy siatkarze w I secie przegrywali 14:17, z kolei w III 11:16, a jednak potrafili odwrócić ich losy i ostatecznie wygrali. Natomiast tie-break był popisem podopiecznych trenera Vitala Heynena, z kolei zwycięstwo 3:2 na pewno jest sporą niespodzianką oraz sukcesem tych młodych, ale jakże walecznych zawodników.

Stop dla Heynena

Belgijski szkoleniowiec do Chicago przybył zaledwie na kilka godzin przed meczem i miał prawo być zmęczony podróżą. A tymczasem Heynen od pierwszego gwizdka był w swoim żywiole i, jak nakazuje tradycja, szalał przy linii i co rusz wdawał się w dyskusję z sędziami. W III secie przegrywaliśmy 11:15 i Heynen zaczął dyskutować z arbitrami, że rywale nieprawidłowo odbili piłkę. Najpierw dostał żółtą kartkę, ale nie wpłynęła ona na niego uspokająco. Stroił miny i cały czas komentował tę dyskusyjną sytuację, z kolei słowacki sędzia Juraj Mokry zachował spokój i bez żadnych skrupułów pokazał mu czerwoną kartkę. Zespół stracił punkty i Brazylijczycy mieli już 5 „oczek” przewagi. I chyba w tym momencie do Heynena dotarło, że swoim zachowaniem skrzywdził siatkarzy. Od tego momentu zachowywał się już więcej niż poprawnie i w pewnym momencie nawet usiadł na ławkę. Wszystko się zakończyło dobrze, ale Heynen musi opanować emocje, bo sędziowie nie są skorzy tolerować takiego zachowania.

Dojrzała gra

Brazylijczycy przylecieli do Chicago po zwycięstwo w Lidze Narodów i w eliminacjach doznali tylko jednej porażki z Serbami 2:3. Przed finałowym turniejem jeszcze wzmocnili skład, bo m.in. wrócił rozgrywający Bruno Rezende . Jednak, jak się później okazało, nie był w najlepszej formie i musiał ustąpić pola Fernando. A biało-czerwoni jeszcze przed wyjazdem zapowiadali walkę i przy wsparciu chicagowskiej polonii walczyli jak lwy. Ba, można było się pokusić o wygraną w 3. setach, ale w drugiej odsłonie Bartosz Bednorz popełnił dwa kluczowe błędy. Najpierw po ataku posłał piłkę w aut, z kolei po zdobyciu punktu, przy stanie 23:24 zespsuł zagrywkę.

Mimo drobnych potknięć cały zespół grał dojrzale i odpowiedzialnie. W III secie biało-czerwoni doprowadzili do remisu 19:19, by po chwili zdobyć 4 pkt z rzędu i doprowadzić do wygranej tej partii. Z kolei w tie-breaku prowadzili już 5:2, ale rywale doprowadzili do remisu 7:7. Od tego momentu biało-czerwoni niepodzielnie panowali na parkiecie. Rywale sprawiali wrażenie zagubionych, z kolei przerwy i zmiany w ustawieniu nic nie dały.

W jedności siła

Biało-czerwoni nie mieli słabych punktów. Marcin Komenda umiejętnie kierował grą, wykorzystując zarówno skrzydłowych, jak i środkowych. Marcin Janusz, jego zmiennik, również dawał dobre zmiany i zapisał ten występ na plus. Mile zaskoczył Bartosz Bednorz, choć jemu przytrafiły się te nieszczęsne błędy. Bartosz Kwolek, jak zwykle, niezwykle efektywny i do rozpaczy doprowadzał rywali, gdy obijał ich ręce. Środkowi również stanęli na wysokości zadania.

– To wielka przyjemność, że mogę występować w drużynie z młodymi chłopakami. – Zostawiliśmy serce na parkiecie i cieszymy się z tego zwycięstwa. Jednak droga do półfinału zaledwie się otworzyła, bo trzeba zdobyć dwa sety w meczu z Iranem – powiedział po meczu kapitan zespołu, Karol Kłos.

– To był wyczerpujący mecz, ale siatkarze, gdy schodzili z parkietu, tryskali humorami i dowpcikowali.

– Wygraliśmy, bo chłopaki bawili się grą i to był przyjemność oglądać ich w akcji. – Nawet kilkupunktowe straty nie robiły na nich najmniejszego wrażenia – stwierdził zadowolony Heynen i trudno się nie zgodzić z jego oceną. Dla biało-czerwonych to był mecz marzenie i na pewno na długo go zapamiętają!

Brazylia – Polska 2:3 (23:25, 25:23, 21:25, 25:21, 19:15)

BRAZYLIA: Bruno Rezende (3), Leal (14), Lucas (7), Wallace (21), Lucarelli (18), Flavio (11), Maique (libero) oraz Thales (libero), Mauricio, Fernando (1), Isac (5), Alan, Douglas, Eder. Trener Renan DAL ZOTTO.

POLSKA: Komenda (1), Bednorz (18), Huber (11), Kaczmarek (10), Kwolek (12), Kłos (15), Popiwczak (libero) oraz Janusz (1), Muzaj (14), Łukasik (1). Trener Vital HEYNEN.

Sędziowali: Juraj Mokry (Słowacja) i Andrej Zenowicz (Rosja). Widzów 4250.

Przebieg meczu

I: 10:9, 15:14, 19:20, 23:25.
II: 10:9, 14:15, 20:19, 25:23.
III: 10:9, 15:11, 19:20, 21:25.
IV: 10:5, 15:11, 20:17, 25:21.
V: 2:5, 7:10, 9:15.

Bohater – Karol KŁOS.

 

Na zdjęciu: Tak się cieszyli: Norbert Huber (z lewej), Marcin Komenda (w środku) oraz Jakub Popiwczak po kolejnej udanej akcji.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze

Więcej w reprezentacja Polski