Brazylia poza mundialem!

W piątek rano okazało się, że Danilo, boczny obrońca reprezentacji Brazylii, nie zagra do końca mistrzostw świata. Zawodnik ten wystąpił tylko w pierwszym meczu turnieju, przeciwko Szwajcarii, a później w wyjściowym składzie „Canarinhos” zastąpił go na prawej stronie defensywy Fagner. Tymczasem trener Tite zmuszony był do dokonania jeszcze jednej korekty w wyjściowym ustawieniu. Pauzującego za kartki Casemiro zastąpił Fernandinho, zawodnik Manchesteru City. Warto też podkreślić, że do pierwszej jedenastki, po kontuzji, wrócił Marcelo.

Fortuna im sprzyjała

Brazylia rozpoczęła mecz zgodnie z tym, czego można było się spodziewać. Zaatakowała i była bliska strzelenia bramki. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka, zupełnie nieoczekiwanie dla Thiago Silvy, spadła mu tuż przed nosem. Obrońca „Canarinhos” nie był na to przygotowany i dlatego nie był w stanie oddać strzału. Futbolówka zwyczajnie się od niego odbiła, a następnie trafiła w poprzeczkę, zatem trzeba przyznać, że Belgowie mieli trochę szczęścia. Po raz kolejny fortuna sprzyjała im w 13. minucie spotkania. Tym razem pod bramką przeciwnika. „Czerwone diabły” wznawiały grę z rzutu rożnego. Nacer Chadli dośrodkował w pole karne, a tam Gabriel Jesus przeszkodził w skutecznej interwencji Fernandinho. Piłka niefortunnie odbiła od ramienia brazylijskiego pomocnika i wpadła do siatki obok zupełnie zdezorientowanego Alissona. Kibice „Canarinhos” nie tak wyobrażali sobie początek rywalizacji o półfinał. Tymczasem po nieco ponad pół godzinie gry byli już zupełnie rozgoryczeni.

Pierwszy strzał, drugi gol

Belgowie przeprowadzili bowiem zabójczą kontrę. Znakomicie między rywalami podryblował Romelu Lukaku, który w odpowiednim momencie odegrał piłkę do Kevina De Bruyne. Pomocnik Manchester City dobiegł z nią na skraj pola karnego.

Fot. PAP/EPA

Zauważył, że golkiper przeciwnika nie jest zbyt dobrze ustawiony i zdecydował się na mocny strzał w długi róg. Trafił idealnie, tuż obok słupka i „Czerwone diabły” podwoiły swój kapitał. Dość powiedzieć, że był to dopiero pierwszy… celny strzał na bramkę w wykonaniu podopiecznych Roberto Martineza w tym spotkaniu, zatem skuteczność zespołu w pierwszej połowie była wręcz znakomita. Co innego skuteczność Brazylijczyków, którzy za wszelką cenę próbowali wyrównać. Ale dwukrotnie znakomicie zachował się Thibaut Courtois. Szczególnie w sytuacji, kiedy w pięknym stylu obronił strzał Philippe Coutinho.

Karnego nie było

Belgowie znakomicie neutralizowali atuty zespołu z Ameryki Południowej. W środku pola tytaniczną pracę wykonywali Marouane Fellaini i Axel Witsel, a obrona wydawała się nie do przejścia. Brazylia nieustannie atakowała. W 56. minucie meczu w polu karnym, po kontakcie z Vincentem Kompany’m, padł Gabriel Jesus. Sędzia Milorad Mażić skonsultował się z VAR-em i nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Spore ożywienie w grę brazylijskiego zespołu wniosło wejście na boisko Douglasa Costy, ale on również nie zdołał pokonać świetnie dysponowanego Courtoisa. Taka sztuka udała się dopiero w 76. minucie spotkania innemu rezerwowemu, Renato Augusto, który wykorzystał kapitalne podanie Coutinho. W tym momencie stało się jasne, że do końca meczu trwać będzie oblężenie belgijskiej bramki. Tak też było. Brazylia atakowała, a strzał Neymara w doliczonym czasie gry znów obronił Courtois. Belgowie wytrwali do końcowego gwizdka i to oni zagrają w półfinale mistrzostw świata.

 

Brazylia – Belgia 1:2 (0:2)

0:1 – Fernandinho, 13 min (samobójcza), 0:2 – De Bruyne, 31 min (asysta Lukaku), 1:2 – Renato Augusto (głową, asysta Coutinho).

BRAZYLIA: Alisson – Fagner, Thiago Silva, Miranda, Marcelo – Paulinho (72. Renato Augusto), Fernandinho – Willian (46. Firmino), Coutinho, Neymar – Gabriel Jesus (58. Douglas Costa). Trener TITE.

BELGIA: Courtois – Alderweireld, Kompany, Vertonhgen – Meunier, Fellaini, Witsel, Chadli (83. Vermaelen) – De Bruyne, Lukaku (87. Tielemans), Hazard. Trener Roberto MARTINEZ.
Sędziował Milorad MAŻIĆ. Widzów 42.873. Żółte kartki: Fernandinho, Fagner – Alderweireld, Meunier.

Piłkarz meczu – Kevin DE BRUYNE.

Komentarze