Chcą go najwięksi

O możliwość pozyskania wysokiego napastnika młodzieżowej reprezentacji Argentyny Adolfoa Gaicha czynią starania takie kluby, jak Liverpool czy Inter.

Młodzieżowy mundial w Polsce, mierzący prawie 190 cm wzrostu Adolfo Gaich, rozpoczął na ławce rezerwowych. W inaugurującym MŚ starciu z RPA w Tychach przed prawie dwoma tygodniami, wszedł na boisko w drugiej połowie, kiedy w starciu z „Amajita” jego drużynie nie szło dobrze. No i pokazał jak się gra, zdobywając bramkę i zaliczając asystę oraz pomagając w odniesieniu efektownego zwycięstwa 5:2.

Chce się pokazać

Od meczu z drużyną z południa Afryki ma już miejsce w wyjściowym składzie zespołu prowadzonego przez Fernando Batistę. Klasę pokazał z Portugalią, kiedy to ponownie wpisał się na listę strzelców. Zrobiło się o nim głośno w Polsce, w Argentynie, ale nie tylko tam…

Już spekuluje się, że ten napastnik argentyńskiego San Lorenzo latem może trafić do Europy. W grę wchodzi klubowy mistrz Europy Liverpool FC czy włoski Inter! – Na mundialu w Polsce chce się pokazać z jak najlepsze strony, a jeśli zaowocuje to transferem, to będę zadowolony, ale oczywiście teraz liczy się tylko młodzieżowy mundial. Zrobimy wszystko, żeby zakończyć turniej w najlepszy możliwy dla nas sposób. Zresztą dla nas te mistrzostwa, to znakomita okazja do zaprezentowania swoich umiejętności. Ja zacząłem turniej na ławce rezerwowych, ale walczę o to, żeby grać jak najwięcej i pomagać drużynie. Cieszę się, że mi się to udaje, a trener docenia moje starania i daje mi szanse – podkreśla w rozmowie ze „Sportem”.

„Lewy” jest wzorem

20-letni Gaich jest po wrażeniem pobytu w Polsce. – Macie bardzo ładne krajobrazy i czujemy się tutaj komfortowo. Jest jeszcze jedna rzecz czy raczej osoba, na którą zwracam uwagę. To grający w Bayernie Monachium Lewandowski. Świetny napastnik, co pokazuje w ostatnich latach. Imponuje sposób jego poruszania się po boisku, zastawiania. Dzięki wielkim umiejętnością jest w elicie światowej piłki – komplementuje „Lewego” Gaich.

Sam zaczynał swoją karierę w malutkim klubiku Union Bengolea. Zresztą jego rodzinna Bengolea, w prowincji Kordoba, liczy ledwie 1200 mieszkańców. Szybko wypatrzyli go jednak skauci i pięć lat temu trafił do silnego San Lorenzo. W argentyńskiej młodzieżówce gra od roku. Turniej w Polsce jest dla niego trampoliną do wielkiej kariery, choć sam jest skromnym i grzecznym chłopakiem.

– Dalej jestem związany ze swoją miejscowością Bengolea, gdzie jest spokój i cisza. To nie to, co Buenos Aires, gdzie na co dzień trenuję i gram. Dla swoich przyjaciół i znajomych dalej jestem tym samym Adolfo, który wyjechał stamtąd kilka lat temu – podkreśla sympatyczny piłkarz z Ameryki Południowej.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze