Chudy nie kalkuluje. Sprawa jest prosta, chcą być jak najwyżej

Górnik zanotował ostatnio świetną serię czterech kolejnych wygranych. Efektowne zwycięstwo tydzień temu z Zagłębiem Sosnowiec 4:0 wzbudziło apetyty na coś więcej, niż tylko spokojne utrzymanie się w gronie najlepszych. Przykra porażka w ostatniej kolejce na swoim stadionie z Wisłą Kraków 1:2, już siódma w tym sezonie u siebie, każe zweryfikować te plany.

Nie zagrali, jak chcieli

– Z Wisłą nie graliśmy źle, szanowaliśmy piłkę, staraliśmy się kreować sytuacje z przodu. Rywal dobrze jednak bronił i szukał szansy w kontratakach. Trzeba przyznać, że w tym piątkowym meczu byli od nas lepsi i wygrali zasłużenie. Nie graliśmy tak, jak mówił nam wcześniej trener. Od tej strony taktycznej w naszym wykonaniu nie wyglądało to więc tak, jak powinno. Zabrakło mądrzejszej gry w naszym wykonaniu – mówi pytany przez nas o przyczyny porażki z dołującą ostatnio Wisłą [Martin Chudy], bramkarz zabrzan.

Dwa razy pokonał go Marko Kolar. Chorwat swojego pierwszego gola zdobył z jedenastki. – Kamil Zapolnik za słabo podawał piłkę w moim kierunku. Piłkarz przeciwnika na to czekał. Pierwszy do niej dobiegł. Zagrał ją sobie, ja zrobiłem ruch nogą i potem nic już nie byłem w stanie zrobić. Zawodnik rywala dobrze wiedział, co chciał zrobić – tłumaczy słowacki bramkarz Górnika.

Na zero z tyłu

Drużyna prowadzona przez Marcina Brosza, kiedy gra ładnie dla oka, stara się utrzymywać przy piłce, kreować sytuacje, to schodzi z boiska pokonana. Tak było w derbach z Piastem czy w starciu z Legią u siebie niedawno.

Inaczej było z kolei w ostatnich wygranych starciach ze Śląskiem (dwa razy) i z Arką na swoim stadionie. Akurat w tych grach „górnicy” nie grali ładnie dla oka, ale za to skutecznie, wygrywając i zdobywając bezcenne punkty.

– Prawdą jest, że – szczególnie w meczach wyjazdowych – ta nasza gra nie była jakaś ładna, atrakcyjna, ale potrafiliśmy nie stracić bramki. Ostatnio, jak mówili nam trenerzy, mieliśmy największą liczbę zblokowanych piłek po uderzeniach przeciwnika. Jak wszyscy walczymy i gramy na zero z tyłu, to potem zawsze coś tam z przodu wpadnie i wygrywamy. Z Wisłą straciliśmy dwie bramki, no i trudno było to odrobić – mówi Chudy.

Pełna koncentracja

Na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek Górnik ma na swoim koncie 40 punktów, o kilka więcej niż grupa pościgowa. Wystarczy to do bezpiecznego utrzyma się?

– Myślę, że te 40 punktów, które mamy na koncie wystarczy do utrzymania, ale nie kalkulujemy tak. Dalej chcemy wygrywać i zdobywać punkty. Tak też było w meczu z Wisłą. Nie myślimy tylko o tym, żeby się utrzymać i zdobyć powiedzmy 12 miejsce. Chcemy punktować i być w tej tabeli jak najwyżej, walczyć o dziewiątą lokatę. Teraz mamy do Wisły Kraków już sześć punktów straty i będzie o to ciężko, ale nie poddajemy się i walczymy dalej – zapewnia bramkarz Górnika.

Do końca sezonu zabrzanie zagrają jeszcze z Miedzią na wyjeździe w sobotę, za tydzień we wtorek z Wisłą Płock u siebie, i na zakończenie rozgrywek z Koroną w Kielcach (18 maja).

– Każdy mecz jest ciężki, szczególnie patrząc na sytuację, w jakiej są nasi przeciwnicy. Myślę, że nasza sytuacja nie jest taka zła. Z tyłu jest Wisła Płock, nasz najbliższy rywal Miedź, Śląsk czy Arka. Wszyscy muszą walczyć, ale akurat te wymienione zespoły mają gorszą sytuację niż my. Na pewno będą to trudne mecze. Musimy być skoncentrowani i maksymalnie przygotowani do tych spotkań – zaznacza Martin Chudy.

 

Na zdjęciu: Bramkarz Górnika Martin Chudy jest spokojny o utrzymanie się w ekstraklasie.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze