Piotr Ćwielong: Już nie chcę się tułać

Został pan zawodnikiem LKS-u Goczałkowice. Skąd taki wybór?
Piotr ĆWIELONG: – Znamy się z Łukaszem Piszczkiem, który wspiera ten klub. To niby tylko IV liga, ale jest prowadzony profesjonalnie, mamy gdzie trenować, drużyna prezentuje się dobrze. Łukasz to człowiek, któremu można zaufać w ciemno. Stwierdziłem, że dlaczego by nie? Byliśmy w kontakcie od dłuższego czasu. Gdy jeszcze byłem zawodnikiem GKS-u Tychy i leczyłem kontuzję, Łukasz zapewniał mnie, że jakby co, to zawsze mogę przyjść do niego. Treningi podjąłem już w poprzednim tygodniu. Przez wiele lat grałem w piłkę profesjonalnie, dlatego, jeśli tylko zdrowie pozwala, chcę być w treningu, ruszać się. Dogadałem się w Goczałkowicach i mam nadzieję, że coś fajnego z tego wyjdzie.

Zimą rozstał się pan z GKS-em Tychy wskutek nieustannych problemów ze ścięgnem Achillesa, zapowiadając w zasadzie na łamach „Sportu” zakończenie kariery. Jak teraz z pańskim zdrowiem?
Piotr ĆWIELONG: – Wszystko jest OK, w głównej mierze dzięki Łukaszowi Kozarskiemu z firmy MESIR, który ma w Zabrzu swój gabinet rehabilitacyjny. Dysponuje jednym z najlepszych tego typu sprzętów w Polsce. Wchodząc tam, miałem wszystko na miejscu. Nie musiałem jeździć osobno na falę, laser i tak dalej. Gdy Łukasz dowiedział się, że chcę kończyć z piłką, odezwał się do mnie i powiedział: „Jeśli mnie posłuchasz i będziesz robił wszystko, co każę, to cię wyleczę”. Nie wierzyłem w to, ale postępowałem według zaleceń. Dzięki niemu teraz normalnie chodzę, biegam i nic mi nie jest. Słowa uznania też dla doktora Tomasza Kuźmy z Blachowni. Jest specjalistą od ścięgien, przeprowadzał moją operację. Te dwie osoby bardzo mi pomogły. Rok się męczyłem, kulałem, a teraz odżywam. Podziękowania też dla Karola Sieńskiego, trenera przygotowania fizycznego, z którym pracowałem indywidualnie.

Pańskie problemy ze zdrowiem zaczęły się po rundzie jesiennej sezonu 2017/18, gdy mając 31 lat był pan liderem I-ligowych Tychów. Ma pan odczucie, że ten koniec poważnego grania nastąpił zbyt szybko?
Piotr ĆWIELONG: – Po pierwszej operacji wierzyłem, że jeszcze coś z tego będzie i spokojnie dam radę pograć. Gdy drugi raz zerwałem ścięgno, to jakby zeszło ze mnie powietrze. Pogodziłem się z tym. Nie jestem osobą, która rozpamiętuje przeszłość, siedzi i się smuci. Takie jest życie, tak się zdarza. Grając w Bochum uzyskałem licencję trenerską UEFA A. Wiedziałem, że to kierunek, w którym mogę pójść. Nie było zatem tak, że Achilles mi „poszedł” i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Wykorzystywałem czas, by się szkolić. Brałem udział w różnych konferencjach, jeździłem do Niemiec, odbywałem staże – jak choćby ten u trenera Michała Probierza.

To prawda, że tego lata mógł pan zostać grającym dyrektorem sportowym Ruchu Chorzów?
Piotr ĆWIELONG: – Był taki temat. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy, ale nic z tego nie wynikło. Prawda jest też taka, że raczej nie interesuje mnie trenowanie codziennie, nie interesują mnie dwudniowe wyjazdy na mecze, co jest normą na szczeblu centralnym. Kręci mnie „trenerka”, chcę iść w tym kierunku.

Czym prócz gry w Goczałkowicach będzie się pan zajmował?
Piotr ĆWIELONG: – Ruszam ze swoim projektem. Polegać ma na trenowaniu z dziećmi techniki. Wiem, że jest tego deficyt, bo jeżdżę i oglądam w akcji młodych zawodników. Zajęcia mają trwać 75 minut, odbywać się będą na orliku przy stadionie Uranii Ruda Śląska, której dziękuję za gościnność. Dogadałem się już z działaczami. Ruszamy od przyszłego tygodnia. Zgłaszają się chętni w wieku od 7 do 15 lat. Na treningach wszystko będzie odbywać się z piłką. Sama technika, nie będzie sprintów. Motoryka to nie mój konik. Nie chcę udowadniać, że znam się na wszystkim. Wiadomo, że 10- czy 12-latkowie już zazwyczaj trenują w klubach i wiedzą, na czym to wszystko polega. Niektórzy są mniej, inni bardziej zaawansowani technicznie. Wierzę, że pod moim okiem będą mogli się poprawić.

Skąd taki pomysł?
Piotr ĆWIELONG: – Byłem jednym z trenerów kadry katowickiego podokręgu. Często rodzice pytali mnie, czy nie myślałem o prowadzeniu tego typu zajęć ukierunkowanych na technikę. Przeszedłem jednak dwie operacje, chodziłem w bucie ortopedycznym, dlatego trzeba było trochę zaczekać. Dziś wiem, że mój czas się skończył. Nie mam zamiaru tułać się jeszcze przez trzy sezony między I a II ligą. Przez te trzy lata mogę zrobić znacznie więcej jako trener. Mój projekt dopiero startuje. Chciałbym, by grupa liczyła maksymalnie 15 chłopaków. Jeśli byłoby ich więcej – to będę miał pozytywny ból głowy i być może zostanę zmuszony do tego, aby pomyśleć o zatrudnieniu kolejnego trenera.

A kiedy ligowy debiut w Goczałkowicach?
Piotr ĆWIELONG: – W weekend gramy z GKS-em Radziechowy-Wieprz. Uśmiecham się, bo właśnie z tym rywalem – w meczu rezerw – zaliczyłem ostatni występ w Tychach…

 

Na zdjęciu: 33-letni Piotr Ćwielong mówi wprost, że jego czas w zawodowej piłce już się skończył. Prócz gry w Goczałkowicach, chce się rozwijać jako trener.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze