Czasami wraca do derbów

Dziś o 16.00 w Siedlcach Ruch Chorzów rozegra zaległy mecz z Pogonią, której ważnym ogniwem jest Miłosz Przybecki, w przeszłości występujący przez dwa sezony przy Cichej.


W Chorzowie spędził dwa sezony, rozegrał ponad 50 ligowych meczów, zdobył 4 bramki i choć trafił na bardzo trudny dla klubu czas, czego dowodem były spadki z ekstraklasy i jej zaplecza, to nadal ma do „Niebieskich” sentyment. Miłosz Przybecki, jeden z liderów Pogoni Siedlce, stanie dziś w zaległym spotkaniu 18. kolejki naprzeciw klubu, w którym występował w latach 2016-18.

Jakby wygrali ligę

– Cały czas śledzę, co dzieje się w Ruchu. Mam kontakt z kilkoma osobami, na czele z kapitanem Tomkiem Foszmańczykiem, z którym graliśmy wspólnie w Radzionkowie i Chojnicach. Dopinguję chłopaków i cieszę się, że sytuacja klubu się poprawiła. Słyszało się o dużym zadłużeniu, ale – jak widać – wszystko można poukładać. Ja jestem z Ruchem „na czysto”. Z tego, co wiem, jest już stabilny finansowo i wypłacalny, a awans i miejsce w czołówce II ligi świadczy o tym, że idzie w dobrym kierunku – mówi Przybecki.

Kibicom „Niebieskich” najmocniej w pamięć miał prawo zapaść jego występ w wyjazdowych derbach z GKS-em Katowice w październiku 2017, gdy szalał na skrzydle i zaliczył piękną asystę przy bramce Michała Walskiego. Gdy pytamy go o najmilsze wspomnienie, wskazuje zresztą na ten mecz.

– Derby z GieKSą… Do dziś do nich wracam, odtwarzam sobie czasem kulisy. Coś niesamowitego, jak kibice przywitali nas, gdy wróciliśmy wtedy na Cichą. Mogliśmy się poczuć, jakbyśmy wygrali ligę. W Chorzowie kibice to była świetna sprawa. Miło powspominać – uśmiecha się pomocnik.

Kontuzje go wyhamowały

Przybecki słynął z nieprzeciętnej jak na futbol szybkości. Dziś liczy już sobie 30 lat, licznik ekstraklasowych występów – dla Ruchu, a wcześniej Polonii Warszawa, Pogoni Szczecin i Zagłębia Lubin – zatrzymał się na 95. Na pewno nie zrobił kariery na miarę potencjału.

– Kariera… To raczej przygoda. Z pewnością jest niedosyt. Trzeba sobie powiedzieć, że niemal w każdym sezonie leczyłem kontuzje – poważniejsze lub mniej, ale skutecznie wytrącające mnie z rytmu. To główna przyczyna… Do tego doszło też kilka nie najlepszych decyzji dotyczących zmiany klubu. Ale nie ma co narzekać. Doceniam to, że jestem dziś zdrowy, mogę grać w piłkę i cieszyć się nią.

Latem pojawiały się propozycje z pierwszej ligi – niedużo, ale były – lecz stwierdziłem, że dobrze czuję się w Siedlcach, gram regularnie, omijają mnie kontuzje, dlatego zostałem. Teraz klub ma trochę kłopotów. Oby wyszedł na prostą, wtedy do lata z pewnością zostanę – podkreśla Przybecki.

Wynikami poprawić atmosferę

Głośno jest o tym, że problemy finansowe mogą zmusić siedleckich działaczy do dogrania sezonu młodzieżą i „kontrolowanego” spadku ze szczebla centralnego.

– Są sygnały, że sytuacja się poprawia. Jest coraz lepszy kontakt z miastem i wierzę, że to kwestia czasu, gdy klub wyjdzie na prostą. Nie ma co ukrywać, że pojawiają się poślizgi w pensjach, ale nie są one nie wiadomo jak duże. Musimy na boisku walczyć za Pogoń i robić wszystko, by wynikami poprawiać atmosferę wokół niej. Chcemy punktować, by jak najszybciej odskoczyć od strefy spadkowej. W środę czeka nas bardzo ciężki mecz. Ruch to… Ruch i nieprzypadkowo plasuje się w czubie tabeli. Chce gonić Stal Rzeszów i przyjedzie do nas zmotywowany, by za wszelką cenę wygrać. Ale my też potrzebujemy punktów.



Co prawda Ruch grał w piątek, a my w niedzielę, w dodatku wcześniej połowa naszej drużyny była na kwarantannie, ale po zwycięstwie we Wrocławiu nasz „mental” wzrósł, dlatego wierzę, że będzie dobrze – mówi Przybecki, pochodzący z Wielkopolski, ale wypłynięcie na szersze futbolowe wody zawdzięczający Ruchowi Radzionków.


Na zdjęciu: Miłosz Przybecki nie ukrywa, że nadal ma sentyment do „Niebieskich”, przeciwko którym dziś zagra.

Fot. PressFocus

Komentarze