GKS Katowice. Czterech straceńców

W poniedziałek wczesnym popołudniem GieKSa poinformowała, że za porozumieniem stron zostały rozwiązane kontrakty z czterema graczami: Adrianem Frańczakiem, Mateuszem Kamińskim, Mateuszem Mączyńskim i Bartłomiejem Poczobutem. To duże zaskoczenie, skoro proces formowania kadry na II-ligowy sezon zmierzał już do mety; a z pewnością miał już za sobą etap rozstań z zawodnikami grającymi przy Bukowej w poprzednim sezonie. Szok był tym większy, że Frańczak, Kamiński i Mączyński kilkanaście dni temu przedłużyli wygasające 30 czerwca umowy, z kolei Poczobut miał ją ważną do 2021 roku.

Zgniły owoc

W klubie oczywiście wielu konkretów oficjalnie nie usłyszymy. W środowisku i wśród sympatyków GieKSy szybko rozeszła się jednak wieść, że przyczyny rozstania nie mają – jak można się było domyślić – podłoża wyłącznie sportowego. Są raczej zgniłym owocem wieczoru integracyjnego, jaki odbyła drużyna na zakończenie zgrupowania w Rybniku-Kamieniu. Traf chciał, że nie wszystko działo się bez świadków; a wśród świadków tych zdarzeń, które najwyraźniej wymknęły się spod kontroli, znaleźli się też kibice. I mleko się wylało.

Inna kwestia to taka, że pożegnano się akurat z zawodnikami, którzy wśród fanów GieKSy nie cieszyli się gigantycznym uznaniem. Choć Adrian Frańczak i Mateusz Kamiński występowali przy Bukowej wiele lat, to przez niektórych byli uważani za twarze firmujące długi okres I-ligowych rozczarowań i mimo tego utrzymujące się w kadrze drużyny. Bartłomiej Poczobut podpadł z kolei po jednym z wiosennych meczów wypowiedzią dla kibicowskiego portalu gieksa.pl, mówiąc jego przedstawicielom: „Nie wierzycie w nas!”, co zostało mu zapamiętane.

Najbardziej dziwi obecność w gronie tych „czterech straceńców” Mateusza Mączyńskiego. Tego lata zdarzyło mu się nawet założyć kapitańską opaskę, był solidnym zawodnikiem, gwarantującym jakość w perspektywie II-ligowych bojów. Mało tego, pójdziemy nawet dalej – gdyby „Mączka” w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu nie pauzował za kartki, gdyby nie musiał zastępować go Jakub Wawrzyniak, to śmiemy zaryzykować niesprawdzalną już tezę, że przy Bukowej wciąż byłaby pierwsza liga. No, ale świętości nie ma.

Dostali komfort

Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GieKSy, nie ukrywa, że wszystko stało się nagle.

– Bezwzględnie! Ta decyzja to nie było coś, co po drodze rozpatrywaliśmy. Poszło to w takim kierunku, o jakim nie myśleliśmy. Trzech z tych czterech zawodników przed zgrupowaniem podpisało nowe umowy, co miało im dać pewnego rodzaju komfort pracy, bezpieczeństwo. To zawodnicy doświadczeni, dlatego nie chcieliśmy wstrzymywać ich z ewentualnym parafowaniem umów do 1 lipca – gdy wygasały te poprzednie. Po obozie doszliśmy ze sztabem do wspólnych wniosków i stało się, jak się stało. Z trzema zawodnikami rozstaliśmy się za porozumieniem stron, a tylko w przypadku Bartka Poczobuta działaliśmy na podstawie uchwały, która po spadku daje klubowi możliwość rozwiązania kontraktu – mówi Góralczyk. Przypomnijmy, że w razie degradacji z ligi klub może rozwiązać ważny jeszcze przez dłuższy okres kontrakt, a warunkiem jest tylko wypłata lipcowej pensji.

Luki do wypełnienia

Wydarzenia „poobozowe” osierociły lewą obronę GKS-u. O miejsce na tej pozycji rywalizowali Frańczak z Mączyńskim, a obecnie trenerowi Rafałowi Górakowi pozostaje do dyspozycji jedynie młodziutki Thomas Skiba z klubowej akademii. Poczobut to defensywny pomocnik, z kolei Kamiński – środkowy obrońca. – Zaczynamy działać. Lewa obrona faktycznie się otwarła. Środek pomocy – nie różnicując, kto może występować na „szóstce”, a kto na „ósemce” – mamy zabezpieczony. Pozostaje jeszcze kwestia środka obrony. Wiadomo, że nie sposób zostać z trójką stoperów. Mam nadzieję, że te luki uda nam się w pozytywny sposób wypełnić. Nie ma obaw. W życiu zdarzają się różne sytuacje. Zostały nam cztery tygodnie do pierwszego meczu. Będziemy robić wszystko, by wzmocnili nas konkretni zawodnicy – zapewnia dyrektor Góralczyk.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze