Do Częstochowy po zwycięstwo

Tyscy kibice mogą żałować, że ich zawodnicy odpalili z formą – podobnie jak w zeszłym sezonie – dopiero na wiosnę. W 2019 roku tylko ŁKS Łódź (zresztą potocznie znany jako „Rycerze wiosny”) punktuje lepiej niż GKS, który notuje obecnie najlepszy okres w bieżącym sezonie. Drużynie Ryszarda Tarasiewicza jeszcze nie udało się wygrać 4 spotkań z rzędu. Teraz ta passa może zostać jeszcze bardziej wyśrubowana, choć nie będzie o to łatwo. „Trójkolorowi” udadzą się w końcu na teren lidera, Rakowa Częstochowa, który zapewnił już sobie awans do ekstraklasy, ale jeszcze nie przypieczętował mistrzostwa pierwszej ligi.

W drodze po koronę

– Do starcia z Rakowem będziemy przygotowywać się tak samo, jak do meczu z Jastrzębiem. Będzie to kolejne spotkanie z tych granych co 3 dni. Nastroje są takie, że jedziemy po zwycięstwo. Jeżeli się wygrywa, trzeba wygrywać do końca – apelował znajdujący się w bardzo dobrej formie kapitan GKS-u, Łukasz Grzeszczyk. W środę GKS zagrał swój czwarty pojedynek ligowy w przeciągu 11 dni, co jest prawdziwie wyczynowym tempem jak na końcówkę sezonu. Jednak napięty terminarz najwyraźniej sprzyja tyszanom i samemu Grzeszczykowi.

W derbach z GKS-em Jastrzębie zdobył swoją 10. bramkę w sezonie, czym doskoczył na jedno trafienie do lidera klasyfikacji strzelców, Valerijsa Szabali z Podbeskidzia Bielsko-Biała. Łotysz nie zdobył bramki już od prawie miesiąca, kiedy to dwukrotnie wpakował piłkę do siatki… GKS-u Tychy. 31-letni pomocnik będzie więc miał szansę przeskoczyć go i ponownie sięgnąć po koronę króla strzelców. Tę dzierżył już w 2016 roku, kiedy tyski zespół awansował z drugiej do pierwszej ligi. Bramkarzy rywali pokonywał wówczas 16 razy.

8:1 przeszło do historii

W tamtym sezonie padł zresztą jeden z najwyższych wyników w najnowszej historii GKS-u. Tyszanie, grając na wyjeździe, rozbili 8:1… właśnie Raków Częstochowa. Z obecnej drużyny tamto spotkanie pamiętają Mateusz Grzybek, Maciej Mańka, rezerwowy bramkarz Marek Igaz i właśnie Grzeszczyk. – Nie, już nie ma w naszych głowach tamtego spotkania. W poprzednim sezonie, gdy graliśmy w Częstochowie, było 2:2 i to jest ostatni wynik, który pamiętam. Nie ma co do tego wracać, to była wtedy druga liga. My robiliśmy wtedy awans do pierwszej ligi, oni nie, a teraz to oni awansowali do ekstraklasy, a my cały czas jesteśmy w pierwszej lidze. Nie ma co o tym myśleć – mówił tyski kapitan, który zdobył wtedy jedną z bramek.

W zespole z ulicy Edukacji jest jeszcze jeden istotny łącznik między obiema drużynami, a jest nim Jakub Piątek. Blisko 21-letni pomocnik GKS-u w sezonie 2015/16 był piłkarzem Rakowa Częstochowa i nawet zagrał przeciwko Tychom – tyle że na jesień, gdy tyszanie przegrali u siebie 1:2 w meczu, który ustanowił ówczesny rekord frekwencji na nowym stadionie. Piątek miał natomiast to „szczęście” na wiosnę, że w tamtym spotkaniu akurat nie zagrał, dzięki czemu nie brał udziału w głośnym wówczas blamażu.

Piotr Tubacki

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze