Do przebudzenia potrzeba… Śpiączki

Choć więc Dariusz Dudek – również na naszych łamach – zapowiadał raczej ofensywne ustawienie, „wypuścił” na murawę przy Rychlińskiego zespół w ustawieniu, które dało punkt w Bytowie, a wcześniej – czyste konto w pucharowym meczu z Jagiellonią (aż do karnego w… 126 minucie gry). Trójka stoperów i dwa „wahadła” oczywiście czystego konta strat nie muszą gwarantować, ale… zawsze to jedna para nóg więcej pod własną bramką do blokowania strzałów i podań rywala.

Dla „górali” – przecież w ostatnich meczach grających ładnie (bo dużo „z klepki”) i skutecznie – ta zagęszczona obrona okazała się nader twardym orzechem do zgryzienia. Jeżeli – zwłaszcza przed przerwą – w ogóle dzwoniono na alarm pod katowicką bramką, to wyłącznie po stałych fragmentach bielszczan. Konkretnie – rzutach wolnych. Wykonywane były z miejsc, które sugerowałyby raczej centrę i walkę o „główkę”, ale i Michał Rzuchowski, i Łukasz Sierpina „kręcili” piłkę w światło bramki. W ostatniej chwili jednak – może mało efektownie, ale za to efektywnie, odbijając lecącą w róg tuż przy słupku piłkę – interweniował Krzysztof Baran.

Jego vis-a-vis – może dlatego, że okazji do interwencji nie miał prawie wcale („główka” Bartosza Śpiączki z 20 min spadła na siatkę bielskiej bramki) – w 39 min popełnił koszmarny błąd. Nawet sam Śpiączka po oddaniu z dystansu płaskiego strzału – już odwrócił się w kierunku własnej bramki, widząc piłkę zmierzającą prosto w Wojciecha Fabisiaka. Tenże jednak – mając już ją w zasadzie w rękach -… przepuścił ją pod brzuchem do siatki!

Ta sytuacja oczywiście narzucała taktykę obu ekip po przerwie. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat i tym razem niekoniecznie potrzebowali stałych fragmentów, by zagrozić katowickiej bramce. Groźny był Sierpina: najpierw – z narożnika pola karnego – zakręcił piłkę tuż nad spojeniem, potem dokładnie zacentrował na głowę Roberta Gandary; Hiszpan jednak z 5 metrów nie wcelował w bramkę. Wcelował w nią – znów z wolnego – Rzuchowski, ale po raz kolejny na wysokości (niełatwego) zadania stanął Baran.

W tym momencie gospodarze przegrywali już jednak 0:2, bo czyhający na okazję do kontry goście takowej się doczekali w 59 min. Rozprowadził ją Śpiączka, a wykończył – precyzyjnym strzałem w róg z kilkunastu metrów – Adrian Błąd. Powtórzył w ten sposób swój wyczyn z ub. sezonu, kiedy przy Rychlińskiego dał GieKSie wygraną w doliczonym czasie gry. Tym razem w tych „ekstraminutach” to bielszczanie naciskali, ale już bez wiary w powodzenie. Trzy punkty zabrali więc do domu goście i jest to – w kontekście wspomnianej na wstępie sytuacji w tabeli – zdobycz dla nich bezcenna.

 

Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice 0:2 (0:1)

0:1 – Śpiączka, 39 min, 0:2 – Błąd, 59 min

PODBESKIDZIE: Fabisiak – Modelski, Wiktorski, Bougaidis, Oleksy – Rakowski (77. Kozak), Rzuchowski – Kostorz (70. Mystkowski), Gandara (67. Goncerz), Sierpina – Szabala. Trener Krzysztof BREDE.

GKS: Baran – Tabiś, Frańczak, Remisz, Wawrzyniak, Puchacz – Woźniak (71. Anon), Poczobut, Łyszczarz (57. Piesio), Błąd – Śpiączka (90. Rumin). Trener Dariusz DUDEK.

Sędziował Paweł Malec (Łódź). Widzów 3790. Żółte kartki: Bougaidis – Puchacz, Śpiączka, Baran.