Zobacz
Do góry

Dopłata za mistrzostwo

Choć niektórzy mogli tracić wiarę, Piotr Parzyszek wiosną pokazał, jak ważnym napastnikiem może być dla Piasta. Mistrzostwo Polski oznacza jednak, że gliwicki klub będzie musiał zapłacić PEC Zwolle.

Gdy na początku lipca napastnik zmieniał holenderski klub na Piasta, miał jeszcze ważny kontrakt. PEC Zwolle zgodziło się go rozwiązać za porozumieniem stron i pozwoliło [Piotrowi Parzyszkowi] przejść do gliwickiego klubu bez kwoty odstępnego. W umowie zawarto jednak pewne bonusy, które otrzyma holenderska strona. Jednym z nich była kwota w razie awansu do europejskich pucharów i zdobycia mistrzostwa Polski. Jeszcze kilka miesięcy temu mogło się to wydawać nierealne, ale już nie jest i działacze Piasta będą musieli wykonać przelewu na konto Zwolle. Kwota jednak nie jest zawrotna. Według naszych informacji to około 200 tysięcy złotych.

Gole na wagę zwycięstw

Biorąc pod uwagę fakt, że 7 z 9 bramek zdobytych w tym sezonie przez Parzyszka było przy wyniku 1:0 i dawało jakże cenne 3 punkty, są to raczej skromne środki, w porównaniu do tego, co zarobi Piast za mistrzostwo. To właśnie Parzyszek strzelił też najważniejszego gola, w ostatnim i decydującym meczu z Lechem Poznań.

– Jak strzelasz gola dającego tytuł, to musi to być twoje najważniejsze. Ostatnie spotkanie z Lechem było dla nas bardzo trudne. Wszyscy mówili, że rywale rozłożą nam czerwony dywan, ale tego nie zrobili. Byli bardzo groźni i zagrali dobre zawody. To też pokazuje, że jeżeli nie grasz najlepiej, a potrafisz wygrać, to zasługujesz na mistrza – dzieli się wrażeniami 25-latek, który długo nie mógł uwierzyć w ten wielki i historyczny sukces gliwiczan. – Brak mi słów, to niesamowite uczucie! Doprowadziliśmy do niewiarygodnej sytuacji. Zasłużyliśmy na to i trudno jest mi cokolwiek więcej powiedzieć. Nie potrafiłem spokojnie wytrzymać na ławce, kiedy przeciwnicy wychodzili z atakiem, wyczekiwałem końca. Jak już był zabrzmiał gwizdek, to wszystko puściło i były łzy szczęścia – dodawał.

Zimowa przemiana

Parzyszek od momentu transferu do Piasta nie miał łatwo. Kto myślał, że szybko będzie ważnym ogniwem śląskiej drużyny, ten musiał zweryfikować swoje przemyślenia. Parzyszek najpierw musiał przyzwyczaić się do treningów i wizji trenera Waldemara Fornalika oraz do roli zmiennika Michala Papadopulosa. Pod koniec jesieni Parzyszek zaczął grać więcej, a pierwszego gola strzelił dopiero pod koniec października, w meczu z Wisłą Płock. Nic więc dziwnego, że do zimowych przygotowań przystąpił z mocnym postanowieniem poprawy swojej sytuacji. – Latem nie przepracowałem z Piastem pełnego okresu przygotowawczego.

Piotr Parzyszek życie zapisane ma… w tatuażach

Teraz będzie inaczej. Uważam, że każdy, kto się mi bardziej przyglądał, widział, że czas działał na moją korzyść i w ostatnich jesiennych tygodniach wyglądałem zdecydowanie lepiej niż na początku swojego pobytu w Gliwicach. Z każdym miesiącem czuję się coraz lepiej. Walka o miejsce w ataku zaczyna się od nowa. Pod koniec roku rywalizacja między mną a Michalem była bardzo wyrównana. Obaj dostawaliśmy wiele szans. Na początku sezonu tak nie było, startowałem z gorszej pozycji. Teraz mam zamiar jeszcze ciężej pracować po to, by tych minut było jeszcze więcej – mówił nam w styczniu. Przepracowany cały okres i walka na treningach się opłaciły. Być może dodatkowej motywacji dała mu wymarzona… zmiana stanu cywilnego. Wiosną zobaczyliśmy lepszego i skuteczniejszego Parzyszka. Role w ataku się zmieniły; to Papadopulos był zmiennikiem Piotra.

Pragnienie złota

Tak jak wspominaliśmy na początku, dorobek Parzyszka może nie powala na kolana. Sam postawił sobie cel zdobycie co najmniej 10 goli, ale… najważniejszy jest efekt końcowy. Napastnik w meczach robił dużo dobrego dla drużyny, często asystował lub absorbował uwagę obrońców, dzięki czemu bramki zdobywali inni. A gdy już trafiał, Piast dopisywał sobie kolejne punkty i z bardzo dobrego sezonu uczynił wyjątkowy. – Po 30. kolejce byliśmy na 3. miejscu z 7-punktową stratą do drugiego i pierwszego zespołu. Wszyscy wyrokowali, że wygra Lechia albo Legia, a my pokazaliśmy, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

Przez długi czas mówiliśmy, że nie myślimy o mistrzostwie, ale nie dało się od tego uciec, bo do gry weszła presja. Ale dzień przed meczem oglądałem filmiki, jak wyglądał Piast trzy lata temu, kiedy sięgnął po wicemistrzostwo i jak przed rokiem do ostatniego momentu walczył o utrzymanie. Po tym wszystkim już wiedziałem, że mecz finałowy to będzie nasz dzień – podkreśla Parzyszek, który będzie bardzo ważnym zawodnikiem gliwickiego klubu w kolejnym sezonie oraz w europejskich pucharach.

 

Na zdjęciu: Piotr Parzyszek to kolejny z piłkarzy, który przeszedł długą drogę do mistrzostwa Polski.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w Ekstraklasa