Dwie korony „Zszywanych”

Gdy w niedzielę Piast kończył mecz z Lechem i szykowano się w Gliwicach na wielką mistrzowską fetę, kilkadziesiąt kilometrów za naszą południową granicą w Ostrawie świętowali już piłkarze, szkoleniowcy i kibice Slavii Praga. Remis 0:0 z Banikiem zapewnił „Zszywanym” piąte mistrzostwo Czeskiej Republiki. W rozgrywanym równocześnie meczu w Libercu broniąca tytułu Viktoria Pilzno wygrała 2:0, miała trzypunktową stratę do prażan, ale nie mogła już ich wyprzedzić. W rundzie zasadniczej zajęła niższe miejsce od Slavii. Nagrodę za mistrzostwo otrzyma Slavia w niedzielę po ostatnim meczu sezonu – derbach ze Spartą.

Zatrzymani przez Lasztuvkę

Wielu czeskich komentatorów uważało, że o tytule zdecyduje dopiero ostatnia kolejka. Zastanawiająca niewiara w zespół, który w tym sezonie strzelił w lidze 77 goli, pokazał się z dobrej strony w Lidze Europy, dochodząc do ćwierćfinału, gdzie odpadł z Chelsea. Banik miał cztery kolejne porażki do zera. Gola nie zdobył także ze Slavią, która była bliższa zwycięstwa. Jednak na przeszkodzie stanął jej były bramkarz Jan Lasztuvka. – Jak nie stracicie gola ze Slavią, to wam pomaga bardziej uwierzyć w siebie. Lasztuvka był zawsze tam, gdzie powinien, urwaliśmy mistrzowi punkt. Może to będzie ten punkt, który zapewni nam 5. miejsce i udział w play-offie o Ligę Europy – stwierdził trener Banika Bohumil Panik. Nasi południowi sąsiedzi wprowadzili w swojej lidze pewną modyfikację w porównaniu do tego, co jest w naszej Ekstraklasie. Piąty zespół grupy mistrzowskiej zagra o Ligę Europy z najlepszym z miejsc 7-10.

Kontrowersje wokół stadionu

– Wiedzieliśmy, o co gramy, że wystarczy nam remis, ale nastawiliśmy się na zwycięstwo. Chcieliśmy strzelić gola jak najszybciej, zapewniając sobie spokój w grze. Nie udało się, a pod koniec meczu było nawet nerwowo. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Przed sezonem postawiliśmy sobie za cel dublet, teraz trzeba jeszcze zdobyć puchar – mówił po meczu uszczęśliwiony pomocnik Slavii Josef Huszbauer.

Trzy dni później oba zespoły spotkały się, w finale MOL Cup, czyli Pucharu Czech. Dla Banika bliżej było do Ligi Europy przez zdobycie pucharu, niż przez play-off w lidze, jednak faworytem finału była Slavia. Wokół miejsca finału powstał spór. Slavia nie chciała grać na Morawach (Ołomuniec), a Banik nie miał ochoty jechać do Czech (Teplice). Pomysł ze stadionem Sparty też upadł. Ostatecznie po raz trzeci finał zagrano w Ołomuńcu, gdzie w 2005 roku Banik jedyny raz zdobył puchar.

Barosz czerwony, sędzia uderzony

Kibice obu drużyn – delikatnie mówiąc – nie przepadają za sobą. Spodziewano się, że przyjedzie ich 8 tysięcy i mecz zakwalifikowano do „podwyższonego ryzyka”. W wyniku losowania Banik był gospodarzem finału, miał prawo wyboru stadionowego sektora i jego „fanouszkom” przypadła największa trybuna na stadionie – za bramką. Uznano to za… sukces Banika, ale na tym plusy się skończyły. W bramce nie było Lasztuvki, bronił Słowak Viktor Budinsky i pierwszy pokonał go Tomasz Souczek z karnego. Wykonuje je w tym sezonie bezbłędnie, to był piąty gol z „wapna”. – Nie było łatwo, naprzeciw bramkarz, a za nim kocioł kibiców Banika – przyznał reprezentacyjny pomocnik, który w tym sezonie zdobył 17 bramek.

Na rzut karny nerwowo zareagował rezerwowy Milan Barosz. Złamał daszek nad ławką i za niesportowe zachowanie zobaczył czerwoną kartkę. Po meczu jeden z sędziów obsługujących VAR został uderzony pięścią przez kibica w barwach Banika, upadł i odniósł obrażenia. – Jeszcze z czymś takim nigdy się nie spotkałem, w niższych ligach to się zdarza, ale nie takim poziomie – przyznał poszkodowany Peter Antoniczek.

Wsparcie Chińczyków

Wynik 2:0 ustalił Lukasz Masopust i był w siódmym niebie. – Trzykrotnie w ostatnich czterech latach schodziłem z boiska po finale w roli pokonanego. Już nie jestem ekspertem od drugich miejsc, nareszcie przerwałem pucharowe przekleństwo – cieszył się zawodnik, który zimą przyszedł do Slavii z Jablonca. Przegrywał finały z Libercem, Mladą Boleslav i przed rokiem ze… Slavią.

Od wejścia do klubu chińskiego kapitału Slavia zdobyła dwa mistrzowskie tytuły oraz dwukrotnie puchar. Zagra w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów i nawet jeśli jej się nie powiedzie, będzie miała zapewnione miejsce w fazie grupowej Ligi Europy. To oznacza zysk w wysokości 200 milionów koron.

 

Na zdjęciu: Reprezentant Czech, Tomasz Souczek, był w tym sezonie największym atutem Slavii.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ