Zobacz
Do góry

„Dzióła” życzy im zwycięstwa

Jakub Dziółka nie tak dawno zamieniał III-ligową Skrę na I-ligową GieKSę. Dziś te dwie ekipy powalczą ze sobą o punkty na trzecim poziomie rozgrywkowym – ale już bez jego udziału.

Życzę zwycięstwa obu zespołom. GKS-owi, bo długo nie wygrał u siebie. Skrze zaś, bo pierwszy raz zagra na Bukowej – mówi [Jakub Dziółka], były szkoleniowiec drużyny z Częstochowy i były drugi trener katowiczan.

Specyficznie, ale przyjemnie

– Nie wiem, czy któryś z zawodników Skry występował już przy Bukowej. Chyba tylko Rafał Brusiło, będąc jeszcze w Odrze Opole. To będzie może nie tyle przeżycie, co nowe doświadczenie dla chłopaków, którzy grają drugi sezon na centralnym szczeblu. Gra na tym stadionie jest specyficzna, trudna do opisania, ale przyjemna. Spodziewam się dobrego meczu, zwłaszcza że rozpocznie się o dobrej godzinie, bo 19.00. Na poziomie II ligi, taki wyjazd jak na GKS, to jest coś – nie umniejszając oczywiście innym zespołom. Mecze przy Bukowej czy na Widzewie, z tak dużymi markami, to w II lidze fajna sprawa – przekonuje Dziółka.

Choć teoretycznie częstochowianie powinni zawitać do Katowic w roli zdecydowanego kopciuszka, to rzeczywistość jest inna. GKS od ponad roku nie wygrał u siebie, a w sześciu meczach tego sezonu zgromadził 7 punktów – dokładnie tyle, ile Skra. – Każdy w GKS-ie zakładał zapewne, że zdobycz będzie większa. Życzę jak najszybszego zwycięstwa u siebie i punktowania. Wiemy, że nie tylko w Katowicach mają problemy, bo seryjnie nie wygrywa też Widzew. Nie znam dokładnie sytuacji przy Bukowej. Jak każdy klub, mają tu swoje problemy, sporo jest kontuzji – zwraca uwagę nasz rozmówca.

Bardzo dobra opcja

Dziółka zamienił Częstochowę na Katowice w przerwie zimowej sezonu 2017/18. Skra pod jego wodzą mknęła wtedy po awans do II ligi, GKS-owi marzyła się z kolei ekstraklasa. Dziś, w konfrontacji tych zespołów, zabraknie go na ławce którejkolwiek z drużyn. – Przez 1,5 roku zebrałem bardzo duże doświadczenie, na jakie – jako młody trener, na początku swej drogi – w Częstochowie nie mógłbym liczyć. Tam udało nam się stworzyć dobry zespół na warunki III ligi, teraz zawodnicy radzą sobie zresztą wyżej. Gdy GKS złożył mi ofertę pracy w roli drugiego trenera, była to bardzo dobra opcja. Drugi raz w życiu taka szansa mogłaby się nie nadarzyć.

Szybki cios i po meczu. GKS Katowice przegrywa w Łęcznej

Przez miesiąc byłem pierwszym trenerem, po rzutach karnych wyeliminowaliśmy Pogoń Szczecin z Pucharu Polski. Byłem w środku, mogłem decydować na takim poziomie o losach zespołu… W Skrze też zbierałbym doświadczenie, ale nieco inne – zaznacza 38-latek, który przy Bukowej pracował w sztabach Jacka Paszulewicza i Dariusza Dudka. Odszedł po spadku z I ligi. – Nie mogę mówić o zadrze. W pierwszym dniu pracy dyrektora Góralczyka przeprowadziliśmy rozmowę i usłyszałem decyzję, że nie będzie mnie w sztabie. Trzeba było to uszanować – mówi.

Siły na zamiary

Po jego odejściu ze Skry, stery w zespole przejął dotychczasowy II trener, Paweł Ściebura. Można powiedzieć z przymrużeniem oka, że uczeń przerósł mistrza. Ściebura dokończył dzieła i wprowadził drużynę do II ligi, w świetnym stylu utrzymał się tam w niej, w międzyczasie został przyjęty do Szkoły Trenerów PZPN na (wciąż elitarny) kurs na licencję UEFA Pro, która umożliwi mu pracę na najwyższym szczeblu. Uchodzi w niej za zdolnego trenera. – Znamy się bardzo długo, rozmawiamy po kilka razy w miesiącu, wymieniamy się uwagami. Kibicuję Pawłowi.

Jest z Częstochowy, przez długi czas mieszkał niedaleko stadionu Skry, wcześniej długo pracował w klubie z młodzieżą. Teraz pierwsza drużyna to już jego projekt. Obaj zawsze przykładaliśmy dużą wagę do organizacji gry w defensywie. Ktoś może zarzucać, że Skra tylko się broni i broni, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Poprzedni sezon pokazał, że defensywą można zdobywać punkty w II lidze. Tak też funkcjonowaliśmy w moim ostatnim półroczu w III lidze, tracąc w 17 meczach tylko 6 goli. Linia obrony się od tamtej pory zmieniła, ale pewien wpajany system pracy pozostał. Paweł pracuje też nad ofensywą. Może kilka lat temu nie myślał o karierze w seniorskim futbolu, ale teraz nadarza się ku temu okazja. Rzetelnie wykonuje swoje obowiązki, by kiedyś trafić ze Skry do innego klubu. Choć… myślę, że i w tej chwili jest zadowolony – mówi Jakub Dziółka.

W A-klasie i ekstraklasie

Były rosły defensor pozostaje dziś bez zatrudnienia na szczeblu centralnym. Pomaga klubowi z miasta, w którym mieszka, czyli Górnikowi 09 Mysłowice, występującego w klasie A. – Próbujemy w gronie kilku osób podnieść go nie tyle z kolan, co z pozycji leżącej. Chcemy doprowadzić do dobrego stanu miejski stadion. Jest grupa ludzi inwestująca czy to własne środki, czy też czas i pracę. Sądzę, że Mysłowice potrzebują sportu. Pomagam zespołowi jakoś funkcjonować w tej A-klasie. Prowadzę treningi i mecze. Nie wstydzę się tego, pracę szkoleniowca zaczynałem przecież od A-klasowego MKS-u Myszków. Pierwsze spotkanie wygraliśmy z Grunwaldem Halemba. Wynik – jak to w tej lidze, 5:3. Było widowisko, ładne bramki, na YouTube robią podobno furorę.

Trzy tygodnie temu mieliśmy na treningach 7-8 zawodników, teraz jest ich już 24. Robimy coś z pasji. Trenerem jest się zarówno w A-klasie, jak i ekstraklasie. Tak do tego podchodzę – przyznaje Dziółka, który chciałby dostać się na przyszłoroczną edycję kursu UEFA Pro. – By było to możliwe, trzeba mieć pracę na poziomie minimum III-ligowym. To jest mój cel – podkreśla.

 

Na zdjęciu: Przez 1,5 roku pracy przy Bukowej Jakub Dziółka (z lewej) miał okazję witać się z wieloma topowymi trenerami, jak np. Kosta Runjaic z Pogoni Szczecin.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 
ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze