Zobacz
Do góry

Energa Basket Liga. Toruński walec

Niepokonany w play-offie Polski Cukier Toruń i obrońca tytuły Anwil Włocławek rozpoczynają dzisiaj grę o złoto. Stawką jest nie tylko mistrzostwo Polski, ale i miejsce w Lidze Mistrzów FIBA.

Finałowa batalia faworyta nie ma. Polski Cukier, drugi po sezonie zasadniczym, ma atut własnego parkietu. Miał też zdecydowanie więcej czasu na odpoczynek i przygotowania. Torunianie w półfinale bardzo szybko, bo zaledwie w trzech spotkaniach, ograli Stelmet Enea BC Zielona Góra. Z kolei Anwil stoczył pasjonującą walkę z Arką Gdynia, zakończoną dopiero po pięciu starciach. I w tym ostatnim obrońcy mistrzowskiego tytułu pokazali, że gra na obcym parkiecie nie jest dla nich problemem. Decydujące spotkanie rozstrzygnęli na swoją korzyść w Gdyni. Dodajmy, że rywalizację rozpoczęli od porażek w dwóch pierwszych meczach, a wcześniej przegrali z gdynianami oba starcia w sezonie zasadniczym i w Pucharze Polski.

Nowe otwarcie

– Tamte mecze nie miały żadnego znaczenia. Play off to nowe otwarcie. Od samego początku wierzyliśmy w sukces. Potwierdziło się, że nieważne jak zaczynasz, ale jak kończysz – powiedział Szymon Szewczyk, środkowy Anwilu. – Wiemy jak dużo nas kosztowało, by znaleźć się w finale, ale nie spoczywamy na laurach. Bronimy tytułu i pomimo braku atutu własnej hali, zrobimy wszystko, aby wygrać tę rywalizację – dodał Kamil Łączyński, rozgrywający ekipy z Włocławka.

Wyeliminowanie Arki z pewnością dodało włocławianom pewności siebie. Zaimponowali też przygotowaniem fizycznym. Mało kto jest w stanie przeciwstawić się obwodowym Aaronowi Broussardowi, Chase’owi Simonowi oraz Ivanovi Almeidzie. Każdy z nich mierzy ponad 190 cm i świetnie prezentuje się w grze jeden na jeden. Dla torunian ich zatrzymanie będzie kluczowe. Czy jest to możliwe? Michael Umeh i Łukasz Wiśniewski spisują się dobrze, ale przede wszystkim w ofensywie. W obronie może im brakować centymetrów i przede wszystkim atletyczności. Za Anwilem przemawia również większe doświadczenie. Po raz 11 wystąpi w finale. Dwa razy wywalczył mistrzostwo kraju, w 2003 roku i w poprzednim sezonie. Dla torunian natomiast to drugi finał w historii klubu. Pierwsze podejście było nieudane. Przed dwoma laty przegrali ze Stelmetem.

Tym razem drużyna jest zdecydowanie silniejsza. Przez play-off przeszła jak burza, do zera ogrywając Kinga Szczecin i Stelmet Enea BC Zielona Góra. Zwłaszcza półfinałowa wiktoria zrobiła ogromne wrażenie. – Liczyliśmy na mocną grę i taka była do ostatniego meczu. Przeanalizowaliśmy całą drużynę Stelmetu, widzieliśmy jak gra i przede wszystkim musieliśmy walczyć. Pokazaliśmy charakter. Mam nadzieję, że to dopiero przedsmak tego, co pokażemy w finale – stwierdził Damian Kulig, skrzydłowy Polskiego Cukru, który do zespołu dołączył w trakcie rozgrywek, po rozwiązaniu umowy w Turcji, i od razu stając się jego znaczącą postacią. – Dla mnie to super sprawa, że po powrocie do kraju od razu mam szansę gry o mistrzostwo Polski – dodał.

Polska Liga Koszykówki. Siła w zespole

Zagrają osłabieni

Oba zespoły do decydującej rozgrywki przystąpią osłabione. W Anwilu brakuje Josipa Sobina, w Polskim Cukrze Przemysława Karnowskiego. Torunianie mają go kim zastąpić. W strefie podkoszowej są bardzo silni. Są Kulig, Krzysztof Sulima, Aaron Cel i Cheikh Mbodj. Kontuzja Sobina natomiast mocno pokrzyżowała plany Igorowi Miliciciowi, trenerowi włocławian, który musiał zmienić ustawienie. Na razie przyniosło to efekt, bo gra jego zespołu jest trudniejsza do odszyfrowania. Z drugiej strony zarówno Stal Ostrów Wlkp., jak i Arka nie dysponowały tak wszechstronnymi podkoszowymi, jak Polski Cukier. Z nimi już tak łatwo nie będzie.

W konfrontacjach finalistów w trakcie sezonu zasadniczego wygrywali goście. Polski Cukier w październiku zwyciężył we Włocławku 79:76, a w styczniu przegrał w Toruniu 80:89.

– To będzie z pewnością ciekawa rywalizacja. Postaramy się wykorzystać wszystkie nasze atuty, a jeżeli gramy zespołowo, to możemy wygrać z każdym – ocenił Kulig.

Przegrani z półfinałów, czyli Arka i Stelmet Enea BC, rozegrają dwa spotkania o brązowy medal (31 maja w Zielonej Górze i 3 czerwca w Gdyni). Liczy się bilans zwycięstw, a w przypadku remisu – różnica małych punktów.

 

Na zdjęciu: Jarosław Zyskowski (w środku) i jego koledzy stracili sporo sił w drodze do finału. Czy im ich wystarczy na decydującą walkę z Polskim Cukrem?

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze