Zobacz
Do góry

Erik Janża, czyli Słoweński motor w Górniku

To w dużej mierze dzięki jego dobrej grze Górnik pokonał 1:0 Raków i jest w czołówce ligowej tabeli. Erik Janża to piłkarz o wielkich możliwościach.

W 63 minucie spotkania słoweński lewy obrońca zdecydował się na kolejny sprint do przodu. Otrzymał piłkę i nie zastanawiając się, kropnął ją w kierunku pola karnego rywala.

Nie wie czy strzelał

Pytamy piłkarza czy w tej sytuacji dośrodkowywał czy raczej strzelał? – Nie wiem czy było to dośrodkowanie czy strzał (śmiech). Chciałem posłać mocną piłkę w pole karne rywala. Boisko było mokre, padało. Miałem czy mieliśmy szczęście. Piłka odbiła się o nogi przeciwnika i wpadła do siatki – komentuje samobójcze trafienie Igora Sapały.

W meczu z częstochowianami 26-letni Janża, który latem podpisał z górniczym klubem 2-letni kontrakt, zasłużył na najwyższe noty w zespole. Od „Sportu” dostał wysoką notę „8”. Wobec niewidocznych na skrzydłach Davida Kopacza czy Jesusa Jimeneza, to on brał na swoje barki ciężar gry w ofensywie, przynajmniej w bocznych sektorach boiska.

– Taki był plan na to spotkanie. Trener dobrze przygotował nas taktycznie. Wiedzieliśmy, że Raków zagra piątką pomocników w środku, że zagęści tą strefę. Trochę zmieniliśmy więc swój styl, swoją taktykę. Co do mnie, to lubię biegać, lubię grać do przodu i mieć możliwość uderzenia czy dośrodkowania na bramkę rywala. To moje zadanie – ocenia.

Wymagający rywal

Janża mocno przyczynił do drugiej wygranej zabrzan w bieżących rozgrywkach. Przyznaje jednak, że łatwo nie było.

– To było bardzo ciężkie spotkanie. Raków okazał się bardzo trudnym i wymagającym rywalem. Grali agresywnie, wysokim pressingiem. My swoje sytuacje stwarzaliśmy po szybkich kontratakach. Wszystko mogło się różnie potoczyć, bo było to bardzo otwarte spotkanie. Bóg był jednak po naszej stronie. Przypomnę, że wcześniej z Wisłą w Krakowie przegraliśmy po trafieniu rywala w ostatniej sekundzie. W meczu z Rakowem szczęście było jednak po naszej stronie. Taki jest jednak futbol. Ja cieszę się ze zwycięstwa i ze swojej gry w tym spotkaniu. To był dobry mecz w moim wykonaniu, choć w defensywie miałem problemy – przyznaje.

Wygrana po samobójczej

Pytany o beniaminka z Częstochowy Słoweniec odpowiada. – Nie ma znaczenia czy jest to zespół z tej czy innej ligi. Dziś każdy jest w stanie biegać, walczyć. Raków pokazał, że potrafi grać. Są dobrze zorganizowani, potrafią grać piłką. Do tego niebezpieczne stałe fragmenty gry, po których kreują sobie sytuacje. Oczekiwaliśmy jednak tego, że tak będzie – podkreśla.

Kogut od pana Stasia

Po meczu, od kibica numer 1 Górnika, pana Stanisława Sętkowskiego otrzymał dorodnego koguta, cenione przez piłkarzy z Zabrza wyróżnienie za dobrą grę. – Co z nim zrobię? Zjem. To miłe wyróżnienie – mówił po meczu z uśmiechem słoweński obrońca. Podczas meczu z Rakowem Janża miał niecodziennego kibica. Był nim 3-letni synek zawodnika Kian. – Po raz pierwszy był na spotkaniu i jest bardzo zadowolony, bo lubi futbol – mówi tata malca.

Po czterech kolejkach zabrzanie mają na swoim koncie 7 punktów i są w czołówce ligowej tabeli. – Nie jest to najgorszy wynik, ale mogło być jeszcze lepiej. Jak popatrzymy na mecz z Wisłą w Płocku, to myślę, że mogło tam być lepiej niż remis. Także wyjazdowy mecz w Krakowie z Wisła mógł się skończyć znacznie korzystniejszym rezultatem dla nas. Co jednak jest na naszym koncie, to jest. Mogło być lepiej, ale nie ma co narzekać. Dalej trzeba ciężko pracować i starać się, żeby było jeszcze lepiej – zaznacza Janża.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze