Eugeniusz Lerch zaprasza na kolejkę: Jestem cały happy, że wraca liga!

Rozmowa z legendą Ruchu Chorzów i ROW-u Rybnik, strzelcem 107 goli w ekstraklasie.


Cieszy się pan z powrotu ligowej piłki?

Eugeniusz LERCH: – Jestem bardzo zadowolony. Ostatnio regularnie oglądam Bundesligę i nie ukrywam, że tęskniłem za piłkarskimi emocjami. Widać, że wraz z liberalizacją tych wszystkich obostrzeń nastąpił stopniowy powrót normalności. Jedyne czego będzie można żałować to brak publiczności na trybunach.

Henryk Kasperczak i Hubert Kostka twierdzą, że granie bez kibiców nie ma wielkiego sensu. Jak pan na to patrzy?

Eugeniusz LERCH: – Nie da się ukryć, że przy pełnych trybunach gra się znacznie lepiej i dla zawodników czy trenerów ma to wielkie znacznie. Kibice tworzą atmosferę i pomagają. Szkoda że nie ich nie będzie, ale prezes Boniek stara się u premiera Morawieckiego, by wkrótce się to zmieniło i doping z trybun był prowadzony. Z drugiej strony trzeba zrozumieć stanowisko władz, które się obawiają, że coś złego może się wydarzyć. Tęsknię za meczami i wczuwam się w rolę zawodników, których ciągnie na boisko. Jestem cały happy, że wszystko się zaczyna. Żałuję tylko, że mój Ruch nie może dalej grać. Szkoda że nie zdecydowano się na kontynuowanie rozgrywek w III lidze.

W jednym z ciekawszych meczów 27. kolejki Piast podejmuje Wisłę. Kto jest faworytem?

Eugeniusz LERCH: – Wisła przed przymusową przerwą grała dobrze, była mocna, ale z drugiej strony mój dobry kolega Waldek Fornalik w Gliwicach robi doskonałą robotę. To bardzo dobry trener. W tym zestawie stawiam na Piasta.

Mistrz ma 8 punktów straty do Legii. Gliwiczanie będą w stanie odrobić taki dystans?

Eugeniusz LERCH: – Będzie im trudno, ale w naszej lidze wszystko jest możliwe. Legia wygrała ostatnio w Pucharze Polski, jest mocna, a strata jest spora. Piast musiałby wszystko wygrywać u siebie i punktować na wyjazdach. Myślę, że gra bez publiczności nie będzie dla niego problemem. Swego czasu już to przerabiał i szło mu bardzo dobrze.

W innym z najciekawszych meczów Lech gra u siebie z Legią. Na kogo pan stawia?

Eugeniusz LERCH: – Poznaniacy są w stanie wygrać. Jeśli dopięliby swego, to dla Piasta i innych drużyn z czołówki otworzyłaby się szansa na skuteczny pościg. W Lechu stawia się na młodych chłopaków, co bardzo mi się podoba. Wspiera ich napastnik Gytkjaer, a to dobry zawodnik, którego stać na kolejne bramki, dzięki którym zespół będzie wygrywał.

Eugeniusz Lerch
Marcin Bulanda/PressFocus

W ogonie tabeli wloką się Korona, Arka i ŁKS. Czy tak już pozostanie?

Eugeniusz LERCH: – Na pewno wszystkie trzy drużyny będą dramatycznie walczyły, by pozostać w ekstraklasie. W Koronie jest zamieszanie, ale życzę jej dobrze, bo szefuje jej mój dobry kolega, Krzysiek Zając.

Czy Igor Angulo ma szansę na obronę korony króla strzelców?

Eugeniusz LERCH: – Łatwo mu nie będzie, bo wspomniany Gytkjaer regularnie trafia do siatki. Hiszpan na pewno kilka bramek zdobędzie, ale trudno mi powiedzieć czy dogoni Duńczyka. Życzę mu jak najlepiej, bo fajnie się w Górniku prezentuje.


Przeczytaj jeszcze: Wielki pech kapitana gliwiczan


36-letniemu Angulo, jak wielu innym graczom, z dniem 30 czerwca kończy się kontrakt. Przedłużyłby pan z nim umowę?

Eugeniusz LERCH: – Sam grałem do 37. roku życia, a karierę kończyłem w Polonii Melbourne. Liga australijska nie była taka słaba, a reprezentacja z tego kraju występowała w mistrzostwach świata. Potem ustawiałem nieco z tyłu, byłem grającym trenerem, ale również – strzałami z dystansu – potrafiłem trafiać do siatki. 36 lat to nie jest jeszcze wiek do wieszania butów na kołek, szczególnie teraz, gdy odnowa biologiczna, a co za tym idzie możliwości regeneracji są na naprawdę wysokim poziomie. Czy przedłużyłbym umowę z Angulo? Pewnie tak, bo jest on dobrym duchem zespołu, bez wątpienia ma na niego pozytywny wpływ i – co najważniejsze – potrafi strzelać gole. Decyzja należeć jednak będzie do samego zawodnika i działaczy Górnika.

Na zdjęciu: Mecze Piasta z Wisłą Kraków zawsze dostarczają sporych emocji. Nie inaczej będzie pewnie w sobotę.

Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Komentarze