Zobacz
Do góry

Znakomity początek mistrzostw Europy U21. Polacy zgarniają trzy punkty w meczu z Belgią

Zaczęło się od przewagi i gola dla Belgii, ale później drużyna Czesłąwa Michniewicza pokazała charakter i wygrała pierwszy w historii polskiej piłki mecz w finałach MME.

Robert Gumny, który był etatowym prawym obrońcą w zespole Czesława Michniewicza, rozchorował się – problemy żołądkowe. Z tego tytułu w wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce dla Karola Fili. Generalnie trener nie zaskoczył specjalnie składem, choć pewne wątpliwości mogło budzić ustawienie naszego zespołu na mecz Polska – Belgia. Na papierze wyglądało na 4-3-3, choć przecież w wyjściowej jedenastce znalazł się tylko jeden nominalny napastnik, czyli Dawid Kownacki. Michniewicz zrezygnował z klasycznego lewoskrzydłowego. Postawił na trzech środkowych pomocników, a tercet ten stanowili Patryk Dziczek i Szymon Żurkowski, co nie było żadnym zaskoczeniem, a także Filip Jagiełło. Na prawym skrzydle mecz rozpoczął Konrad Michalak, co było do przewidzenia. A bliżej lewej strony operował Sebastian Szymański.

 

Podeszli zbyt luźno

Poza absencją Gumnego pozostałą zagadką w defensywie było to, na których środkowych obrońców zdecyduje się selekcjoner. Pod uwagę brane były trzy nazwiska, na dwie pozycje, i ostatecznie na ławce rezerwowych mecz rozpoczął Paweł Bochniewicz. Parę stoperów stanowili zatem Mateusz Wieteska i Krystian Bielik.

I nie ulega wątpliwości, że drugi z wymienionych zawalił w 16 minucie spotkania. Belgowie zaczęli nad nami dominować, ale wcale nie musieli strzelić bramki. Lewą stroną, wobec wyraźnego spóźnienia Fili, urwał się Isaac Mbenza. Który następnie zagrał w tempo do Aarona Iseki Leyi. Ten zaś wyskoczył zza pleców Wieteski i subtelnie strącił piłkę prawą stopą w kierunku dalszego słupka. Kamil Grabara był bez szans i Belgowie objęli prowadzenie.

Strzeloną bramkę młode „Czerwone diabły”, grające na żółto, celebrowały w sposób zupełnie luźny i takie usposobienie udzieliło im się w dalszej części pierwszej połowy. Nasi z kolei, zupełnie przestraszeni i ewidentnie zdenerwowani, w miarę upływu czasu zaczęli grać coraz lepiej. Obrońcy zaczęli przemieszczać się bardziej dynamicznie i coraz częściej piłka znajdowała się w naszym posiadaniu. Ale czy zanosiło się na wyrównującego gola? Absolutnie nie. Dlatego brawa dla Szymona Żurkowskiego.

Miał to obronić

„Zupa” postanowił uderzyć z ok. 25 metrów i trzeba przyznać, że nie była to próba najprzedniejszej urody. Mało tego, okazało się bowiem, że futbolówka zmierza do siatki po ziemi. Lekko podskakiwała i zdaje się, że właśnie to wpłynęło na nieudaną interwencję belgijskiego bramkarza. Który powinien to obronić, ale nie obronił i odrobiliśmy straty. Od tego momentu nasz zespół uwierzył w siebie i zaczął przeważać, co na początku spotkania było nie do pomyślenia. Do przerwy mogliśmy prowadzić, ale niezłej sytuacji bramkowej nie wykorzystał Dawid Kownacki.

Co nie udało się przed przerwą, udało się przy pierwszej nadarzającej się okazji na początku drugiej odsłony. Z rzutu rożnego w pole karne piłkę dostarczył Filip Jagiełło. W szesnastce najwyżej poszybował Krystian Bielik, który uderzył głową do ziemi i takie rozwiązanie okazało się skuteczne.

Belgowie stali bowiem niczym zahipnotyzowani i żaden z nich nie był w stanie zapobiec utracie bramki. Piłka zmierzała w okienko, odbiła się jeszcze od słupka, i wpadła do siatki, ku sporemu zaskoczeniu zawodników obu stron. Wydawało się, że następnie przeciwnik ruszy do ofensywy i zepchnie nasz zespół pod własne pole karne. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Tytaniczną pracę w środku pola wykonywali Patryk Dziczek i Szymon Żurkowski. Zresztą ten ostatni błysnął w ofensywie raz jeszcze.

Szymański nie miał wyjścia

W 79. minucie spotkania akcję zaczepną naszego zespołu zainicjował prawą stroną aktywny w tym spotkaniu Konrad Michalak. Zagrał do Żurkowskiego właśnie, który fenomenalnie minął belgijskiego obrońcę, a następnie dopisało mi trochę szczęścia. Zagrał bowiem piłkę w taki sposób, że ta przeleciała między nogami rywala i Sebastian Szymański nie miał wyjścia. Musiał umieścić futbolówkę w siatce. O dwóch bramkach przewagi na nieco ponad 10 minut spotkania nie marzyli nawet najwięksi optymiści. Rywale, w zasadzie, nie sprawiali nam problemów, ale aby nie było zbyt spokojnie kłopoty sprawiliśmy sobie sami. Rozgrywający kapitalny mecz Bielik fatalnie podał do tyłu i przed utratą bramki uratował nas Wieteska. Belgowie wykonywali jednak rzut rożny. Nasi defensorzy zaspali i Dion Cools zmniejszył straty. W ten sposób doszło do nerwowej końcówki i Kamil Grabara miał pełne ręce roboty.

Polski bramkarz, w pięknym stylu, wybronił jeden strzał, a następnie modelowo poradził sobie z kilkoma dośrodkowaniami. Rywal postawił wszystko na jedną kartę, ale nie udało mu się doprowadzić do wyrównania. W ten sposób młodzieżowa reprezentacja Polski, po raz pierwszy w historii, wygrała mecz w turnieju finałowym mistrzostw Europy! Dokonała tego w miejscu dla nas zupełnie symbolicznym, bo właśnie w Reggio Emilia, 222 lata temu, po raz pierwszy zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Według rękopisu Józefa Wybickiego zwrotka rozpoczynająca się od słów „Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę”, była trzecią w kolejności. Teraz jest drugą, a nasi wczoraj – wprawdzie – nie sforsowali żadnej z wielkich polskich rzek. Ale Belgię przeszli!

Zobacz jeszcze: Nasz belgijski szpieg

Nasz belgijski szpieg

 

Polska – Belgia 3:2 (1:1)

0:1 – Leya (16),
1:1 – Żurkowski (26),
2:1 – Bielik (52),
3:1 – Szymański (79),
3:2 – Cools (84).
Sędziował Istvan Kovacs (Rumunia). Żółte kartki: Bielik, Grabara, Jóźwiak – Faes, Lukebakio.
POLSKA: Grabara – Fila, Wieteska, Bielik, Pestka – Jagiełło (88. Bochniewicz), Dziczek, Żurkowski – Michalak (90+2. Jóźwiak), Kownacki, Szymański. Trener Czesław MICHNIEWICZ.
BELGIA: Jackers – Cools, Faes, Cobbaut, De Norre (80. Amuzu) – Mbenza (90. Saelemaekers), Mangala, Heynen, Lukebakio – Leya (63. Verschaeren) Schrijvers. Trener Johan WALEM.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w piłka nożna