GKS 1962 Jastrzębie. Replay sprzed trzech lat

Arka Gdynia z GKS-em Jastrzębie „bawiła się” jak na treningu.


Bez obrazy, ale jeszcze przed rozpoczęciem poniedziałkowego spotkania GKS-u Jastrzębie z Arką Gdynia nie miałem problemu ze wskazaniem zwycięzcy. Jedyną zagadką były dla mnie rozmiary wygranej gości, ale w najczarniejszych snach nie przewidziałem straty aż pięciu goli przez gospodarzy. Wcześniej taką klęskę jastrzębianie ponieśli 17 listopada 2018 roku, gdy na Stadion Miejski przy ulicy Harcerskiej przyjechał Raków Częstochowa. Wtedy honorowego gola dla GKS-u zdobył Kamil Szymura, korygując wynik na 1:2. Dla zespołu z Częstochowy dwie bramki zdobyli Tomasz Petraszek i Maciej Domański, jednego gola dołożył Miłosz Szczepański.

Ale zostawmy historię, skupmy się na teraźniejszości. Nie ma sensu owijać w bawełnę, chociaż wynik meczu GKS-u Jastrzębie z Arką był bardzo wysoki, to naoczni obserwatorzy nie mogą mieć wątpliwości, że był to najniższy wymiar kary dla gospodarzy. Były piłkarz tej drużyny Maksymilian Czenczek, którego spotkałem na koronie stadionu po zakończeniu meczu, użył jednego, ale bardzo trafnego słowa: „Tragedia”.

Dominację Arki potwierdzają statystyki. Posiadanie piłki: 65%-35%, strzały celne: 7-5, strzały niecelne: 9-4, rzuty rożne: 6-5. Trener gdynian Dariusz Marzec na konferencji prasowej nie ukrywał zadowolenia. – Przyjechaliśmy tutaj po trzy punkty i udało nam się zrealizować nasz plan – powiedział.

– Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Były momenty w meczu, gdzie przeciwnik – tak to trzeba powiedzieć – napsuł nam krwi, ale patrząc na cały mecz byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym. Dziękuję chłopakom za zaangażowanie i za walkę, bo wiedzą, jaki mamy cel. Jastrzębie prowadzi mój bardzo dobry kolega Jacek Trzeciak i pozostaje mi życzyć mu powodzenia. Oby nazbierał jak najwięcej punktów, by na końcu nie miał problemów z utrzymaniem.

Szkoleniowiec gospodarzy był przybity nie tylko wynikiem, ale przede wszystkim postawą swojego zespołu.

– Mecz z Arką można skomentować jednym zdaniem – dopisali tylko kibice, którzy od początku do samego końca byli z nami – powiedział Jacek Trzeciak.

– Nie obrzucali nas wyzwiskami i za to należy im się szacunek, bo powstrzymywać się przed przekleństwami w dzisiejszym meczu było dużą sztuką.

Widząc oszczędność trenera, postanowiłem zadać mu kilka pytań. Pierwsze dotyczyło kontuzji Dominika Kulawiaka.

– Prawdopodobnie kontuzja jest bardzo groźna, ale na tę chwilę nie znamy konkretów. Nie, to nie jest złamanie nogi, prawdopodobnie więzadła w kolanie.

Kolejne pytanie: Dlaczego zaczęliście śmielej atakować dopiero po stracie trzeciego gola? Bo Arka przestała wtedy grać?

– Myślę, że tak. Arka stworzyła dzisiaj, podobnie zresztą jak we wcześniejszych spotkaniach, mnóstwo sytuacji. Wtedy ich nie wykorzystywała i wtedy mecz przegrywała, albo remisowała. Z nami prawie wszystko im wychodziło, nie byliśmy w stanie w żaden sposób na to zareagować.

W rozmowie ze mną przed tym meczem powiedział pan, że gdynianie średnio stwarzają piętnaście takich okazji w meczu.

– Dzisiaj było podobnie, ale wykorzystali pięć z nich. Mogli wykorzystać jeszcze kilka kolejnych. Poszliśmy va banque, na 20 minut przed zakończeniem meczu zrobiliśmy trzy zmiany. Strzeliliśmy gola, ale jednocześnie straciliśmy zawodnika i do końca musieliśmy grać w dziesiątkę. To było czekanie na wyrok.

Nie ukrywajmy, rozmiary porażki z Arką są dołujące, W najbliższych dniach najważniejsza będzie odbudowa psychiczna zawodników?

– Dołujące były nasze wcześniejsze wyniki, bo na pewno nie gra. Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział, że nasza gra była zła. Gdyby nie złe wybory, mogliśmy w I połowie dzisiejszego meczu strzelić bramkę. Praca nad mentalnością będzie najważniejsza, bo to różnica, czy przegrywasz 0:1, czy 1:5. Nie można zapominać o stylu porażki. Grasz dobrze, popełniasz pięć błędów i tracisz tyle bramek. W poprzednich meczach zdarzało się, że przeciwnicy strzelali dwa razy na naszą bramkę i zdobywali dwa gole. Mogliśmy to podciągnąć pod przypadek. Z Arką straciliśmy pięć bramek, a ponadto gdynianie swobodnie stwarzali sytuacje do strzelenia kolejnych, wręcz jak na treningu.

W przypadku GKS-u Jastrzębie w poniedziałek jedynym pozytywem była obecność na trybunach wychowanków Centrum Wsparcia Dziecka i Rodziny „Przystań” i „Ostoja” z Pszczyny oraz Domu Dziecka w Cieszynie, które skorzystały z zaproszenia klubu z Harcerskiej.


Na zdjęciu: Dominik Kulawiak (drugi z prawej) mecz z Arką Gdynia zakończył przedwcześnie z powodu bardzo groźnej kontuzji.

Fot. Łukasz Sobala/PressFocus



Komentarze