Zobacz
Do góry

GKS 1962 Jastrzębie. Równać do Liverpoolu

Piłkarzom GKS-u 1962 Jastrzębie chóralny śpiew wychodzi równie dobrze jak gra na boisku.

Po środowym sparingu z GKS-em Bełchatów (4:4) piłkarze GKS-u 1962 Jastrzębie nie mieli wolnego wieczoru. Mieli do wyboru albo siatkonogę, albo zajęcia na siłowni. Jednym z tych, którzy poszli „przerzucać ciężary” był obrońca Dawid Gojny.

– Wbrew pozorom nie byłem jedynym zawodnikiem, który ćwiczył na siłowni – zapewnia „Gojo”.

– Jest nas duża grupa, która wybrała taką formę „odpoczynku”. Czy graliśmy z Bełchatowem w hokeja? Ktoś, kto spojrzałby tylko na suchy wynik, mógłby odnieść takie wrażenie, ale zaręczam, że to był mecz piłki nożnej. Dodam jeszcze tylko, że przeciwnik do przerwy wykorzystał praktycznie wszystkie dogodne sytuacje do zdobycia gola, które miał. Do tej pory jestem wkurzony na siebie, bo te bramki strzelił zawodnik, który grał na mojej stronie boiska. Nie wszystkie te bramki mam na sumieniu, ale mimo to źle się z tym czuję. Dobrze, że w drugiej połowie koledzy zdołali doprowadzić do remisu. Wynik 4:4 przecież zawsze lepiej wygląda niż 1:4, prawda?

Nie sposób odmówić racji obrońcy GKS-u 1962 Jastrzębie, ale strata aż czterech bramek chluby drużynie nie przyniosła. Co zatem szwankowało w grze podopiecznych trenera Jarosława Skrobacza?

– Wydaje mi się, że po stracie przez nas piłki przeciwnik zbyt łatwo dochodził do pozycji strzeleckich – stawia diagnozę Dawid Gojny.

– Trudno było ich zatrzymać, nie potrafiliśmy zablokować ich podań i strzałów. Być może gdyby „Fara” strzelił drugą bramkę, a miał ku temu okazję, mecz ułożyłby się inaczej. Na szczęście był to tylko sparing, a nie mecz ligowy. Daliśmy z siebie wszystko, chociaż z drugiej strony musieliśmy pewne rzeczy ukryć, by za dwa tygodnie w lidze zaskoczyć czymś drużynę z Bełchatowa. Na dokładną analizę tego spotkania i popełnionych przez nas błędów przyjdzie jeszcze czas. Trenerzy Łukasz Włodarek i Jan Woś w piątek powinni mieć już gotowy materiał do analizy.

Jastrzębianie tej zimy po raz drugi zawitali do ośrodka w Rybniku-Kamieniu. Czym się różni obecne zgrupowanie od poprzedniego obozu?

– Obecne zgrupowanie jest mniej intensywne od poprzedniego, co wcale nie znaczy, że przyjechaliśmy tutaj do sanatorium – zapewnia Dawid Gojny. – nadal pracujemy solidnie, lecz wówczas treningi były znacznie cięższe. Do południa mamy ciężki trening, po południu lżejszy, bo jesteśmy już na etapie łapania świeżości. Dużo czasu spędzamy na odnowie biologicznej, a co drugi dzień mamy analizę. Oglądamy nie tylko swoje mecze, lecz staramy się oglądać w akcji i uczyć od najlepszych. W tej chwili na topie jest Liverpool, najlepszy w tej chwili zespół nie tylko w Europie. Chcielibyśmy grać tak jak oni, to znaczy w podobnym stylu. Oglądamy też inne czołowe drużyny europejskie, lecz najwięcej angielskich.

We wtorek urodziny obchodził pomocnik Farid Ali. Jaki prezent otrzymał od kolegów?

– W trakcie kolacji zaśpiewaliśmy mu sto lat – wyjaśnia Dawid Gojny.

– Musiało wypaść bardzo dobrze, bo panie kelnerki zaproponowały nam występy w chórze w kościele w Kamieniu (śmiech). „Fara” natomiast poczęstował nas tortem, a potem dołożył malutki „bonusik”. Nie wszyscy jednak z niego skorzystali, chociaż wyglądał naprawdę kusząco.

Podczas zgrupowania w Kamieniu cały czas indywidualnie trenuje prawy obrońca Dominik Kulawiak. W piątek ma wyjść na boisko, lecz wątpliwe, by zagrał w sobotnim sparingu z Garbarnią Kraków. W grze kontrolnej z GKS-em Bełchatów napastnik Kamil Adamek dostał „korkami” w piszczel i musiał przedwcześnie opuścić boisko.

– Będzie żył – zauważył filozoficznie drugi trener, Jan Woś.

Na zdjęciu: Dawid Gojny zapewnia, że w meczu ligowym jego drużyna zamierza zaskoczyć ekipę z Bełchatowa.

Komentarze