Zobacz
Do góry

GKS Katowice. Coraz więcej w nim Polaka

Jeździ autem z kierownicą po prawej stronie, myśli po angielsku i w tym też języku swobodniej się porozumiewa. Trochę tęskni za londyńskim zgiełkiem, ale coraz lepiej czuje się w naszym kraju. Dawid Rogalski to w tym sezonie najlepszy strzelec GKS-u Katowice.

Jeśli GieKSa awansuje w tym sezonie do pierwszej ligi, sukces ten będzie miał w sobie pierwiastek brytyjski. Coraz mocniejszą pozycję przy Bukowej wypracowuje sobie Dawid Rogalski. Napastnik o dwóch paszportach – polskim i angielskim – z dorobkiem sześciu goli jest dziś najlepszym strzelcem katowickiego zespołu.

Atmosfera Stamford Bridge

Życiorys 23-latka jest pokręcony. Bo choć urodził się w Polsce i tu też występuje od trzech sezonów, to dziś myśli po angielsku. Na Wyspy Brytyjskie wyemigrował razem z mamą jako 5-latek. Dołączyli tam do taty, który kurs na Londyn obrał kilka miesięcy wcześniej. Państwo Rogalscy poradzili sobie świetnie. Tata, pracujący w przemyśle stolarskim, z czasem założył swoją firmę. Mama pracuje dziś w szkole angielskiej, jest też nauczycielką w szkole polskiej. Do takiej polskiej uczęszczał też Dawid – w soboty, szlifując ojczysty język. Od poniedziałku do piątku chodził na lekcje ramię w ramię z brytyjskimi rówieśnikami. Czasów, kiedy nie znał angielskiego, już nie pamięta. To w nim porozumiewa się swobodniej, ale z polskim też nie ma problemów.

– Gdy wróciłem do Polski, nie było źle, ale nie wymawiałem tych wszystkich głosek, jak „sz”, „cz”. Nadal zresztą nie umiem tego dobrze – uśmiecha się Rogalski.

Pół-Polak, pół-Anglik. Dziś trudno mu określić samego siebie.

– Jeśli cały czas mieszkałbym w Anglii, to na pewno czułbym się Anglikiem. Polski tak naprawdę dobrze nie znam. Niewiele zwiedziłem. W rodzinnym Szczytnie mam dziadków, ale rzadko tam bywam, nie pamiętam też nic z czasów, gdy z rodzicami mieszkaliśmy w Polsce. Czytałem angielskie książki, śledzę angielskie portale. Skoro jednak od ponad dwóch lat rozmawiam dzień w dzień po polsku, żyję tu, to teraz mogę powiedzieć, że coraz więcej we mnie Polaka. To powoli wraca – mówi szczerze napastnik GieKSy.

Mieszkając w Londynie, kibicował Chelsea.

– Chodziło się na Stamford Bridge. Uczciwie przyznam, że raczej nie zdarzył się sezon, podczas którego byłbym na więcej niż dziesięciu meczach, ale trudno było nie polubić tej atmosfery. Wychowałem się na tej starej Chelsea, która wiele osiągnęła. John Terry, Didier Drogba, a przede wszystkim Frank Lampard… Będąc młodszy, grałem w środku pola i on mógł być dla mnie wzorem. Do dziś, gdy tylko mam możliwość, oglądam mecze Chelsea – przyznaje Dawid Rogalski.

Kibicem „The Blues” jest też jego tata.

– Strasznie lubi oglądać piłkę. Mnie interesowała głównie Premier League, choć zawsze zasiadaliśmy wspólnie do meczów reprezentacji Polski. Ekstraklasy, w odróżnieniu od taty, nie śledziłem. Do dziś zresztą tak jest, że bardziej zerkam na pierwszą ligę transmitowaną w Polsacie. Nie mieliśmy z tatą ulubionego polskiego klubu. Powtarzał, że gdyby miał kogoś wskazać, to byłby to Lech Poznań. Teraz wiadomo, że liczy się tylko GieKSa – śmieje się 23-latek.

Londyński przeskok

W Polsce grał w GKS-ie Tychy, Gryfie Wejherowo i GKS-ie Katowice. Spory życiowy przeskok dla kogoś, kto dorastał w Londynie.

– Lubię to miasto, choć w centrum nie chciałbym mieszkać. Dzieje się aż za dużo. Idealnie jest tak, jak mieliśmy z rodzicami. Wsiadasz w auto albo metro i po 15-20 minutach jesteś w centrum. Gdy wróciłem do Polski, różnica pod tym względem była odczuwalna. Już się przyzwyczaiłem, ale pamiętam swoje zdziwienie, kiedy wszedłem do sklepu, zapytałem o coś ekspedientkę, a ta okazała się bardzo niemiła. Oczywiście w Anglii też się to zdarza, ale rzadziej spotykasz ludzi, po których widać, że źle im w swojej pracy – dzieli się wrażeniami Rogalski.

Skoro mowa o przeskokach, to takowy był też… na drodze.

– Niezmiennie mam auto z kierownicą po prawej stronie. Trwało to tydzień – i już się przestawiłem. Sądziłem, że będzie trochę ciężej – opowiada.

O różnicach w mentalności czy podejściu do życia między nim a – powiedzmy – innymi zawodnikami GieKSy nie mówi, bo ich nie dostrzega. Sam zaznacza jednak, że znajomi z Londynu, z którymi utrzymuje kontakt, to w głównej mierze Polacy. Polką jest też jego dziewczyna, Patrycja. Śmieje się, że raz rozmawiają po polsku, a raz – po angielsku.

– W Londynie mieszka od 10. roku życia. Teraz jest na ostatnim roku studiów. Gdy może, to do mnie przylatuje. Może kiedyś przyleci już na stałe, choć faktem jest, że w Anglii ma większe szanse na złapanie fajnej pracy. Zobaczymy, jak się to wszystko potoczy – zawiesza głos Dawid.

On też studiował. W Birmingham, dwie godziny drogi od Londynu. Skończył pierwszy rok zarządzania. Przerwał naukę, bo pojawiła się szansa wylotu do Polski i tego, by piłkarska kariera nabrała tempa.

Pytamy, czy czuje się w niektórych aspektach mocniejszy od zawodników GKS-u – z założeniem, że ta moc miałaby wynikać z faktu, iż był szkolony w Anglii.

– Nie wydaje mi się, by było coś takiego. Pewnie, gdybym był w klubach z Premier League czy Championship, to odpowiedziałbym inaczej. Nie byłem szkolony w topowych akademiach, Chelsea, Liverpoolu czy Manchesteru. Dużo robiłem sam – podkreśla.

W Katowicach się rozwija

Zaczął grać w piłkę, mając 7 lat.

– Nauczyciel w szkole powiedział, bym zapisał się do klubu. Padło na ten najbliższy, gdzie najłatwiej było dojechać. Mając 12 lat, mogłem wyjechać do Reading, ale rodzice uznali, że to za daleko. Gdy z kolei miałem już profesjonalny kontrakt, pojawiła się propozycja z League Two, z Bristol – wspomina Rogalski. Do czwartej ligi nie trafił. Był opór ze strony jego klubu, Maidenhead United, w którego barwach jako 18-latek zadebiutował w IV lidze. Ani jednak nie grał tam regularnie, ani nie miał zgody na odejście.

– Praktycznie rok nie grałem w piłkę. Bardzo pomógł mi Emil Kot, działający w polonijnym klubie Viktoria Londyn. Odbyłem z nim wiele indywidualnych treningów, zostałem włączony do projektu „Ty Też Masz Szansę”. Powrót do Polski długo był dla mnie ostatnią rzeczą, jaką chciałbym zrobić. W Anglii mam przecież dziewczynę, rodzinę. Uznałem jednak, że spróbuję – opowiada napastnik.

Trafił do GKS-u Tychy, ale tam się nie przebił, choć w sezonie 2017/18 strzelił blisko 30 goli dla IV-ligowych rezerw.

– Wiedziałem, że początki mogą być trudne, dlatego gra w rezerwach była dla mnie dobra, bo było się gdzie pokazać. Przyszedł jednak okres, kiedy wiedziałem, że cokolwiek tam zrobię, to w I lidze i tak nie pogram. Pamiętam, gdy w pierwszej połowie jakiegoś meczu zdobyłem pięć bramek. Nawet wtedy nie dostałem powołania do osiemnastki na mecz w I lidze. To nie był dla mnie fajny czas i cieszę się, że jest już za mną – przyznaje 23-latek, który poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu z Tychów do Gryfa Wejherowo.

– Mieszkałem w Rumi. Życie tam jest fajne. Blisko Sopot, Gdynia… Piłkarsko? Wiedziałem, że nie będzie cudów. Ładnej piłki to my tam nie graliśmy, dużo było walki. Utrzymaliśmy się, a ja miałem w miarę dobry sezon. Latem wróciłem do Tychów, ale wiedziałem, że trener na mnie nie postawi. Bardzo się ucieszyłem na wieść, że jest szansa trafić do Katowic. To dobre miejsce, treningi są na bardzo wysokim poziomie. Czuję, że się tu rozwijam – podkreśla Rogalski.

American dream

Rok w Gryfie zakończył z dorobkiem 11 bramek. W GieKSie ma ich już na koncie 6. Uśmiecha się, że musi częściej zapraszać rodziców. Przylecieli na mecze ze Skrą Częstochowa i Pogonią Siedlce. Przynieśli szczęście, bo 23-latek w obu trafiał do siatki.

– Jeśli spojrzelibyśmy na moje pierwsze mecze w GKS-ie i porównali z trzema ostatnimi, to byłoby widać różnicę. Inaczej zachowuję się na boisku, wbiegam w inne strefy. Z meczu na mecz wzrasta pewność siebie. Poprawiam się w kwestii realizacji zadań taktycznych. To jest przewaga Polski, w porównaniu z niższymi zawodowymi ligami angielskimi. Wiemy, że tam już na piątym poziomie rozgrywkowym zdarzają się profesjonalne kluby. Sporo gra się do przodu, fizycznie, ale tej fizyczności w Polsce też nie brakuje – tłumaczy snajper.

Czy w ogóle myśli o tym, by spróbować wrócić na brytyjski rynek futbolowy?

– Już jako nastolatek uważałem, że znalazłbym sobie miejsce w League Two. Teraz jednak nie zaprzątam sobie tym głowy. Wiemy, że trzeba mieć znajomości, by tam trafić. W moim wypadku byłoby to trudne. Koncentruję się na tym, by z meczu na mecz lepiej wiodło się GieKSie – mówi Rogalski o swojej futbolowej przyszłości. A jak widzi swoją przyszłość niepiłkarską?

– Gdy już nie będę grał, raczej wrócę do Londynu. Choć nigdy tam nie byłem, to zawsze też coś ciągnęło mnie do Ameryki…

Na zdjęciu: O miano najlepszego snajpera GieKSy Dawid Rogalski (z lewej) rywalizuje ze środkowym obrońcą Arkadiuszem Jędrychem, ale z bramek potrafią cieszyć się wspólnie.

Komentarze