Zobacz
Do góry

GKS Katowice. Czas przegonić koszmary

Ostatni mecz zeszłego sezonu pamięta kilku obecnych zawodników GKS-u Katowice. Zrobią wszystko, by wydarzenia sprzed trzech miesięcy wyrzucić z głów.

Gdy ogłoszono terminarz II ligi, wielu związanych z GieKSą szukało przede wszystkim daty meczu z Bytovią. Nie zajęło to wiele czasu, bo do tego spotkania dojdzie już w 3. kolejce, a ta rozegrana zostanie od piątku do niedzieli.

Spadek po latach

Dlaczego wszyscy chcieli wiedzieć, kiedy katowiczanie zmierzą się z tym rywalem, nie trzeba chyba tłumaczyć. Bytovia bowiem do dziś odbija się bowiem czkawką i tak pewnie będzie jeszcze długo. To właśnie majowa porażka (1:2) z tym rywalem sprawiła, że GKS opuścił zaplecze ekstraklasy, na którym walczył o punkty nieprzerwanie od 12 lat. Okoliczności katastrofy, bo inaczej tego nie można było określić, były wręcz tragikomiczne. Decydującego o niej gola zdobył głową Andrzej Witan, bramkarz drużyny z Bytowa, w 97 minucie gry. Po chwili sędzia zakończył spotkanie, a piłkarze obu zespołów padli na murawę, bowiem ten wynik, przy jednoczesnym zwycięstwie (2:1) Wigier Suwałki w Częstochowie, oznaczał degradację katowiczan i bytowian.

Poleciały głowy

Jej pokłosiem były natychmiastowe dymisje trenera Dariusza Dudka oraz dyrektora sportowego Tadeusza Bartnika, a w późniejszym czasie prezesa Marcina Janickiego. Pożegnano się też z większością zawodników sprowadzonych za rządów dwóch ostatnich. W Bytowie obyło się bez wielkiej rewolucji na górze (Łukasza Wróbla na stanowisku dyrektora zastąpił Maciej Chrzanowski), ale wobec licznych ruchów transferowych, trener Adrian Stawski drużynę musiał zbudować praktycznie od nowa. Nie ma już w niej Filipa Burkhardta i wspomnianego Witana, strzelców goli w majowym spotkaniu, ale są inni, którzy przed tygodniem stanowili zgrany kolektyw i odprawili z kwitkiem łódzki Widzew. Radość po zwycięstwie 2:1 była ogromna, a atmosfera w szatni znakomita. – Brawa dla chłopaków, ale nie ma jakiegoś hurraoptymizmu. Pracujemy dalej! – podkreślał szkoleniowiec spadkowicza, tonując nieco nastroje. Miał bowiem świadomość, że to dopiero początek rozgrywek.

Stoper snajperem

Na ustach wszystkich był przede wszystkim bramkarz Bartosz Ryngwelski, ratujący drużynę wielu sytuacjach, ale też napastnik Karol Czubak. Bezkompromisowy 19-latek, wyciągnięty latem z IV-ligowe Jantaru Ustka, trafił do siatki w obu meczach nowego sezonu. Dwa gole ma również na koncie środkowy obrońca GKS-u, Arkadiusz Jędrych, wyrastający powoli na czołową postać zespołu. Nic więc dziwnego, że jego efektowne zdjęcie zdobi plakat zapowiadający sobotni mecz. 27-letni zawodnik pamięta ostatnie spotkanie z Bytovią i z pewnością będzie je chciał wyrzucić z głowy. Pomóc może mu w tym ewentualna bramka, chociaż…

– Nie ma większego znaczenia, kto trafia do siatki, to jest raczej na drugim planie. Najważniejsze jest dobro drużyny. Przegraliśmy na inaugurację ze Zniczem, ale Wejherowie zdołaliśmy się podnieść i przywieźliśmy – powiedział Jędrych, który po zejściu z boiska Arkadiusza Błąda przejął opaskę kapitana drużyny i po końcowym gwizdku gratulował kolegom punktów zdobytych na z trudnym terenie. Podobnie ma być w sobotni wieczór…

 

Na zdjęciu: Arkadiusz Jędrych (z prawej) wyrasta powoli na czołową postać GieKSy.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze