Zobacz
Do góry

GKS Katowice. Rok hańby

GieKSa nie zdołała wziąć na bytowianach rewanżu za tragiczną porażkę z maja i wciąż czeka na zdobycie pierwszego II-ligowego punktu przy Bukowej. W sobotę pogrążył ją… wnuk Franciszka Sputa.

To jest nieprawdopodobne. Po sobotniej porażce z Bytovią stało się jasne, że seria GKS-u bez domowej wygranej trwać będzie ponad rok. 18 sierpnia 2018 roku przy Bukowej poległy Wigry, potem katowiczanie nie odnieśli zwycięstwa w żadnym z 18 kolejnych meczów, a powody do radości mieli tylko raz – gdy w Pucharze Polski wyeliminowali po karnych Pogoń Szczecin. Najbliższa szansa na przełamanie tego impasu – za 9 dni z Olimpią. Ten rok już zapisał się czarnymi zgłoskami w historii klubu, a przegrana z bytowianami stanowiła tylko statystyczne ukonstytuowanie tego stanu.

Wnuk wszedł z ławki

Tym razem gola nie strzelił GKS-owi bramkarz – jak Andrzej Witan w pamiętnym spotkaniu, przesądzającym o spadku obu klubów z zaplecza ekstraklasy – ale scenariusz był podobny. Znów skończyło się 1:2, znów Bytovia dwukrotnie obejmowała prowadzenie, znów czyniła to po stałych fragmentach gry, egzekwowanych przez byłego zawodnika katowickiego klubu. W maju był to Filip Burkhardt, w sobotę – Daniel Feruga. Gospodarzy pogrążył jednak nie on, a Michał Rutkowski, czyli… wnuk Franciszka Sputa, legendarnego golkipera GieKSy. 25-letni obrońca trafił lewą nogą pod poprzeczkę, gdy tor lotu dorzuconej przez Ferugę piłki niefortunnie głową przedłużył Radek Dejmek.

Kolejna porażka na własnym boisku

Rutkowski nie ukrywał radości. Choć jest rodowitym katowiczaninem, to sympatyzuje raczej z niebieską częścią miasta. W sezonie 2017/18 był zresztą zawodnikiem Ruchu, z którego przeniósł się do Soły Oświęcim. Feruga przekonywał na naszych łamach, że Rutkowski zagra jeszcze kiedyś w wyższej lidze niż II. Na razie walczy o miejsce w składzie Bytovii. Przy Bukowej wszedł na boisko z ławki – tuż przed przerwą zmienił Adriana Liberackiego, który doznał urazu po starciu z Szymonem Kiebzakiem.

Snajper z Ustki

Pierwszego gola gospodarze też stracili po rzucie wolnym. Już w 6 min głową do siatki trafił Karol Czubak. Dla 19-latka, sprowadzonego latem z IV-ligowego Jantaru Ustka, była to trzecia bramka w trzecim kolejnym meczu. Wcześniej pokonywał golkiperów Elany i Widzewa. Wygrana z GKS-em, tydzień wcześniej – z RTS-em… Bytowianie po spadku świetnie odnajdują się na razie w nowej rzeczywistości. Co innego – katowiczanie. 3 punkty w trzech kolejkach, dwie domowe porażki (wcześniej ze Zniczem) to start grubo poniżej oczekiwań. Drużyna nie gra źle, ale w sobotę stwarzała sobie zbyt mało klarownych sytuacji. Tę jedyną stuprocentową wykorzystała – Kiebzak zabawił się na prawym skrzydle z rywalami i wyłożył piłkę Marcinowi Urynowiczowi, który ze stoickim spokojem, płaskim strzałem wykorzystał okazję. To jednak było za mało.

Nagana za „stałe”

– Solą piłki są bramki. Trzeba je zdobywać, by udokumentować przewagę w posiadaniu piłki i organizacji gry, jaką na pewno mieliśmy. Możemy dostrzec wiele pozytywów. To właśnie organizacja gry, umiejętność jej prowadzenia. Ktoś może mieć inny pomysł na zespół, ale my trzymamy się swojego kierunku. Chcemy być przy piłce, kreować sytuacje. To wiąże się z pewnego rodzaju ryzykiem, ale na pewno nie jest to ryzyko stałych fragmentów gry. Bytovia była w nich skuteczna. W szatni będą wzajemne pretensje, bo na pewno zwrócimy uwagę na zawodników, którzy w dwóch momentach się zagapili. To proste sytuacje, powinny być wyjaśnione, a nie były. Głowy mamy w dole, wszyscy są zmartwieni. Musimy być skuteczniejsi w działaniach. Duża nagana dla nas, że niestety nie byliśmy – mówił trener Rafał Górak.

Można wysnuć wniosek, że zawodzą na razie ci, których można było uważać za potencjalnych liderów – Adrian Błąd, Arkadiusz Woźniak czy Łukasz Wroński. W sobotę wszyscy trzej zostali zmienieni, w 65 min na boisku nie było już żadnego z nich. – Nie zeszli z boiska dlatego, że wspaniale na nim wyglądali. Oczekujemy od nich więcej. Dostali zmiany, niech młodzież naciska. Nieważne, że kiedyś, w pewnym czasie, coś grali. Trzeba być w dobrej dyspozycji tu i teraz – przyznawał szkoleniowiec GieKSy, przed którą wyjazd do Stargardu, domowy mecz z Olimpią i kolejna podróż – do Łęcznej. Albo drużyna pójdzie w górę, albo już na samym starcie sezonu będzie musiała gonić peleton.

 

GKS Katowice – Bytovia Bytów 1:2 (0:1)

Wojciech Chałupczak

LICZBA
359 DNI mija od ostatniej wygranej GieKSy przy Bukowej.

 

Na zdjęciu: Bytovia znów wydarła GKS-owi punkty przy Bukowej (na zdjęciu Krzysztof Bąk powstrzymuje Macieja Stefanowicza), choć tym razem mniej dramatycznych okolicznościach.

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

Komentarze

Więcej w II liga