Zobacz
Do góry

GKS Katowice. Niełatwo polubić tę ligę…

Sobotnim meczem z Gryfem Wejherowo GKS Katowice zakończy rok przy Bukowej, na której tak pusto, jak w ostatnich miesiącach, nie było od dawien dawna.

Co prawda za tydzień GKS czeka jeszcze daleki wyjazd do Bytowa, ale z własną publicznością pożegna się już jutro. Ostatni domowy mecz w tym roku rozegra z przedostatnim w tabeli Gryfem Wejherowo. W roku trudnym, naznaczonym pierwszym w historii spadkiem na trzeci poziom rozgrywkowy i śrubowaną miesiącami serią bez domowej wygranej.

Te wszystkie smutne fakty spowodowały pęknięcia, których skutki bardzo odbijają się na frekwencji przy Bukowej. W tym sezonie tylko na trzech spotkaniach – a było ich 10 – odnotowano liczbę widzów większą niż 2000. Jak na klub nr 1 z tak wielkiego miasta, głównego ośrodka wielkiej aglomeracji, jest to liczba pozostawiająca bardzo wiele do życzenia.

Najniższa od lat

Nie sposób być oczywiście odpornym na tyleż dyżurne, co całkowicie słuszne argumenty tłumaczące taką frekwencję. Kilkunastoletni I-ligowy marazm i niespełnione marzenia (cele!) związane z walką o upragniony powrót do ekstraklasy, seryjne niepowodzenia w prestiżowych dla kibiców meczach derbowych, przestarzała infrastruktura, a to wszystko przypieczętowane jeszcze historyczną degradacją po golu bramkarza w doliczonym czasie gry.

To już frazes, że GKS dorobił się całego pokolenia kibiców, które nie pamiętają czegoś znacznie różniącego się od zaciętych bojów z Chrobrym Głogów, Chojniczanką, Bytovią czy Łęczną. Jeśli jednak spadek miał być pod pewnymi względami zbawienny – bo i takich teorii nie brakowało – przyczyniający się do rozstania z zajmującymi kluczowe stanowiska osobami, kojarzonymi głównie ze sportowymi niepowodzeniami, to frekwencji na pewno nie zbawił.

Ligowa średnia przy Bukowej za 2019 rok jest na razie najniższa od lat, wynosi dziś niecałe 2200 osób i raczej mało prawdopodobne wydaje się, by jutrzejszy mecz z zespołem z Wejherowa mógł wpłynąć na nią szczególnie pozytywnie.

Trener z „gestem Kloppa”

Dziwi to o tyle, że przecież GieKSa stanowi dziś drużynę, która da się lubić, która ma na koncie 6 domowych zwycięstw z rzędu, która tworzy widowiska obarczone dramaturgią i wieńczone happy endem, która dwukrotnie potrafiła wygrać w osłabieniu, która strzela sporo goli w końcówkach spotkań, która jest prowadzona przez Rafała Góraka, darzonego taką sympatią, o jakiej wielu trenerów mogłoby tylko pomarzyć. Górak nieraz tej jesieni powtarzał, że wraz z zawodnikami walczy o to, by kibice polubili nowy zespół GieKSy.

Klubowe działy promocji, komunikacji, marketingu, umęczone też z pewnością poprzednimi latami naznaczonymi niepowodzeniami, może nie są już w stanie działać z takim rozmachem, jak swego czasu w I lidze, kręcąc wymyślne klipy, jak choćby ten z maskotką „GieKSikiem” wyrzucającym przez okno telewizor, ale wystarczy im tylko kropla paliwa, by stworzyć coś pozytywnego. Były filmiki z Rafałem Górakiem prezentującym trybunom „gest Kloppa”, był fragment konferencji prasowej, na której szkoleniowiec prosił rzecznika Maurycego Sklorza, by pokazał, co skrywa na tapecie w telefonie, były też pomysły na akcje z biletami – jak „poznański dwupak”, obejmujący w promocyjnej cenie bilety na mecze z Wartą czy rezerwami Lecha. Albo jak voucher na dowolny mecz innej sekcji GieKSy dodawany gratisowo do wejściówki na konfrontację z Elaną Toruń. To wszystko, nawet w połączeniu z dobrymi wynikami, zdało się na niewiele.

Wyjazdowa ekskluzywność

Kibic, jak każdy konsument, oczekuje dziś pewnej ekskluzywności. Do myślenia dawały wpisy, jakie można było nieraz wyczytać po wyjazdowych spotkaniach GieKSy, w których przewijały się pretensje do jakości internetowych transmisji pay-per-view, organizowanych w II lidze. „Już nigdy nie kupię” – brzmiała wymowa części z nich. Bo dziś nie wystarczy sama satysfakcja z możliwości oglądania GKS-u w internecie. Skoro płacę, to ma być ładnie, płynnie, z nieirytującym komentarzem. To trochę taka ogólna metafora, którą można przełożyć też na konfrontacje domowe, że fajna ta GieKSa, ale rywale są jacy są, a stadion jest jaki jest… Jeśli nie masz mentalności fanatyka, to sama ambitna gra na poziomie rozgrywkowym nr 3 do regularnego odwiedzania Bukowej może faktycznie nie zachęcać.

Skoro było o ekskluzywności i było o fanatykach – to podkreślmy, że klimat wielkiego klubu na pewno można odczuć na wyjazdach GieKSy. Tej jesieni na razie zaliczyła ich pięć i wszędzie – w Krakowie, Polkowicach, Pruszkowie, dwukrotnie w Rzeszowie – meldowała się w nadkompletach, wykupując ostatecznie więcej biletów niż pierwotnie przewidywali dla niej gospodarze. W tej materii katowiczanie to wciąż krajowa czołówka. Sami jesteśmy ciekawi, czy (a jeśli tak, to kiedy) ten domowy marazm może przełożyć się na spadek jakości prezencji fanów GieKSy poza Katowicami. Może nigdy – właśnie dlatego, że dziś to jeden z ostatnich bastionów prawdziwej wielkości tego klubu.

Zastanawiające, dziwne, przykre

9 ligowych meczów GKS-u przy Bukowej obejrzało tej jesieni niespełna 18 tysięcy kibiców. To niewiele więcej niż ogląda pojedyncze spotkania łódzkiego Widzewa. Wyższą od GKS-u średnią ma nie tylko on, ale nawet Stal Rzeszów, choć w tym drugim przypadku wydatnie podwyższają ją derby z Resovią.

W poprzednich latach przy Bukowej średnią też poprawiały mecze derbowe. Z kim bądź – GKS Tychy, GKS Jastrzębie, Ruch Chorzów, Górnik Zabrze, ROW Rybnik, Zagłębie Sosnowiec, nawet Raków Częstochowa… Teraz derbów nie ma ani jednych, prócz katowiczan jedynym przedstawicielem województwa śląskiego w II lidze jest Skra Częstochowa. Mijającej jesieni najwyższą frekwencję zanotowano z Elaną Toruń (nieco ponad 3600), w meczu o kibicowskiej temperaturze, podczas którego w sektorze gości zasiedli zaprzyjaźnieni z torunianami fanatycy z Chorzowa.

Bez wypełnionej klatki, bez reszty ciekawskich, bez autokarów z Ostrawy, bez aut z Rybnika czy Zabrza – jak było w kontekście przyjazdu Elany – tej jesieni zazwyczaj GieKSy nie ogląda nawet 2000 osób. W 300-tysięcznych Katowicach nie uzbiera się 2000 osób, które co dwa tygodnie pójdą obejrzeć w akcji drużynę nr 1 ze swojego miasta! Zastanawiające to, przykre i – mimo wszystko – dziwne.

LIGOWA ŚREDNIA PRZY BUKOWEJ
2019 – 2197 widzów
2018 – 2489
2017 – 2859
2016 – 2570
2015 – 2280
2014 – 2585
2013 – 3431

1965 KIBICÓW ogląda średnio tej jesieni domowe mecze GieKSy. Wliczając pucharowe spotkanie z Wartą Poznań (1162 osoby), średnia spada do 1884.

9 z 16 DOMOWYCH MECZÓW GKS-u miało w 2019 roku publikę niższą niż 2000 widzów. Biorąc pod uwagę 50 ostatnich ligowych spotkań przy Bukowej, liczbę 2000 przekroczono ledwie 29 razy.

Komentarze