Zobacz
Do góry

GKS Tychy. Cisza przed maratonem

Przed piłkarzami GKS-u Tychy pięć spotkań w ciągu 14 dni.

GKS Tychy zbiera siły przed wrześniowym maratonem. Od 14 do 28 września zespół Ryszarda Tarasiewicza rozegra pięć spotkań, bo do czterech I-ligowych meczów dojdzie jeszcze potyczka w Pucharze Polski. Dlatego szkoleniowiec tyszan zaaplikował swoim podopiecznym dwa dni wolnego.

Głęboka analiza

– Niedziela i poniedziałek były wolne. Od wtorku wracamy do pracy i zaczynamy od siłowni, z której pójdziemy na boisko. W środę mamy w planie grę wewnętrzną, a w czwartek i piątek zajęcia techniczno-taktyczne będą połączone z doskonaleniem stałych fragmentów gry. Po takich przygotowaniach w sobotę ruszamy do ataku – zapowiada trener Tarasiewicz. Analiza sparingu z SFC Opawa ma służyć temu, żeby tyszanie przestali tracić gole. Konrad Jałocha, choć zbiera wysokie noty za swoje występy, jeszcze w tym sezonie czystym kontem strat pochwalić się nie może.

„Przepalony” Daniel

– Mecz z wymagającym zespołem czeskiej ekstraklasy potwierdził, że musimy szybciej reagować grze defensywnej – dodaje trener tyszan. – Szczególnie przy długim wprowadzeniu piłki przez rywali w nasze pole karne. Musimy też być wtedy bliżej siebie. Nie możemy też popełniać indywidualnych błędów. To, co zrobił Keon Daniel bodaj w 10 sekundzie gry nie powinno się przydarzyć. Można co prawda powiedzieć, że po trzech tygodniach przerwy na leczenie kontuzji, potrzebował „przepalenia”, ale to go nie usprawiedliwia. Znamy jego atuty i wiemy, że to inteligentny zawodnik, który szczególnie w grze defensywnej jest drużynie potrzebny, bo za ofensywne aspekty odpowiada Dario Kristo.

Nie sądzę, żeby to była nonszalancja Keona. Po prostu był zbyt pewien swoich umiejętności i popełnił błąd, bo wymagający rywale naskoczyli na niego od początku. Co innego orientacja przestrzenna na treningach, a co innego gra z mocnym przeciwnikiem. W piłce to się zdarza, ale nasz defensywny pomocnik musi z tego wyciągnąć wnioski, bo liczę na niego. Cieszę się natomiast, że ci zawodnicy, którzy w pierwszej części sezonu grali najwięcej, są w dobrej dyspozycji fizycznej.

GKS Tychy. Pokazał, że potrafi

Napastnicy pod lupą

Najwięcej pytań kibiców i tak dotyczy jednak Szymona Lewickiego. Zastanawiają się, czy napastnik pozyskany tuż przed zamknięciem okienka transferowego zdąży do sobotniego meczu z Wigrami Suwałki wpasować się w nowy zespół. – Każdy trener, choć oczywiście założenia gry typowej dziewiątki są raczej stałe, ma swoją wizję jak napastnik powinien funkcjonować w zespole – wyjaśnia szkoleniowiec GKS-u. – Ja też mam swoje oczekiwania i niby nie ma w tym żadnej rewolucji, to jednak potrzeba czasu, by wskoczyć w ten rytm i schemat.

Szymon na pewno inaczej funkcjonował w Rakowie, Zagłębiu Sosnowiec czy Podbeskidziu. Teraz musi łapać to, co jest charakterystyczne dla naszego zespołu, bo to nie zespół będzie przestawiał się na jego grę. Nie wiem, czy na mecz z Wigrami w wyjściowej jedenastce wybiegnie Mateusz Piątkowski, czy Lewicki. Mateusz gra w tej drużynie od marca i na ten moment jest bliżej zespołu, choć zdaje sobie sprawę, tak samo, jak ja, że w tej rundzie ma deficyt 2-3 bramek. Będą więc, na pewno uważnie się przyglądał, bo chcę wybrać najlepszy wariant dla zespołu.

Potrzeba czasu

– W meczu sparingowym jedna wrzutka z rzutu wolnego była na moją głowę, a pozostałe adresowane były na innych zawodników – przyznaje Szymon Lewicki. – Dobrze, że ktoś się znalazł w odpowiedni miejscu, bo Marcin Biernat strzelił w ten sposób zwycięskiego gola. Z tego trzeba się cieszyć. Wchodziło nas w pole karne trzech-czterech i wszyscy, którzy są wysocy i dobrze grają głową, mają za zadanie wykorzystać okazję.

Pole manewru jest więc, jak było widać na sparingu, dosyć duże, a to znaczy, że wrzutki nie muszą być adresowane tylko na mnie i obrońcy rywali będą mieli problemy. Ja potrzebuję trochę czasu, żeby zobaczyć, jakim stylem gra zespół i jak funkcjonuje drużyna. Do pierwszego meczu o punkty pozostało jeszcze trochę czasu, więc spokojnie. Myślę, że nadrobię zaległości i będę gotowy do gry. Już pierwszego dnia trener mi powiedział, jaka jest moja rola i czego ode mnie wymaga. Postawił sprawę jasno i wszystko wiem. Resztę dopowie boisko.

 

Na zdjęciu: Mateusz Piątkowski walczy o to, by nadal być napastnikiem pierwszego wyboru.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze