GKS Tychy. Najważniejsze pytanie

Trener Ryszard Tarasiewicz znany jest z tego, że nie lubi mieszać w składzie. W tym sezonie praktycznie dokonał tylko jednej roszady. Gdy po analizie dwóch pierwszych spotkań okazało się, że wszystkie cztery gole padły po akcjach przeprowadzonych przez rywali prawym skrzydłem, Ken Kallaste stracił miejsce na lewej obronie, na której zadomowił się wprowadzony do gry Bartosz Szeliga. Reszta dokonanych zmian była efektem kontuzji i urazów. Ponieważ jednak po dwóch tygodniach przerwy, którą tyszanie mieli od ostatniego ligowego występu, wszyscy zawodnicy doszli do pełni sił, to wyjściowa jedenastka byłaby łatwa do odgadnięcia… gdyby nie Szymon Lewicki.

Co mówią liczby?

Napastnik pozyskany dwie godziny przed zamknięciem okienka transferowego dopiero wchodzi do tyskiego zespołu, w którego ataku od początku ligowych występów w tym roku gra Mateusz Piątkowski. W 11 wiosennych występach strzelił on 2 gole, w tym jednego z rzutu karnego i drugiego, ustalając wynik meczu z Wigrami Suwałki na 5:0. W obecnym sezonie trochę się poprawił, bo 2 trafienia ma po 7 występach. W dodatku to drugie jest szczególnie cenne, bo zagwarantowało zwycięstwo w Sosnowcu. Jednak swoim bilansem imponować nie może.

Szymon Lewicki natomiast w poprzednim sezonie, rozgrywając 24 mecze I-ligowe zdobył 8 bramek dla maszerującego po awans Rakowa Częstochowa. Rok wcześniej też cieszył się z awansu do ekstraklasy, a w dodatku w barwach Zagłębia Sosnowiec w 27 spotkaniach strzelił 14 goli. Ponadto w sezonie 2016/17, grając w Podbeskidziu Bielsko-Biała, w 24 spotkaniach trafił 9 razy, a w rozgrywkach 2015/16 był królem I-ligowych strzelców, bo dla Zawiszy Bydgoszcz w 32 spotkaniach o punkty zdobył 16 bramek i dorzucił jeszcze 3 trafienia w 5 pucharowych występach.

Trener Ryszard Tarasiewicz doskonale zna te liczby, ale wie także, że każdy zawodnik musi się wkomponować w zespół, żeby drużyna miała z niego pożytek, a on cieszył się swoją grą. Pytanie dni brzmi więc: Czy „Lewy” jest już na tym etapie?

Miejsce dla jednej „dziewiątki”

– Napastnika rozlicza się z bramek – mówi tyszanin Maciej Mańka. – Znamy to powiedzenie i kibice mają rację, przypominając starą piłkarską zasadę. Kiedy się jednak popatrzy na grę drużyny od środka, to będzie można dostrzec także robotę, którą na boisku wykonuje Mateusz Piątkowski. To bardzo dobry zawodnik, nie tylko absorbujący uwagę obrońców rywali, ale także wykonujący mniej widoczną pracę w grze defensywnej. To, że nie wystrzelał podczas pobytu w Tychach większej liczby bramek, to także efekt gry drużyny.

Nie rozpieszczaliśmy go. Były mecze, w których miał „pół sytuacji”. Uważam, że jest potrzebny naszej drużynie tak samo jak Szymon Lewicki, choć zdaję sobie sprawę, że w naszym systemie grać może tylko jedna „dziewiątka”. Zaczęła się więc rywalizacja o miejsce w jedenastce, a na konkurencji nikt jeszcze nie stracił. Najważniejsze dla drużyny jest to, żeby ten, kto będzie grał w naszym ataku, pomagał zespołowi w zdobywaniu punktów. To, kto będzie strzelał, schodzi na drugi plan – oby tylko padały bramki.

Kasprzyk i dwójka do podpatrywania

A przy dwójce doświadczonych zawodników niech rozwija się Dawid Kasprzyk. To 19-latek, który ma bardzo duży potencjał i chce się rozwijać. – Dopóki nie było Szymona Lewickiego, „Pompa” był pierwszym zmiennikiem do ataku i trener Tarasiewicz dawał mu szansę, którą zamienił nawet na debiutancką bramkę – kontynuuje Mańka. – Widać było, że chce się uczyć, bo podpatrywał zachowania „Piątasa” na boisku i podpytywał na treningach i w szatni. Teraz „spadł” co prawda na trzecie miejsce w klasyfikacji naszych napastników, ale ma za to dwóch doświadczonych piłkarzy do podpatrywania i może się jeszcze więcej nauczyć. Wszystko w jego głowie i nogach, ale moim zdaniem taka rywalizacja jemu też powinna wyjść na dobre – zakończył Maciej Mańka.

 

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze