Zobacz
Do góry

GKS Tychy. Patrzeć do góry

Czas na leczenie ran – dosłownie i w przenośni – w szatni GKS-u Tychy dobiega końca.

 

Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza wykorzystali przerwę spowodowaną meczami reprezentacji na odpoczynek, powrót do pełni sił oraz zapomnienie o dwóch ostatnich porażkach, po których znaleźli się w dolnej połowie tabeli I ligi. Różnice są jednak niewielkie, bo do plasującej się na 6 miejscu Olimpii Grudziądz tyszanie tracą 3 punkty i taką samą przewagę mają nad zajmującą pozycję tuż nad strefą spadkową Puszczą Niepołomice.

– Często się mówi, że „nie patrzymy w tabelę”, ale każdy zawodnik na nią spogląda – uważa Sebastian Steblecki. – Ja także. Chodzi tylko o to, żeby nie zaprzątać sobie tym głowy i nie wywierać na samym sobie presji pytaniami: a co to będzie jeżeli przegramy, albo jak wysoko możemy awansować gdy wygramy. Trzeba się przede wszystkim skoncentrować na boisku, a ta prawdziwa weryfikacja wysiłku włożonego w sezon przyjdzie po ostatniej kolejce.

My jesteśmy w tym sezonie nastawieni na walkę o wysokie miejsca dlatego oprócz świadomości tego gdzie jesteśmy mamy też ambicję, która nakazuje nam patrzeć do góry. Tym bardziej, że regulamin rozgrywek jest taki, że 6 drużyn ma szansę na awans. Ale ten cel, który sobie stawiamy, mają też inni i dlatego rywalizacja jest tak ciekawa i wyrównana.

Zacząć nową serię

Śledząc wyniki GKS-u Tychy w tym sezonie trudno się oprzeć wrażeniu, że tyszanie są w stanie seryjnie zdobywać punkty. Świadczy o tym passa 6 spotkań z rzędu, w których zdobyli 16 oczek.

– Mamy świadomość naszego potencjału – dodaje pomocnik tyskiego zespołu. – Ta nasza seria została przerwana w meczu z Olimpią Grudziądz na własne życzenie. Moment słabości sprawił, że teraz odbiór naszej dotychczasowej gry jest inny niż byśmy chcieli. Nie ma już jednak sensu do tego wracać tylko trzeba zacząć nową serię. Ale zadanie nie będzie łatwe.

W piątek mamy wyjazdowy mecz z Puszczą, a we wtorek zaległe spotkanie z Miedzią. O legniczanach na razie nie myślimy, bo koncentrujemy się na tym co nas czeka w Niepołomicach. To boisko jest specyficzne. Pewnie ma odpowiednie wymiary, ale całe to otoczenie powoduje, że wydaje się mniejsze, a agresywnie grający gospodarze „gryzą trawę” i stawiają trudne warunki, mając wyćwiczone stałe fragmenty gry. Nastawiamy się więc na walkę, do której musimy dodać naszą piłkarską jakość, a wtedy powinno być dobrze. Jesteśmy optymistami.

Po sparingowym meczu z Odrą Opole, w którym trener znając nasze parametry fizyczne niektórym dał pograć 45 minut, a przy okazji sprawdził zawodników, którzy do tej pory grali mniej, czułem w szatni, że mentalnie poszliśmy w górę. Rozegrałem połowę i potraktowałem to jak jednostkę treningową, pozwalającą zachować meczowy rytm. Przy okazji przećwiczyliśmy też nowe schematy i schodziliśmy z boiska bardzo zadowoleni.

Trafiający w Mielcu

Sebastian Steblecki z przystosowaniem się do nowego schematu gry, w wygranym 6:1 sparingu z opolanami nie miał problemu. Może grać zarówno jako skrzydłowy, jak i w roli pomocnika rozgrywającego piłki.
– Co prawda od początku swojej gry występowałem raczej częściej w środku drugiej linii, ale pozycja skrzydłowego też nie jest mi obca – wyjaśnia Sebastian Steblecki.

– Trener decyduje, w której roli będę bardziej przydatny drużynie, a ja cieszę się, że mogę wybiec na boisko i pokazać swoje umiejętności. I na jednej i na drugiej pozycji mogę grać ofensywnie i chciałbym częściej cieszyć się z goli.

To nie jest hokej

Jak na razie Sebastian Steblecki w barwach GKS-u Tychy zdobył bramki tylko w meczach ze Stalą w Mielcu. Rok temu jedną i miesiąc temu drugą.
– Ale to nie znaczy, że w Niepołomicach będę polował na trafienie – zapewnia tyski pomocnik.

– Będę grał dla drużyny i jeżeli ona wygra, a bramkarza rywali pokona… nasz bramkarz to moja radość też będzie pełna. Najważniejsze jest zwycięstwo zespołu. Może w hokeju, który polubiłem od dziecka, oglądając występy ojca (Roman Steblecki w 398 ligowych meczach na polskich taflach strzelił 315 goli i dwukrotnie był królem strzelców oraz olimpijczykiem – przypisek red.), te liczby mają większe, ale w piłce o wyniku czasem decyduje jedno trafienie i każdy może być jego autorem. Wszyscy musimy więc zagrać o zwycięstwo.

Komentarze