Zobacz
Do góry

GKS Tychy. Prowokować przeciwnika do błędu

Nastawiam zespół na dokładną grę i chcę, żeby ładny styl przynosił punkty – mówi Ryszard Tarasiewicz.

Przed nami mecz drużyn, które dopiero w trzecim podejściu do nowego sezonu poznały smak zwycięstwa. Sandecja, po porażkach 0:3 w Niecieczy i 1:2 na swoim boisku z Miedzią Legnica, wygrała 2:1 wyjazdowe spotkanie z Puszczą Niepołomice. Z kolei GKS Tychy po wyjazdowych porażkach 1:2 w Radomiu i Jastrzębiu-Zdroju efektownie zaprezentował się swoim kibicom i pokonał Odrę Opole 4:1.

Wielu uwag nie było

Trener tyszan, Ryszard Tarasiewicz, który od początku sezonu podkreśla, że jego zespół gra dobrze, a o porażkach zadecydowały indywidualne błędy, pod tym kątem dokonał także analizy zwycięskiego spotkania z opolanami. Nie miał jednak zbyt wielu uwag do swoich podopiecznych. To znaczy, że w Nowym Sączu nie należy się spodziewać roszad w składzie tyskiej drużyny. Na lewej obronie zadebiutował w minioną sobotę nowosądeczanin Bartosz Szeliga. Znany do tej pory jako prawy obrońca wychowanek Sandecji zdał egzamin, choć wydawało się, że na tej pozycji łatwiej będzie grać Maciejowi Mańce. Szkoleniowiec GKS-u Tychy zaskoczył wszystkich, na czele z zawodnikami i może mówić, że miał nosa.

– „Szeli” i „Maniol” to nie są zawodnicy, którzy w ostateczności kopią piłkę lewą nogą – twierdzi Ryszard Tarasiewicz. – Obaj potrafią nią grać, więc nie to było najistotniejsze przy ustalaniu ich pozycji. Dla mnie u obrońcy najważniejsza jest umiejętność gry defensywnej. To jest podstawowa zasada. Coraz częściej co prawda, gdy rozmawiamy o obrońcach, słyszę, że ten czy inny wspaniale gra w ofensywie. Podłącza i robi obiegi, ale dla mnie obrońca w 70 procentach odpowiedzialny jest za defensywę, a w 30 za ofensywę.

W linii pomocy jest 50 na 50 z małym plusem lub minusem w zależności od tego, na jakiej pozycji gra zawodnik. I z tego rozliczam piłkarza, biorąc pod uwagę ustawienie, czytanie gry, antycypację, inteligencję poruszania się, w zależności od aspektów techniczno-taktycznych. Nadrzędną rolą trenera jest jednak dać odczuć zawodnikom, że się im ufa. Nie zmieniać, nie mieszać, nie wybierać po każdej porażce nowego rozdania, bo skoro mam ośmiu obrońców, to mógłbym po każdym błędzie przewracać skład do góry nogami. Jednak to nie jest mój styl pracy.

GKS Tychy. Łatwiej się pracuje

Bez poślizgów w czytaniu

Ryszard Tarasiewicz wrócił do postawy Szeligi Mańki. – Mańka z prawej strony, operując prawą nogą, daje więcej jakości i to już miałem sprawdzone. Chodziło mi więc przede wszystkim o to, żeby w obronie – jako formacji – nie było poślizgów w kwestii czytania gry i ustawienia. Natomiast Bartek, tak jak inni zawodnicy, którzy przychodzą do naszego zespołu, musi się dostosować. I to nie jest zarzut w stosunku do piłkarza, tylko to wynika z filozofii piłki nożnej. Każdy trener ma swoje spojrzenie na grę, a zawodnik słucha trenera. Ja nie mówię, że mam patent na piłkarską mądrość i jestem najmądrzejszy. Mam jednak swoją wizję gry. I to, co w zachowaniu zawodnika u innego trenera jest atutem, u mnie jest do poprawki. Dlatego piłkarze przychodzący do mojego zespołu potrzebują czasu, żeby się zachowywać w ten sposób, w jaki zachowują się zawodnicy, którzy są ze mną w GKS-ie Tychy od ponad półtora roku.

Mówiąc o ustaleniu składu na dzisiejszy mecz z Sandecją, trener Ryszard Tarasiewicz zaznaczył, że rozważa możliwość jednej roszady w drugiej linii. Nie ma się jednak co doszukiwać odstawienia pewniaków, choć Sebastian Steblecki w meczu z Odrą Opole nie wykorzystał dwóch „setek”. Szczególnie może żałować okazji zmarnowanej tuż przed zejściem z boiska. Tym bardziej że jego zmiennik Łukasz Moneta wpisał się na listę strzelców zaledwie 3 minuty po pojawieniu się na murawie.

Dario to pokazał

– Sebastian nigdy nie był wielkim strzelcem, ale ma inne atuty – zaznacza trener tyszan. – Mnie interesuje u zawodników ofensywnych przede wszystkim to, żeby się znajdowali w sytuacjach podbramkowych. Oczywiście zależy mi też na tym, żeby robili postęp w finalizowaniu akcji, ale gdy są w polu karnym rywali i prokurują sytuacje bramkowe oraz prowokują przeciwnika do błędu, to jestem z nich zadowolony. O tę zmarnowaną okazję mam do Sebastiana pretensje, bo kładę na to nacisk. Mamy zajęcia stricte techniczne, czyli strzały na bramkę z różnych pozycji i na przykład efektem tych zajęć jest gol, którego tuż po przerwie strzelił opolanom Dario Kristo.

Pamiętam go, jak przyszedł do nas półtora miesiąca temu. Wtedy w takiej sytuacji, jak ta w meczu z Odrą, strzelałby z prostego podbicia i siła byłaby ważniejsza od precyzji. Teraz, a dodam, że ja mam „kota” na punkcie gry wewnętrzną częścią stopy, Dario przymierzył. I nie była to może bramka typu „stadiony świata”, ale dla tego meczu miała kluczowe znaczenia. Jeżeli ktoś chce się chwalić na YouTube przez cały życie jedną zdobytą bramką i jako zawodnik ofensywny mieć w statystykach na 300 występów 8 goli, to przepraszam bardzo, ale to nie moja filozofia gry. Ja nastawiam zespół na dokładną grę i chcę, żeby ładny styl przynosił punkty. Z tą myślą jedziemy także do Nowego Sącza.

 

Na zdjęciu: Dario Kristo, wpisał się na listę strzelców w meczu tyszan z Odrą Opole. I zrobił to w wyrafinowany sposób.

ZACHĘCAMY DO NABYWANIA ELEKTRONICZNYCH WYDAŃ CYFROWYCH

e-wydania „SPORTU” znajdziesz TUTAJ

 

Murapol, najlepsze miejsca na świecie I Kampania z Ambasadorem Andrzejem Bargielem

 

Komentarze